listopad 22, 2007...4:21 pm

Kobieta bez winy i wstydu

Jump to Comments

Kobiety w naszej kulturze (a także w innych kulturach prze­syconych represyjną, antykobiecą ideologią) rodzą się z po­czuciem winy, doświadczając zarazem związanej z tym wiel­kiej potrzeby ekspiacji i kary [...]

W swojej praktyce terapeutycznej spotykam wiele kobiet, które swoje własne, kobiece ciało mają dokładnie wyparte ze świa­domości. Nadużywane i upokarzane od pierwszych miesięcy życia, przestaje być ich własnością. Staje się własnością nie­świadomych lub świadomych oprawców-właścicieli. [...]

Podstawowym stereotypem dziewczynki jest grzeczna dziewczynka. Bycie “grzeczną” wymusza odcięcie się od wszystkich potrzeb, doznań i możliwości związanych z ob­szarem brzucha, bioder, miednicy i nóg. Zablokowanie prze­pony jest cielesnym wyrazem psychologicznego odcięcia się od “niegrzecznej dziewczynki”, która mieszka gdzieś tam w dole i nader często zostaje tam na zawsze pogrzebana. [...]

W związku z powyższym przypomina mi się wyda­rzenie zapisane w kronikach zen. Pewna kobieta, sfrustrowana zapewne swoją kobiecością, zapytała nauczyciela zen: “Jak przekroczyć kobiecość?” Otrzymała odpowiedź: “Jeśli chcesz przekroczyć kobiecość, stań się w stu procentach kobietą, jeśli chcesz przekroczyć męskość, stań się w stu procentach męż­czyzną.”
Zostajemy więc z pytaniem: “Co to znaczy być w stu procentach kobietą albo w stu procentach mężczyzną?”
Odpowiedź - Być jednym ze wszystkim. [...]

Prawdziwe rozwiązanie polega na tym, aby kobieta mo­gła odzyskać swoje ciało, stać się podmiotem swojego życia i dzięki temu odzyskać własną tożsamość. Wówczas nie będzie potrzeby stawania się ani świętą, ani kurwą z rodzicielskiej klą­twy. Pojawi się możliwość realizowania całego zanegowanego potencjału kobiecości.

Zdecydowana większość klientów psychoterapii to kobiety. Świadczy to o tym, że człowiek - kobieta szuka swojej toż­samości i godności. Stąd biorą się też liczne stowarzyszenia kobiece. To bardzo cenne i potrzebne. Niestety, grożą im ma­nowce poszukiwania tożsamości przez konfrontację i walkę z wrogiem - mężczyzną. Na szczęście kobiety coraz częściej i wyraźniej widzą, że to zbyt łatwa droga, aby mogła pro­wadzić do celu, a prawdziwym źródłem ich cierpienia jest to, że kiedyś, dawno, dawno temu przerwany został łańcuch przekazu pozytywnego wzorca kobiecości. Dlatego tak rzadko matka jest w stanie nauczyć córkę bycia kobietą i przekazać jej poczucie godności, radości i autonomii, przyrodzone tej for­mie istnienia na równi z formą istnienia, zwaną mężczyzną. Dlatego tak rzadko córka może usłyszeć od matki, że jest dla niej ważniejsza od “niego”, a przynajmniej tak samo ważna, kimkolwiek byłby ten “on” - bratem, ojcem, mężem, kochan­kiem czy nawet patriarchalnym Bogiem. Tak rzadko doświad­cza matczynej lojalności i solidarności.

Ważną sprawą dla kobiet jest poszukiwanie kobiecych przyjaźni. W psychologicznej literaturze kobiecej coraz częściej kobiet podnosi się wagę tego doświadczenia i ostrzega się młode ko­biety, które wychodzą z domu, spod opieki matki i ojca, przed natychmiastowym wychodzeniem za mąż (a wiele z nich tak niestety robi). Kobiety potrzebują takiego okresu w swoim dojrzałym życiu, w którym mogą pobyć wśród innych kobiet po to, aby pomagać sobie nawzajem w poszukiwaniu arche­typu kobiecości. Wtedy dopiero pojawia się szansa na to, że mężczyzna w ich życiu nie stanie się ani znienawidzonym wy­bawicielem, ani upragnionym wrogiem.

Wojciech Eichelberger - “Kobieta bez winy i wstydu”

1 Comment

  • Przygotowuję sie do stworzenia strony o milosci, z którą przychodzimy na swiat albo jej sie uczymy i o świadomym rodzicielstwie. Uważam, ze oba szerokie tematy kryją w sobie wiedzę o problemach miedzy innymi kobiecych, ale nie tylko. Zauważam, ze wszystkie problemy maja swoje żródło w tym, z jaka miloscią spotkalismy sie w dzieciństwie, niestety także tym najwcześniejszym, ktorego w cudzyslowie nie pamiętamy. Nie wierzę w przyjazn dla przyjazni. Wszyscy odbieramy siebie swiadomie lub nie przez pole energrtyczne i tym odbiorem nalezy sie kierować na swojej sciezce zyciowej. W swoim 54 letnim zyciu spotkałam sie praktycznie ze wszystkim czego można doświadczyć( jak widzę to na tym etapie) i jestem absolutnie pewna, ze chloniemy jak gąbki wszystko z otoczenia, czy chcemy czy nie. Uswiadomienie sobie tego, pozwala dopiero odróznić to , co nas buduje od tego co niszczy. My takze bierzemy udział w budowaniu albo niszczeniu kogoś. I o tym bedzie moja strona…. Mozemy się przygotować do budowy naszego dziecka , do wspierania ludzi z otoczenia, do nie-niszczenia innych…

Leave a Reply