styczeń 4, 2008...3:17 przed południem
Seks - demon z piekła rodem.

Fragment pochodzi z Ruiz Don Miguel -” Ścieżka Miłości. Sztuka budowania związków”
gdybyśmy mogli z wszechświata usunąć ludzi, zobaczylibyśmy, że wszystko - gwiazdy, księżyc, planety, zwierzęta - są doskonałe takie, jakie są. Życie nie potrzebuje ani uzasadnienia, ani wartościowania. Bez nas trwałoby nadal w takiej samej postaci. Gdy-byśmy wprowadzili ludzi z powrotem, zabierając im jednak zdolność osądzania i wartościowania, odkrylibyśmy, że jesteśmy dokładnie tacy sami jak reszta natury. Nie jesteśmy dobrzy ani źli, prawidłowi czy nie. Po prostu jesteśmy tacy, jacy jesteśmy.
We wspólnym Śnie Planety mamy głęboką potrzebę uzasadniania i wartościowania dosłownie wszystkiego. Absolutnie każdą rzecz klasyfikujemy jako dobrą lub złą, słuszną lub niesłuszną, podczas gdy jest ona tylko tym, czym jest. Ludzie gromadzą mnóstwo wiedzy. Uczymy się tych wszystkich wierzeń, przekonań, morałów i zasad od naszej rodziny, społeczeństwa, religii. Większa część naszych zachowań i uczuć opiera się na tej właśnie wiedzy. Tworzymy anioły i demony, a seks staje się oczywiście największym demonem piekieł. Seks ukazuje się jako największy grzech ludzkości, podczas gdy ludzkie ciało zostało stworzone dla seksu.
Jesteś biologiczną, seksualną istotą. Jesteś i już. Twoje ciało jest bardzo mądre. Cała ta inteligencja zawarta jest w genach, w DNA. DNA nie musi niczego rozumieć ani uzasadniać. Ono po prostu wie. Nie ma żadnego problemu z seksem. Problemem jest sposób, w jaki manipulujemy wiedzą, poglądami, podczas gdy nie ma niczego, co wymagałoby jakiegokolwiek uzasadnienia i usprawiedliwienia. Rozum nie chce się poddać i zaakceptować prawdy. Mamy cały wachlarz poglądów na temat tego, czym powinien być seks i jakie powinny być związki między ludźmi, ale wszystkie te przekonania są chaotyczne i zniekształcone.
W piekle płacimy bardzo wysoką cenę za seks, ale instynkt jest tak silny, że uprawiamy go mimo wszystko. Potem mamy poczucie winy, wstydzimy się, słyszymy te wszystkie szepty i plotki. „Popatrz, co ta kobieta wyprawia! Spójrz na tego mężczyznę! Och! Ach!” Mamy dokładną definicję tego, czym jest kobieta, czym jest mężczyzna, jakie powinno być seksualne zachowanie kobiety, jakie mężczyzny. Mężczyzna jest zawsze za bardzo maczo, albo za bardzo mięczakiem, w zależności od tego, kto to ocenia. Kobiety są zawsze za chude albo za grube. Mamy zawsze bardzo wiele do powiedzenia o tym, jaka powinna być kobieta, aby uznać ją za piękną. Musisz kupować właściwe ubrania, kreować właściwy image, aby stać się uwodzicielskim i wpasować się w ten wizerunek. Jeśli nie pasujesz do ogólnego wzorca piękna, dorastasz w przekonaniu, że nic nie jesteś wart i że nikomu się nie spodobasz.
Wierzymy w tak wiele kłamstw na temat seksu, że nie potrafimy się nim cieszyć. Seks jest dla zwierząt, seks jest zły. Powinniśmy się wstydzić wszelkich pragnień seksualnych. Te poglądy na temat seksu całkowicie kłócą się z naturą. Tymczasem jest to tylko sen, ale my w niego wierzymy. Twoja prawdziwa natura rwie się na zewnątrz, bo nie pasuje do tych zasad. Czujesz się winny. Nie jesteś taki, jaki powinieneś być. Jesteś sądzony. Jesteś ofiarą. Wyznaczasz sobie karę i to jest niesprawiedliwe. Powstają rany zakażone emocjonalną trucizną.
To umysł bawi się w tę grę, ale ciała nie obchodzi, w co wierzy rozum. Ciało po prostu odczuwa potrzeby seksualne. W pewnym okresie naszego życia nie unikniemy pociągu seksualnego. Jest to całkowicie normalne i nie powinno stwarzać problemu. Ciało odczuwa pragnienie seksu, kiedy jest podniecone, dotykane, pobudzane wzrokowo, kiedy przeczuwa okazję do seksu. Ciało ma odczucia seksualne, a za chwilę może ich nie mieć. Kiedy kończy się stymulacja, ciało przestaje odczuwać potrzebę seksu, inaczej jest z umysłem.
Powiedzmy, że jesteś zamężna i zostałaś wychowana w głęboko wierzącej rodzinie katolickiej. Wpojono w ciebie wszystkie przekonania na temat tego, czym powinien być seks, co jest dobre, a co złe, słuszne lub niesłuszne, czym jest grzech, a co jest wybaczalne. Musisz wyjść za mąż, aby seks stał się dopuszczalny. Bez ślubu seks jest grzechem. Przyrzekłaś wierność, ale pewnego razu idziesz ulicą i widzisz przechodzącego obok mężczyznę. Czujesz silny pociąg. Twoje ciało czuje pociąg. Nie szkodzi. To jeszcze nie znaczy, że podejmiesz jakieś działania. Jednak nie możesz wyzbyć się swych odczuć, ponieważ są one całkowicie normalne. Kiedy mija stymulacja, ciało uspokaja się, ale umysł musi uzasadnić i ocenić to, co czuje ciało.
Umysł wie, i to jest problem. Umysł wie, że ty wiesz. Ale co tak naprawdę wiesz? Wiesz to, w co wierzysz.
Nieważne, czy to dobre, czy złe, słuszne czy niesłuszne, poprawne czy nie. Wychowano cię tak, abyś wiedziała, że to złe. I dlatego od razu wydajesz wyrok. Teraz zaczyna się dramat i konflikt.
Myślisz o tym mężczyźnie i już samo myślenie podnosi w tobie poziom hormonów. Siła pamięci twego umysłu sprawia, że czujesz, jakbyś go znowu widziała. Ciało reaguje, ponieważ umysł o tym myśli. Gdyby umysł zostawił ciało w spokoju, reakcja rozpłynęłaby się, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale umysł pamięta, a ponieważ wiesz, że to nie w porządku, zaczynasz poddawać siebie osądowi. Rozum mówi, że to naganne i próbuje zdusić to, co czuje. A co się dzieje, kiedy próbujesz stłumić swój umysł? Zaczyna pracować jeszcze intensywniej. Toteż kiedy zobaczysz tego mężczyznę, nawet w zupełnie innej sytuacji, twoje ciało zareaguje o wiele silniej.
Gdybyś widząc go po raz pierwszy, nie roztrząsała tego tak dogłębnie, gdybyś nie odsądzała siebie od czci i wiary, prawdopodobnie ujrzawszy go po raz drugi, w ogóle nie zwróciłabyś na niego uwagi. Ale teraz… kiedy go widzisz, odczuwasz napięcie seksualne, zaczynasz osądzać te uczucia i myślisz: „Boże, to nie w porządku. Jestem niemoralna”. Powinnaś zostać ukarana, jesteś winna, spadasz w przepaść. I to tylko za to, co jest w twojej własnej głowie! Niewykluczone, że ten mężczyzna nawet cię nie dostrzegł. Ale ty zaczynasz sobie wyobrażać różne rzeczy, marzyć i w efekcie pragniesz go coraz bardziej. W końcu gdzieś go spotykasz, rozmawiasz z nim i to jest dla ciebie piękne. Potem staje się to obsesją, bardzo pociągającą, choć nadal się boisz.
Jeszcze moment i jesteś zakochana. Jest to równocześnie i najwspanialsza, i najstraszniejsza rzecz pod słońcem. Teraz już naprawdę zasłużyłaś na karę. „Tylko kobieta lekkich obyczajów dopuściłaby, aby jej pragnienia seksualne stały się silniejsze od moralności!” Kto wie, jak jeszcze może zaskoczyć nas nasz umysł. Boli cię, ale próbujesz nie przyznawać się do swoich uczuć. Próbujesz uzasadnić i usprawiedliwić swoje postępowanie, żeby zminimalizować ból. „Cóż, mój mąż też chyba nie jest święty”.
Zauroczenie staje się jeszcze silniejsze, i to nie z powodu twego ciała. To umysł wciąga cię w tę grę. Lęk staje się obsesją, narasta coraz bardziej. Kiedy dojdzie do zbliżenia, będzie to wspaniałe doznanie, nie dlatego że on jest taki wspaniały, i nie dlatego, że seks był wspaniały, ale dlatego że nareszcie rozładowałaś całe napięcie i lęk. Aby to powtórzyć, umysł znowu zabawi się w grę, która mówi ci, że przeżyłaś coś niezwykłego dzięki temu mężczyźnie, choć to nieprawda.
Dramat urasta do niebotycznych rozmiarów, a tymczasem jest to tylko gra umysłu. Nie dzieje się nawet w rzeczywistości. To nie jest także miłość, bo ten typ relacji jest zawsze destrukcyjny. Jest autodestrukcyjny, ponieważ ranisz siebie, a punkt, który najbardziej boli, to twoje przekonania. Nieważne, w co wierzysz ważne, że łamiesz własne przekonania, zasady, które sprawiały, że czułaś się duchowym rycerzem, a nie ofiarą - podsądnym. I teraz zamiast wyjść z piekła, będziesz poprzez te doświadczenia wchodzić weń coraz głębiej.
Fragment pochodzi z Ruiz Don Miguel -” Ścieżka Miłości. Sztuka budowania związków”
14 Comments
styczeń 4, 2008 at 9:38 przed południem
Amen.
styczeń 4, 2008 at 5:05 pm
[...] Jump to Comments Fragment pochodzi z Ruiz Don Miguel -” Ścieżka Miłości. Sztuka budowania związków” [...]
styczeń 5, 2008 at 7:56 przed południem
to “czysty” pogląd buddyjskiej tantry.
polecam wydawnictwo “Budda i miłość” (aut. Ole Nydahl).
kwiecień 11, 2008 at 11:39 przed południem
Czytając ten tekst mam wrażenie, że autor niewiele wie na temat chrześcijańskiego sytemu wartości, który jak najbardziej jest spójny i prowadzi do wewnętrznej wolności. Polecam: Pismo święte, zwłaszcza Nowy Testament.
Darromani
kwiecień 11, 2008 at 4:37 pm
Myślę że nie chodzi o spójność lub brak spójności, ale o uwolnienie od cierpienia które niosą błędne wyobrażenia na temat ciała, samopotepianie się, udręczenie, cierpienie - w sytuacjach w których tak naprawdę nie ma potrzeby sie zadręczać i obwiniać.
kwiecień 13, 2008 at 9:10 pm
Autor ma błędne wyobrażenia na temat chrześcijaństwa, a zwłaszcza nie ma bladego pojęcia o katolickiej nauce w tym temacie. Jedna rzecz to nie znać biblijnego kontekstu i nauki Kościoła. W końcu nie każdy ma na to czas i możliwości. Ale inna rzecz to będąc ignorantem wyśmiewać lub krytykować to, o czym nie ma się zbyt dużego pojęcia. To jest arogancja.
kwiecień 13, 2008 at 11:12 pm
Napisz proszę, w którym konkretnie fragmencie nie zgadzasz się z opinią Ruiza Don Miguela i gdzie jest ona arogancka?
kwiecień 15, 2008 at 9:18 przed południem
Mianowicie z tym , że katolicy to seksualni frustraci. Autor sugeruje to jednoznacznie, a jest to bzdurą.
kwiecień 15, 2008 at 3:03 pm
Myślę że autor kładzie nacisk na to jak programy zakodowane w umyśle sabotują nasze działania i sprawiają że pogrążamy się w niepotrzebnym poczuciu winy, wtedy gdy tak naprawdę nasze reakcje są bezwarunkowe i całkiem naturalne.
kwiecień 16, 2008 at 8:21 przed południem
Sądzę, że autor powinien położyć większy nacisk na poszerzenie swojej wiedzy w tym konkretnym aspekcie. Wówczas nie będzie bezpodstawnie sugerował jakoby wychowanie katolickie było formą prania mózgu, generującą poczucie winy.
kwiecień 16, 2008 at 5:27 pm
Osobiście mam znajomego który kiedyś po każdej sesji autoerotycznej chodził się spowiadać do kościoła, gorąco modląc o odegnanie pokusy.
Nie był szczęśliwym człowiekiem. Nienawidził siebie i swojego ciała. Gdy potem wszedł w związek, wiele elementów tego myślenia, przeniosło się na pożycie seksualne, które okazało się trudne.
Myślę także ze nie był przez to(poczucie winy/swoje poglądy) ani o krok bliżej Boga czy raju. Ani tu (tu na pewno) ani tam
(gdziekolwiek/jakkolwiek/ czy w ogóle/ istnieje)
kwiecień 19, 2008 at 4:42 pm
To, że znajomy ma z tym problemy nie oznacza, że winne jest temu nauczanie moralne Kościoła. Najwyraźniej trafił na kiepskiego spowiednika lub w niewłaściwy sposób sie spowiadał (albo jedno i drugie). Kompetentny ksiądz, jest skuteczniejszy od niejednego psychologa. Polecam:
http://www.tezeusz.pl/cms/tz/index.php?id=1827
http://www.bosko.pl/klopotnik/?art=1323
kwiecień 30, 2008 at 9:10 przed południem
Mam nadzieję, że czytając te odnośniki poszerzyłaś nieco swoją wiedzę na temat stanowiska KK w tej dziedzinie i nie będziesz stosowała metody wnioskowania na podstawie jednostkowych i wyrywkowych spostrzeżeń z autopsji, Twoich lub Twoich znajomych, do tego bardzo powierzchownej - z głębokim i pewnym przekonaniem, że można takie wnioskowanie przenieść na całość ocenianego zjawiska.
kwiecień 30, 2008 at 8:30 pm
Cóż mogę mieć na swą obronę :)? Na tym skromnym blogu umieszczam materiały które nie zawsze zgadzają się w 100% z moimi poglądami, ale uważam że z jakiegoś powodu - dla pewnych ludzi - mogą być przydatne.
…
Nie wszystko musi zgadzać się z punktem widzenia…wszystkich
Z tym każdy się liczy - czytając i wybierając dla siebie lekturę.
Pozdrawiam
Leave a Reply