Boskie ciało?

Swoje ciało możesz kochać lub nienawidzić, ale wciąż pozostaje ono twoją własnością na czas życia na ziemi.
W chwili pojawienia się na ziemi otrzymałeś ciało, w którym mieszka twoja istota duchowa. W tym ciele mieści się twoje prawdziwe „ja” wszystkie nadzieje, marzenia, obawy, myśli, oczekiwania i przekonania czyniące z ciebie niepowtarzalnego człowieka.
Ciało ma odgrywać rolę buforu między tobą a światem zewnętrznym i przeprowadzić cię przez grę zwaną życiem. Jest ono również nauczycielem udzielającym wstępnych, podstawowych lekcji na temat bycia człowiekiem. Jeśli pozostaniesz otwarty na lekcje i dary ciała, przyniesie ci cenne okruchy mądrości oraz przysporzy łask, które ułatwią ci podążanie drogą rozwoju duchowego.
Ciało może ci dać podstawową wiedzę i zrozumienie, potrzebne do zakorzenienia się w mm, żebyś mógł wstąpić na ścieżkę duchową.
Ciało, które otrzymujesz, będzie twoją własnością na czas życia. Możesz je kochać lub nienawidzić, akceptować lub odrzucać, ale w tym życiu me dostaniesz innego.
Pozostanie z tobą od zaczerpnięcia pierwszego oddechu do ostatniego uderzenia serca. Ponieważ swojego ciała nie możesz zastąpić ani wymienić, warto, żebyś nauczył się je przekształcać ze zwykłego instrumentu w umiłowanego partnera i sprzymierzeńca na całe życie, relacja między tobą a twoim ciałem jest bowiem najbardziej podstawową relacją w całym życiu. Tworzy matrycę, z której zostaną odlane wszystkie pozostałe związki.
Każdy człowiek wchodzi w inny związek z własnym ciałem Możesz traktować swoje ciało jako świadomie urządzony dom, idealnie dostosowany do twojego ducha i duszy. Może ci się wydawać, ze ciało me pasuje do twojej istoty i jest ciasną klatką Możliwe, ze odczuwasz silną więź z własnym ciałem i łączy cię z mm niewymuszony, satysfakcjonujący i bliski związek.
Albo tez źle się czujesz we własnym ciele i wolałbyś, zęby było inne — silniejsze, szczuplejsze, zdrowsze, atrakcyjniejsze lub mniej niezgrabne. Możesz się tez czuć z niego wyobcowany, jakby popełniono błąd przy rozdzielaniu ciał. Bez względu na to, jak odbierasz własne ciało, jest twoje, a związek, jaki z nim stworzysz, będzie miał istotny wpływ na charakter twoich doświadczeń życiowych.
Wyzwanie, polega na pogodzeniu się z własnym ciałem, aby mogło skutecznie spełniać swój cel i udzielać cennych lekcji akceptacji, poczucia własnej wartości, szacunku i przyjemności. Każdy musi opanować te podstawowe zasady, zanim będzie mógł z powodzeniem podążać drogą życia.
AKCEPTACJA
Stwierdzam, że kiedy człowiek naprawdę kocha, akceptuje siebie takim jakim jest, wszystko w życiu układa się dobrze.
Louise Hay
Jeśli należysz do tych nielicznych szczęśliwców, którzy uważają własne ciało, ze wszystkimi jego słabościami i mocnymi stronami, za doskonale, opanowałeś już lekcję akceptacji i możesz przejść do następnej.
Jeśli jednak komukolwiek z was się wydaje, że czułby się szczęśliwszy, gdyby był szczuplejszy, wyższy, silniejszy, obdarzony jędrniejszym ciałem, miał jaśniejsze włosy albo przeszedł jakąś mną zmianę fizyczną, która jego zdaniem magicznie odmieni jego życie na lepsze, powinien poznać wartość prawdziwej akceptacji.
Akceptacja to przyjmowanie z otwartymi ramionami tego, co przynosi życie. Nasze ciała to najbardziej chętni i mądrzy nauczyciele udzielający tej lekcji. Jeśli przez większość czasu nie doświadczasz stanu wyjścia poza ciało, towarzyszy ci ono nieustannie.
Przypomina stale obecnego życzliwego przewodnika albo krzyż, który dźwigasz przez całe życie. Decyzja należy do ciebie i zależy od tego, jak dobrze opanujesz tę lekcję.
Dla wielu ludzi ich ciało jest obiektem najsurowszych ocen, a zarazem barometrem własnej wartości. Przymierzają się do nieosiągalnych norm i krytykują siebie za niedoskonałości. Ponieważ powłoka cielesna to postać, w jakiej jawimy się światu, bardzo często na jej podstawie charakteryzujemy siebie, a także mm odwołują się do niej, szukając dla nas określenia. Sposób postrzegania przez siebie własnego ciała wpływa bezpośrednio na to, w jakim stopniu potrafisz nauczyć się lekcji akceptacji.
Surowa ocena własnego ciała ogranicza zakres doświadczeń, którymi pozwalasz się sobie cieszyć. Ile razy potencjalnie cudowny dzień na plaży zepsuło ci złe samopoczucie w kostiumie kąpielowym? Wyobraź sobie, jak przyjemny i wyzwalający byłby spacer po rozgrzanym piasku bez skrępowania. Pomyśl, ile zajęć w życiu odłożyłeś w oczekiwaniu na to, ze będziesz wyglądał inaczej, lepiej lub nawet doskonale. Mam przyjaciółkę, która marzy o nurkowaniu, ale nie chce nawet spróbować, bo się boi, jak będzie wyglądać wciśnięta w mokry, obcisły gumowy kombinezon.
Pełna samoakceptacja pozwoliłaby jej, jak również tobie, uczestniczyć całkowicie, bez zastrzeżeń, bezpośrednio we wszystkich sferach życia.
Jak wiele znanych mi kobiet, martwiłam się przez lata swoimi udami. Nie tylko pragnęłam, zęby były szczuplejsze, ale prowadziłam z nimi skrytą wojnę.
Tak bardzo wstydziłam się je pokazać, ze nawet w najcieplejsze letnie dni nosiłam długie bermudy. Byłam przekonana, ze życie zmieniłoby się na lepsze, gdyby moje uda stały się jędrne, napięte i nie falowały.
Chciałam, zęby uda dostosowały się do idealnego obrazu mojego wyglądu, jaki sobie stworzyłam. Wyparłam się ich, więc odwzajemniły mi się i absolutnie nie chciały się przekształcić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w prężne, twarde kończyny. Wystarczy powiedzieć, ze między mną a moimi udami me było pokojowego współistnienia.
W końcu postanowiłam położyć kres tej zimnej wojnie, przyrzekając sobie, ze nauczę się kochać moje uda
Łatwiej to było powiedzieć, niż zrobić.
To nie sztuka kochać te części siebie, które uznajesz za godne miłości. Dużo trudniej wyzbyć się wyobrażeń na temat tego, jaki powinien być twój wygląd. Postanowiłam codziennie przez kilka minut kierować pozytywną uwagę na mojego wroga. Codziennie wcierałam w uda waniliową odżywkę.
Podczas masażu skupiałam się mentalnie na zapewnianiu samej siebie o częściowej, a potem całkowitej ich akceptacji. Przez kilka pierwszych tygodni czułam się śmiesznie, ale potem udało mi się przezwyciężyć to uczucie.
Nadal nie chciałam co rano oglądać swoich ud w ostrym świetle łazienki, ale przynajmniej me zakrywałam ich od razu ręcznikiem, żeby chronić oczy przed tym widokiem.
Z biegiem czasu zaczęłam cenić swoje uda za siłę i niezawodność. Z wdzięcznością przyjmowałam wsparcie, jakiego mi udzielały, i zdolność podtrzymywania mnie podczas codziennych pięciokilometrowych biegów.
Ku mojej radości odwzajemniły się i stały się bardziej jędrne.
Istotne było jednak me to, ze zmieniły się po to, bym mogła je zaakceptować. To dlatego, ze je zaakceptowałam, dostosowały się do moich życzeń.
Istnieją liczne świadectwa tego, ze umysł i ciało łączy silna więź, tak więc akceptacja ciała jest nie tylko niezbędna dla dobrego samopoczucia emocjonalnego, ale wręcz konieczna dla zdrowia fizycznego.
Odmawianie ciału pełnej akceptacji może prowadzić do choroby, podczas gdy praktykowanie akceptacji leczy dolegliwości. Nawet współczesna medycyna zdaje sobie obecnie sprawę z wartości samoakceptacji i ceni ją za moc utrzymywania w zdrowiu umysłu i ciała.
Wiesz, ze zmierzasz we właściwym kierunku, kiedy potrafisz zaakceptować ciało takim, jakim jest Prawdziwa akceptacja polega na tym, zęby przyjąć i cenić ciało w jego istniejącym kształcie, i przestać uważać, że musisz je zmienić, aby zasłużyć na czyjąś, a przede wszystkim własną miłość.
Czy oznacza to, ze nie powinieneś nigdy próbować udoskonalać ciała? Albo ze musisz pogodzić się z tym, co otrzymałeś? Oczywiście, że nie. Chęć osiągnięcia jak najlepszej kondycji fizycznej jest czymś zupełnie naturalnym. Oznacza to jednak, ze powinieneś przestać krytykować, oceniać i osądzać swoje ciało, nawet jeśli nie jesteś najzdrowszy czy najatrakcyjniejszy.
Dążenie do samodoskonalenia jest całkowicie zdrowym odruchem, dopóki wypływa z miłości do siebie, a me z poczucia niedoskonałości. Jeśli chcesz się przekonać, dlaczego pragniesz mieć nową fryzurę czy bardziej rozbudowane bicepsy, zadaj sobie pytanie „Czy potrzebna mi do szczęścia lepsza figura (lub kolor włosów, krem przeciw zmarszczkom, nowe kreacje lista jest długa)?” Jeśli odpowiedź brzmi „tak” a musisz być wobec siebie szczery — spróbuj popracować nad własną samoakceptacją, zanim poświęcisz czas i pieniądze na poszukiwanie rozwiązania na zewnątrz.
Często powtarzam swoim klientom i uczniom „Kochajcie wszystkie części siebie, a jeśli nie potraficie, to je zmieńcie. Jeśli nie potraficie ich zmienić, zaakceptujcie je takimi, jakimi są”. Kiedy będziesz dojrzewać i starzeć się, twoje ciało postawi przed tobą wyzwania, którym nie będziesz mógł sprostać — pewnych rzeczy nie zmienisz.
W skrajnym przypadku może grozić ci niepełnosprawność fizyczna lub zaatakować cię niszcząca choroba albo możesz zapaść na inną dolegliwość fizyczną, która sprawi, ze dużo trudniej będzie ci zaakceptować własne ciało. Ale mimo wszystko musisz je zaakceptować, bez względu na to, jakie to trudne. Na olimpiadach dla niepełnosprawnych roi się od osób, które mimo wyraźnych ułomności zaakceptowały swoje ciało.
Jak możesz przyswoić lekcję akceptacji?
Uświadamiając sobie, ze jest to, co jest, i ze klucz do otwarcia więzienia krytycznych ocen własnej osoby znajduje się w twojej głowie. Możesz albo nadal walczyć z realiami, jakie stwarza własne ciało skarżąc się gorzko i pogardzając sobą albo dokonać subtelnego, lecz skutecznego manewru mentalnego i zdobyć się na akceptację. Wtedy Twoja rzeczywistość się zmieni.
Akceptacja lub odrzucenie ciała ma znaczenie nie tylko dla twojej psychiki, ale ma wpływ na wygląd ciała. Czemu więc zamiast bólu odrzucenia nie wybrać łatwiejszej drogi akceptacji?
Wybór należy do ciebie. Czego w swoim ciele nie akceptujesz?
Fragmenty z : C. Carter-Scott “Jeśli życie jest grą, oto jej reguły”
Powiązane posty
To już pewnie stanie się moją “łatką” tutaj, ale znów nie mogę się w pełni zgodzić z tym, co prezentuje ten artykuł. Akceptacja swojego wyglądu jest bezsprzecznie potrzebna, bo bez tego nie można normalnie i zdrowo funkcjonować. Jednak, jest zawsze ale… Opisany tu przypadek, polegał na tym, iż pewna kobieta nie lubiła swoich ud. Sprawiało jej przykrość patrzenie na nie. Czuła, ze nie są atrakcyjne i przez to zasłaniała je na tuzin różnych sposobów, aby tylko nikt (łącznie z nią) ich nie widział. Zgodzę się, że jest to już skrajny przypadek braku akceptacji siebie, jednak jak pokazuje natura, to wygląd decyduje o pomyślności. Któryś z tekstów tu zamieszczonych traktował o tym, że np. zwierzęta nie mają problemu z niską samooceną, kompleksami etc. To oczywiste, bo ich życie jest niezwykle nieskomplikowane. Jeśli jednak przyjrzeć się temu, co u zwierząt stanowi o atrakcyjności, to jest tym ich wygląd (zdrowie, siła fizyczna, barwy). W świecie zwierząt partnerzy dobierani są tylko i wyłącznie na podstawie cech fizycznych. Wygrywa silniejszy, ładniejszy, zdrowszy. To naturalne. Tylko ludzie dodają do atrakcyjności inne cechy, jak poczucie humoru, czułość, elokwencja, itd. Pokażcie mi mężczyznę, który obejrzy się na ulicy za nieatrakcyjną (zaniedbaną, otyłą, niezgrabną, dopiszcie co chcecie) kobietą, bo ta jest niezwykle uprzejmą osobą
Zwierzęta wybierane w sklepie zoologicznym są oceniane przez nowych właścicieli za to, że są ładne. To są psychologicznie naturalne zachowania ludzi. Oczywiście potrzebujemy do stworzenia związku mentalnej więzi z drugą osobą, bo inaczej nic nie będzie, ale czy ktoś kiedyś widział kobietę, która powiedziałaby, że woli mężczyzn brzydkich od tych ładnych (zakładając oczywiście, że ma do wyboru jednakowo inteligentnych). Każdy człowiek chce mieć partnera jak najbardziej atrakcyjnego fizycznie. I jakimś ‘cudem’ tylko te nieatrakcyjne oburzają się, że faceci to męskie szowinistyczne świnie, bo oceniają jedynie wygląd (gdzie bardzo często jest to oczywiście pomówieniem)
Tylko weź po uwagę, że spotykając się z laskami, które tylko Ci się podobają, kończy się zwykle dosyć szybko. Zgodzę się, że pierwsza ocena to właśnie atrakcyjność, ale jeśli wybiera się tylko pod tym kątem, to cóż… można mieć wiele partnerek, ale w gruncie rzeczy żadnej.
Idąc tym tropem, trzeba wszystko sprowadzić do tego, że:
1. mężczyzna leci tylko na ładne kobiety.
2. kobieta leci na władzę, pieniądze, wykształcenie, postawę (pewność siebie) , czyli są to cechy, które pozwolą potomstwu funkcjonować w jak najkorzystniejszych warunkach.
Czy naprawdę tak to jest?
True, a czy uważasz, że tak nie jest w ogóle? Silne cechy społeczne zawsze pociągały kobiety i pewnie będą. Władza, popularność, pieniądze – to odwieczne afrodyzjaki. Ja natomiast pisalem, iż “Oczywiście potrzebujemy do stworzenia związku mentalnej więzi z drugą osobą, bo inaczej nic nie będzie, ” Nie pociągają mnie kobiety tylko ładne, ale jak każdy zdrowy facet, nie wodzę wzrokiem na ulicy za kobietami, które nie są atrakcyjne. Atrakcyjność może być różna – śliczna twarz, zgrabne ciało, wyraziste oczy, itd… Jednak wszystko musi być w odpowiednich proporcjach, bo epoka adoratorów kształtów rubensowskich już dawno przeminęła
Sagittarius, ludzie którzy uważają się za brzydkich, mają de facto dwie opcje do wyboru : męczyć się z tym i wstydzić…albo zacząć coś z tym robić.
(i uczuciem i wyglądem)
Co ty byś im poradził?
Sagittarius83
Tylko pytam.
Ja nie mówię, że się z Tobą nie zgadzam.
Miłość to ładne słowo, ale nic za sobą nie niesie (w popularnym znaczeniu związków) . Można by wspomnieć choćby o endorfinach. Cała romantyczna otoczka bierze w łeb.
A ja uważam, że jest właśnie tak, jak wypunktowałem. Nie ma się co czarować.
Nigdy nie twierdziłem, ze maja się męczyć. Po prostu mogą przyjąć to do wiadomości i żyć normalnie. Nie muszą akceptować swojej ‘brzydoty’. Mogą, w miarę możliwości, próbować coś z tym robić. Ale często ludzie nieatrakcyjni lecza się wmawianiem sobie, że wygląd to nic istotnego, że przecież liczy się wszystko inne i żyją w tej ‘autoterapii’ do momentu, aż ktoś (ważny emocjonalnie dla tych osób albo ich autorytet) im brutalnie zabierze grunt spod nóg, twierdząc, że to nieprawda. Zwłaszcza dotyczy to kobiet, które nie grzeszą uroda (najczęściej chodzi o otyłość, przez która nie mogą sobie znaleźć partnera).
Poza tym, Zenforest, chyba nie mam uprawnień terapeuty, żeby komuś coś doradzać
Nie trzeba być terapeutą, żeby powiedzieć coś godnego uwagi.
Oka, mi chodziło tylko o to, że jeśli ma się do wyboru:
“no dobra, kurde, jestem brzydalem, nic z tym nie zrobię, buuu, ale cóż, muszę z tym żyć, co za okropne życie….”
albo
“ok, nie wyglądam może jak model, ale to nie sprawia że jestem smutny, czuje się dobrze i realizuje w moich dziedzinach, akceptuje siebie w całości, jestem wystarczająco atrakcyjny – by być szczęśliwym. Nie uzależniam od tego mojego szczęścia… ”
To jednak chyba lepiej wybrać akceptację, bo ona uwalnia od napięć i smutku – o wiele bardziej niż taka posępna rezygnacja, pod którą dalej tli się niezgoda i złość.
Taka drobna różnica
Na szczęście nie jest to regułą, bo co dla jednego brzydkie, dla innego atrakcyjne (na pewno psychologicznie można to czymś wyjaśnić, wzorcami z dzieciństwa czy jakimiś skojarzeniami podświadomymi). Najważniejsze, żeby akceptować siebie, w sposób, który przełoży się na pewność siebie. Kobieta, gdy tylko przywoła swoją “kobiecość” natychmiast zaczyna w mniejszym lub większym stopniu “działać” na facetów i to niezależnie od kształtów. Niektórym może się wydawać, że to dlatego, że to tzw. “laska”, ale zależność jest z drugiej strony. Dziewczynie zgrabnej łatwiej uzyskać stan samoakceptacji i uwolnienia naturalności, kobiecości, pewności siebie, bo inni jej w tym pomagają. Tymczasem gdy dziewczyna nieatrakcyjna wywoła to samo w sobie staje się jak za dotknięciem magicznej różdżki atrakcyjna i zaczyna przyciągać mężczyzn, którzy są na tyle niezależni wewnętrznie, że nie szukają uznania w oczach kolegów (tacy muszą mieć “towar”, którego pozazdrości kolega, bo inaczej autoocena leci w dół na zbity pysk, “towar” zazwyczaj jest traktowany instrumentalnie – do uzupełnienia braków własnych)…
Nie piszę gołosłownie – znam grubiutką kobietę, popularną i zadowolną z siebie, realizującą siebie, która niedawno wyszła za mąż z wielkiej miłości. Moja inna znajoma cierpiała z powodu swej nieatrakcyjności dopóki coś się w niej nie zmieniło, zaakceptowała siebie, przestała koncentrować się na facetach, stała się pewna siebie i wyrafinowana, dowcipna, no jakby to powiedzieć femme fatale – co działa na facetów jak czerwona płachta na byka:)…
Conchita, myślę podobnie.
Ja także znam osoby które przez realną (podkreślam!) zmianę poglądu na swój temat, poprawiły swoje relacje z przeciwną płcią.
Nie mówię tu o sytuacji gdy ktoś sobie tylko na powierzchni mówi :”No i co że tak wyglądam, i tak się lubię i jestem wartościowy” <- bo w tym pobrzmiewa brak szczerości.
( A takie dziewczyny też znam. Zaniedbane, zakompleksione, ale twierdzące że jakoby są z siebie zadowolone….)
Mówię o dogłębnej, prawdziwej akceptacji, która autentycznie transformuje od wewnątrz i tym samym zmienia – na zewnątrz.
Człowiek pewny siebie, zadowolony, rozluźniony, uśmiechnięty – znacznie lepiej jest odbierany, niż ten który jest pełen ukrytych żalów, kompleksów, zazdrości, smutku, na dodatek głęboko przekonany że jest odrażający.
Jak różni się postawa? Tu wyprostowana sylwetka, zadbany wygląd, błyszczące oczy, promienny uśmiech, a tam – “maskujące”, byle jakie ciuchy, przygarbiona postawa, niepewność w ruchach, przygnębiona twarz…
Tak samo wyglądająca fizycznie osoba – zaprezentowana na dwa sposoby, zbierze zupełnie inne opinie.
Podobno każda zmora znajdzie swego amatora
To co powyżej to prawda. Zdarzają się na przykład obiektywnie przeciętnie brzydkie dziewczyny ale z jakichś tajemniczych powodów bardzo seksowne lub atrakcyjne i są przeciętnie ładne dziewczyny ale jakieś aseksualne i nieatrakcyjne. Nie wypowiadając się o przypadkach skrajnych zgodzę się z tym że to jak sami siebie postrzegamy i zdolność do samoakceptacji i bycia zadowolonym czy zadowoloną z samego/samej siebie ma kolosalne znaczenie.
indram, miło znów widzieć
Ominęła cię wczorajsza ciekawa dyskusja pod artykułem “Przestrzeń w tobie” – będąca w pewnym miejscu świetnym nawiązaniem do naszego TWA
Widzę, że dyskusja wre, więc grzechem byłoby się nie przyłączyć. Oczywiście, że pewność siebie ma kolosalne znaczenie, bo nawet śliczna dziewczyna, ale kompletnie pozbawiona pewności siebie będzie zupełnie niepociągająca, ponieważ nie da się z nią nawiązać normalnego kontaktu. Należy jedynie odróżnić, kiedy mężczyźni wodzą wzrokiem za ‘niezłą laską’ na ulicy, ponieważ podoba im się tylko jej wygląd, a sytuacją, kiedy kobieta kogoś pociąga, bo ma w sobie pewne atrakcyjne cechy charakteru. Tylko proszę sobie nie miarkować, że wygląd nie ma znaczenia. Kobiet najzwyczajniej w świecie brzydka, choćby nie wiem jak była pewna siebie, uśmiechnięta i dowcipna, nie będzie mogła pochwalić się szczerym zainteresowaniem seksualnym u mężczyzn. Może zostać wtedy dobrym ‘kumplem’. I wcale (wbrew temu, co sądzi koleżanka Conchita) nie ma to nic wspólnego z chwaleniem się ‘ostrym towarem’. Mężczyźni to po prostu wzrokowcy, lubimy piękno i estetykę. Szanse tu mają kobiety ładne, które poza urodą czymś jeszcze dysponują. Bo za śliczną, ale głupiutką dziewczyną można się obejrzeć na ulicy (kawiarni, bibliotece, pubie, kinie, koncercie) i wcale nie musimy na nią lecieć, ale brzydkiego Einsteina w spódnicy nikt nawet nie zauważy…
@Sagittarius83
Zgodze się z Tobą, że czasem pewność siebie może przeciętnie pomóc. Są pewne dramatyczne przypadki deformacji, gdzie uśmiech nie pomoże…
Chyba, że chodzi tylko o poczucie się lepiej, tak samemu dla siebie.
Uśmiech zawsze pomoże:), a najlepiej ten wewnętrzny, niezależny od otoczenia i zmieniających się kolei losów. Nie piszę o przypadkach deformacji, ale o przeciętnych często zakompleksionych bez powodu kobietach. Jak pisze Zen, ten błysk w oku, postawa, energia (nie chciałam o tym pisać, ale właśnie chodzi o wzajemne oddziaływanie energetyczne) w przypadku przeciętnych “robią różnicę”.
W przypadku deformacji – mam podejście wynikające z oobe podróży – nie identyfikuję się w pełni z ciałem fizycznym, więc dla mnie każdy jest świadomością duchową o nieznanym, ogromnym potencjale, zdolnym kształtować rzeczywistość i tworzyć światy, więc czym wobec tego są grube ręce czy chude łydki
:):)…. Zdaję sobie sprawę, że nie u każdego takie myślenie zadziała, ale nie mam recepty na wszystko dla wszystkich…
@Conchita
Jak zaczęłaś swoją przygodę z OOBE?
Potrafisz się świadomie w ten stan wprowadzić? Zaczęłaś od treningu świadomego śnienia?
Sporo pytań!
Conchita, jak rozumiem, do łóżka chodzisz z ciałem astralnym swojego chłopaka/męża, na ulicy oglądasz się za potencjałem energetycznym przystojnego faceta, kremy pielęgnacyjne stosujesz na swoją świadomość duchową, a przytulasz się do aury swoich przyjaciół
Tak to wygląda, czy coś pominąłem?
Sagittarius83….proszę, odrobinkę przyhamuj z żartami
Wiem że je lubisz, ale można fajnie zażartować – zarazem szanując poglądy i doświadczenia innych osób.
Zenforest, to jedynie było żartobliwe potraktowanie tematu, ponieważ osoba na forum odnosi się do wcześniejszych wypowiedzi, które nie są spójne ani z poprzednimi, ani nawet nie korespondują z tematem artykułu. Poza tym, trochę tu zalatuje demagogią, kiedy ktoś twierdzi, że żyjąc, nie funkcjonuje w obrębie fizyczności. Tak się nie da. Conchita musiałaby nie jeść, nie oddychać, nie odczuwać (właściwego dla wszystkich ssaków) pragnienia dotyku, nie myć się, do pracy chodzić w worku (bo przecież ubranie to szczyt materialnego podejścia do świata), nie dbać o siebie, itd.
Sagittarius
I własne taki, merytoryczny post jaki teraz napisałeś jest ok
Conchita może się teraz odnieść do konkretnych uwag.
Z żartów niewiele wynika, bo nie wiadomo czy tylko w odpowiedzi wstawić uśmieszek czy coś odpisywać…wszak nie masz pewności czego chce ich nadawca
Poprzedni post również był przejrzysty – można było odnieść się do tylu aspektów (seksualność Conchity oraz podejście do erotyki, jej ideały jeśli chodzi o mężczyzn, pogląd na stosowanie kosmetyków i dbania o siebie, stosunki z bliskimi i przyjaciółmi) Toż to tak bogata i wielowymiarowa część życia każdego człowieka
Czyż nie, droga Zenforest?…
Zapewne
Mimo wszystko – proszę Cię na przyszłość o poskromienie apetytu na żarty z innych osób i ich poglądów.
Pozdrawiam
Zenforest
Sagittarius: nie ulegam też prowokacjom:):):). Niech Twoja ciekawość trochę Cię podręczy.
Może tylko: żyjąc funkcjonuję w obrębie fizyczności, co nie znaczy, że muszę się z nią całkowicie utożsamiać.
Zind: nie zaczynałam od świadomego śnienia, ale od medytacji. OOBE były ubocznym skutkiem medytacji. Jakimś cudem ta świadomość z medytacji przenosiła się poza moment zaśnięcia. Być może przyczyną był fakt, że w dzień nie miałam czasu na medytacje i robiłam je późnym wieczorem na krótko przed zaśnięciem.
Jak to głosi stara maksyma – czyje państwo, tego religia – więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko przystać na Twoją prośbę
Chociaż osobiście uważam, że traktowanie tematu w ten sposób, jest dużo ciekawsze dla innych czytelników forum, niż “nie, nie zgadzam się i uważam inaczej”. Ale to niech już ocenią ludzie z forum, bo jest też inne powiedzenie – vox populi, vox dei
Conchita, z całym szacunkiem, ale moja ciekawość Ciebie nie jest aż tak głęboka, jak sugerujesz. I daleko mi do prowokowania osób na forum. Bo i jaki miałoby to cel?
To było jedynie subiektywne przedstawienie opinii na temat Twoich poglądów, wyrażone w sposób żartobliwy a pośredni. Pozdrawiam
…
@Conchita
Rozumiem, czy faktycznie jest tak, że widać rzeczy z góry, np na dachach, lub w innych, normalnie niedostępnych miejscach? Jak odczuwasz moment “przejścia”?
Sam kiedyś próbowałem świadomego śnienia ale nie wypaliło. To chyba fajna sprawa i może do tego wrócę.
Sagitttaris a wiesz skąd bierze się potrzeba żartowania
? Zaskoczyłbyś się, ale… nie zawsze jest objawem zdrowego dystansu czy…. bycia cool kolesiem
W tym momencie, powinienem się poczuć urażony tym ‘cool kolsiem’. Nigdy nie próbowałem za takiego uchodzić. To tak naprawdę tylko pozerstwo. Ja natomiast nie żartuję z jakiejś konkretnej pobudki, a jedynie dlatego, że taką mam wesołą naturę. Nic ponadto
Ale wiesz, każdy może to oceniać te kwestie, jak tylko sobie chce, a ja i tak będę lubić moje poczucie humoru, chociaż na pewno nie jest ono popularne
To prawda ,w moim przypadku np jest tak że w rozmowie z osobami którzy TEORETYCZNIE nie mają pojęcia o rozwoju duchowym żartuję już nie dla samego rozluźnienia atmosfery czy żartu ale żeby po prostu nawiązać jakiś kontakt często niestety wymuszony, wiąże się to zapewne z podświadomą nie wiarą w to że można pogadać całkiem fajnie i na poważnie z osobami z poza kręgu “rozwojowców”, świadomie wiem że jest całkiem inaczej ale mechanizm działa choć coraz mniej:) Pewnie dochodzi do tego podświadomy wzorzec wyższości “bo ja się rozwijam a oni nie i wiem więcej”. Warto więc się zastanowić nad tym kiedy żartujemy dla samego żartu a kiedy żartujemy bo chcemy coś przez to osiągnąć czy też udowodnić sobie:)
Przeklejam tu komentarz Indrama, który omyłkowo umieścił pod inną dyskusją:
“Tak się patrzę pod “Waszym zdaniem” i widzę, że każde z was jest w ‘Boskim ciele’! Tylko dlaczego ze znakiem zapytania?

”
@Zenforest, wpadłem z powrotem tylko na chwilkę, gdyż realizuję politykę powściągliwości. W ten sposób pokutuję za wymądrzanie się i bicie, metaforycznie rzecz ujmując, słabszych, co – jak odniosłem wrażenie – skutkowało wymieraniem dyskusji. No dobrze, egoistycznie zajmowałem się czymś innym.
Jednak wzajemne honorowe członkowstwo w T.A.W. pozostaje w mocy.
A czy w tym przydługim wywodzie o żartach, nikomu nie przyszło do głowy, że można żartować naprawde z wielu rzeczy (w tym oczywiście z siebie) z powodu DUŻEGO POCZUCIA HUMORU? Czyż to tak banalne, że nie do przyjęcia? Naprawdę czasami nie warto na siłę doszukiwać się drugiego, trzeciego dna i usilnie dopatrywać się w zachowaniu innych pobudek niż te, które są oczywiste i na wierzchu
@Zenforest
/bronią się przed poczuciem dyskomfortu w rozmowie, poczuciem osaczenia czy odosobnienia w poglądach/
No, ale Sagittarius z tego tajemnicy nie robi, napisał przecież sam, że tu się zrobiło jak w sekcie.
Wychodzi na to, że wszyscy sobie przytakują..
@Indram,
Tak, wiem już chyba o co chodzi z tym T.W.A.
Ale od czego mamy Sagittariusa?
@Sagittarius83
Zwykle rzeczy są inne pod spodem niż na wierzchu. Podświadomość na różne sposoby sygnalizuje to co ma w sobie schowane.
Ale ten wykład faktycznie długi, masz rację, nie doczytałem całości.
Zgodzę się z tym co piszesz, bo ludzie często robią coś kierowani impulsem lub odruchami warunkowymi. Przeważnie nawet nie wiedzą, dlaczego reagują na sytuacje w określony sposób. Dla nich to, co robią, jest naturalne, traktują to jako część swojego charakteru, a w rzeczywistości to reakcja psyche na konkretne problemy emocjonalne, które na co dzień starają się stłumić. Poza tym temat dotyczył ciała i fizyczności, a zeszliśmy na dywagacje o żartach
Zen, a może teraz to Ty jesteś wyczulona na takie żarty?
Conchita sama powiedziała, że jej to nie ruszyło. Ja prawdę mówiąc też nie widziałem nic zdrożnego w tym żartobliwym poście Sagiitariusa83, za to Twoja reakcja wydała mi się ciekawa, bo raczej nie wypowiadałaś się wcześniej w ten sposób, a podobne sytuacje miały miejsce…
T.W.A – to jak rozumiem Towarzystwo Wzajemnej Adoracji
Bywa ze zart czy kasliwa uwaga jest celowym dzialaniem manipulacyjnym majacym na celu pomoc osiagnac zalozone cele, np. tzw. teoria negow, a bywa i tak ze sluzy do pokrycia wlasnej niepewnosci.
Sagiitarius83: z tą ciekawością na mój temat żartowałam, troszkę podpuszczałam cię, nie załapałeś? Gdzie twoje poczucie humoru? Nawet uśmieszki
cię nie naprowadziły? Nie sądziłam, żebyś faktycznie się zainteresował tematem oobe, piszesz mi tu o demagogiach itp… buahaha… No to nabiłam cię w trąbkę!
No widzisz już jak to jest…
Zind: no widać z góry, z dołu, od środka, ale często to nie jest rzeczywistość fizyczna
. Co nie przeszkadzało uzyskać weryfikacje do np. spotkań ze znajoymi gdzieś w niefizycznej przestrzeni.
Odczucia momentu przejścia zmieniały się z latami – od gwałtownych i nieprzyjemnych na początku do łagodnych. Lecimy off-topem – może Zenforest napisze coś o oobe (polecam książki R. A. Monroe’a) to zrobimy dyskusję:).
Postuluję zakończenie wątku o żartach, rozwijającego się niemiłosiernie (i chyba też niekontrolowanie) na stronie z artykułem o Boskim ciele?
Nie ma już nic nowego do czytania odnośnie tematu. Albo proszę Zenię o założenie wątku odnośnie humoru, żartów i kąśliwych uwag
Conchita, czuję się oszukany! Ja tu wszystko szczerze i na poważnie, a Ty sobie takie nieładne dowcipy z tego robisz
(myślę, że większość osób już załapała o co mi chodzi i właśnie śmieje się do monitora
) Poza tym skąd Twoje mniemanie o nabijaniu mnie w cokolwiek? I chyba mówi się o nabijaniu w butelkę – taki związek frazeologiczny – ale co ja tam wiem
znów wyjdzie, że nie mam poczucia humoru i nie nadążam za Twoim tokiem myślenia… Pozdrawiam serdecznie
.. a piaskownica musi być tuż, tuż
Jest taka obserwacja, statystycznie potwierdzona, że na każdym odczycie poezji, koncercie muzyki różnej maści, czymkolwiek innym, co emanuje “wyższą” wibracją zawsze pojawia się pewien odsetek dziwaków.
Durniów, mówiąc wprost
Chcą pobyć, “poocierać się”, dowartościować nieudolne ego. Ot, takie ćmy biesiadne. Gorzej, kiedy próbują zaistnieć..
W sumie do piaskownicy im nie jest daleko.
Stąd taka opisowa konstrukcja, ażeby myśl tytułową uczynić czytelną (znaczy: potrafić przeczytać ze zrozumieniem)
aaale.. , darujmy sobie..
Miałaś rację, Zenforest, rozrost kakofonii forum nie sprzyja kontemplacji tekstów bloga. Ostatnio wręcz mu szkodzi.
ps. Zenforest, zbanuj mnie, proszę, po tym tekście, ale z nim wpuść jeszcze na wizję..
pps. losowa kolejność ukazania się tego wpisu (? ) bynajmniej nie świadczy o odniesieniu się do przedmówcy, kimkolwiek on będzie.
True, hej….nie mam nic przeciw jak ktoś żartuje ze mnie
W poprzednim wątku miało to wszak miejsce, jak sam zresztą zauważyłeś
Ale co do czytelników mojego bloga…To masz rację.
?
Chciałabym by wszyscy czuli się tu bezpiecznie by szczerze, otwarcie pisać o swoich poglądach i doświadczeniach, nie ważne – jakie by się one wydawały innym.
Pamiętasz jeszcze, że miałam tu wcześniej całkowitą moderację, a ostatnio już tylko drugi level
Jeszcze słowo wyjaśnienia dla Trueneutral – Zauważ, że Conchita nie kontynuowała już wątku który mnie – na przykład – zaciekawił w jej pierwszych wypowiedziach, ale ustosunkowywała się do dowcipów Sagitta
Sama miałam świadome sny. Punkt widzenia C. na energię i postrzeganie ciała, czy innych ludzi – jest dla mnie unikalny i wart wysłuchania.
Niewiele osób doznaje OOBE , ma takie doświadczenia, może coś więcej o tym powiedzieć…. więc to że na blogu mam takiego gościa jak ona, bardzo mnie cieszy
!
Ja osobiście lubię ciekawe dyskusje i cieszy mnie gdy ktoś napisze coś nieszablonowego, jak C. to zrobiła… A gdy ktoś to przerywa…to po prostu szkoda …. nieprawdaż ?
Conchita :
….ale mam nadzieję że to już finał, głowni aktorzy odpuszczają, jest spoko! 
Postaram się niedługo wyszukać jakiś ciekawy artykuł o OOBE. Może polecisz mi książkę w której znajdę artykuł na tyle zwarty, że nadawać się będzie na blogowe opublikowanie?
joy:
Haha, no trochę się “forumowo” zrobiło
A ciebie nie zbanuję, w końcu z nikogo nie żartujesz, ha-ha
Pozdrawiam serdecznie !
Zenforest
Zen, ja doprawdy wiem, kiedy mówią o mnie beze mnie
więc nie musiałaś aż tak naokoło pisać, że ‘ktoś’ przerywa. Moja wypowiedź nie tyczyła się świadomych snów (też kiedyś interesowałem się tym tematem, gdyż chciałem kontrolować moje marzenia senne tak, aby aktywnie w nich uczestniczyć; jednak z braku czasu zarzuciłem tamte starania), a jedynie poglądu Conchity, że ludzka fizyczność nie gra roli w obcowaniu z drugim człowiekiem. Jak zatem widać, nikomu nie przerwałem żadnego ciekawego wywodu. Ktoś jedynie niepotrzebnie się obruszył i strzelił standardowego focha
@Sagittarius83
Ok, no trochę jedziesz.
Czy ty na pewno nie jesteś tym kolegą Zen, którego opisała?
Strasznie.. niewinnego grasz a reszta to strzela fochy, tak? Jasne. Tak sobie tłumacz.
I tu się podpisze pod Zenforest, ja też chciałem pociągnąć dyskusję w stronę tematu w którym siedzi Conchita. Hello! Próbowałem to robić, jakbyście nie zauważyli!? ale wy wszyscy w tle nawijacie i nawijacie nie na temat. Protestuje. Odczepić się od Conchity i dać dziewczynie mówić!
@Zenforest, doceniam, że jesteś dobrym gospodarzem, pamiętam że gdy naskoczyłem na Piaska, wzięłaś go w obronę, za co byłem trochę zły, hyhy.
Ale ok, jesteś konsekwentna.
Niemniej, pora zakończyć dyskutowanie o Sagittariusie bo nie napisał nic inspirującego a tylko przeszkadza innym.
Pora zrobić trochę porządku, Zen zadziałaj.
Częściej używaj klawisza “moderuj”.
@Sagittarius83:
/poglądu Conchity, że ludzka fizyczność nie gra roli w obcowaniu z drugim człowiekiem/
Czytaj ze zrozumieniem!
Conchita napisała :”nie identyfikuję się _w pełni_ z ciałem fizycznym”
Przekręciłeś jej słowa, żeby mieć się czego uczepić.
Ech…:)
?
Czyż przysłowie “Chcesz dogodzić wszystkim, nikomu nie dogodzisz” – nie zaczyna nabierać nowego znaczenia na tym blogu
Zind, spokojnie.
Nie ma powodu do nerwów
- Sagittariusowi dajmy jednak żyć
Miło, że uważasz mnie za dobrego gospodarza, ale ja po dzisiejszym mam pewne wątpliwości
Tym niemniej – proszę wszystkich o zakończenie dyskusji w temacie dowcipów Sagitta, bo faktycznie już powiedzieliśmy chyba wszystko co się dało
Sagitt gotów pomyśleć, że ma tu fanklub(?)
Jeśli ktoś ma pilną potrzebę wypowiedzenia się w temacie dowcipów : tutaj można napisać komentarz lub zażalenia
http://zenforest.wordpress.com/test/jaki-jest-ten-blog/
Komentarze w tym temacie (ewentualne) – które pojawiłyby się pod tym postem – przekleję tamże
Oczywiście na tematy OOBE czy ciała – dyskusja mile widziana!!
Pozdrawiam, zaspana Zenforest
takie drobne nawiązanie)
(nowy post – mistrz snu
@Conchita:
Czy sądzisz, że Twoja nauka OOBE miała coś wspólnego z wrodzonymi predyspozycjami?
Znam osobę, która medytuje przed snem od lat ale nie ma takich doświadczeń.
Może mogłabyś podpowiedzieć jakieś tricki, które pomogą w nauce?
Zind:
Nie wiem, czy to kwestia predyspozycji (zawsze lubiłam sny)czy może raczej (rozsypania) przekonań i zapału przy braku większych lęków…
Dostałam też wsparcie niefizyczne i fizyczne od przyjaciela-nauczyciela (gdy uczeń jest gotowy pojawia się mistrz).
Co pomaga w nauce? Pomaga świadomość ciała energetycznego i gromadzenie w nim energii, która potem służy do doświadczeń. Mi to wyszło zupełnie przypadkowo – w medytacji moją uwagę przyciągały zmiany energetyczne, jakie zachodziły we mnie.
Proste ćwiczenie na świadomość ciała energetycznego do zrobienia tu i teraz – usiądź i z marszu poczuj, jak krew krąży Ci w żyłach, serce bije (tylko nie wyobrażaj sobie tego), poczuj zwyczajnie lekkie mrowienie w całym ciele, uderzenia serca. Słuchaj tego rozluźniając się, nie oczekując niczego, jako ciekawe zajęcie – ale fajnie wibruję. Nie myśl o niczym, nie przywołuj niczego, po prostu bądź i słuchaj swojej energii w ciele. Niedługo poczujesz falowania w różnych częściach ciała, ciało się wychyli to tu to tam, pofaluje, przesunie względem ciała fizycznego, powstają różne sensacje, odczucie w głowie się zmienia, zaczyna się widzieć energię eteryczną…
Masz już to odczucie. A wiesz, ile można z tym zrobić? Mnóstwo rzeczy:) Na pierwszym miejscu z samouzdrawianiem, przygotowaniem pod oobe, poszerzeniem doświadczania życia o stronę energetyczną itp.
A teraz pomyśl, że to jeden kolejny poziom i czekają następne do odkrycia. To jak powolne rozpakowywanie prezentu, podczas którego uczymy się instrukcji obsługi:):):)…
@Conchita
/(rozsypania) przekonań i zapału przy braku większych lęków…/
Czy to był jeden moment, gdy zmieniłaś poglądy, pod jakimś wpływem, czy proces?
/Proste ćwiczenie na świadomość ciała energetycznego do zrobienia tu i teraz /
Świetne ćwiczenie! Spróbowałem, miałem odczucie jakby moja krew się wlewała w zapomniane części ciała, jakbym odczuł je na nowo. Ciała eterycznego nie widziałem, ale pełniej poczułem fizyczne !
Czy codziennie masz doświadczenia OOBE?
i czy dalej kontynuujesz tradycyjną medytację?
Potężny blok przekonań padł mi po przeczytaniu (a właściwie w trakcie lektury) książek R.A. Monroe’a… Trylogia masakruje przekonania na temat tzw. “afterlife’u” jak i świata fizyczngo… Pamiętam jak chodziłam po ulicach w szoku nie wierząc w materialność widzianego świata, dziwiłam się, że to się jeszcze trzyma w kupie
:)…
Co do ćwiczenia – z ciałami niefizycznymi jest tak, że ich działalność may na codzień, cała zabawa to zorientować się w tym. Zwykle nie zwracamy uwagi na różne “efekty” przypisując to czemukolwiek albo ich nie zauważając… Np. człowiek nagle dostaje nową myśl, rewolucyjną, z poza zakresu swojej pamięci i doświadczenia. Przypisze to kreatywności swojego umysłu, bo nie zauważy aktywności ciała przyczynowgo (wyższego mentalnego)… Tak samo w tym ćwiczeniu – jeśli posiedzieć tak sobie dłużej w nim, to czuć nie tylko ciało fizyczne, ale dziwne falowania i różne sensacje. Wyobraź sobie w tym ćwiczeniu przez chwilę, że się kołyszesz i potem obserwuj, co się dzieje. Druga opcja: zawołaj do siebie jakiegoś domownika, żeby podszedł na chwilę blisko Ciebie, tuż obok, i obserwuj reakcje
. Miłej zabawy:).
Nie kontynuuję już codziennej medytacji tzw. siedzącej/leżącej, a oobe/podróże niefizyczne też mam do kilku razy w miesiącu, nie codziennie. Teraz inne, nowe dla mnie rzeczy mnie pociągają – tak czuję wewnętrznie, chcę w naszej rzeczywistości doświadczyć kilku fajnych rzeczy, a to pochłania energię/koncentrację/zapał. Oobe to tyko cząstka doświadczania. Poza tym jestem znudzona tzw. astralem, ziemia też mnie nie interesuje, gdy jestem poza:). Tylko podróże z wyższą świadomością są fajne, ale o nie trochę trudniej, uczę się ich…