listopad 21, 2007...4:42 pm

Bóg - jest to….

Jump to Comments

Bóg o sobie :

/- w książce “Rozmowy z Bogiem” N. Walscha./

“Wy wszyscy macie przekonanie, że Bóg ukazuje się tylko na jeden sposób. To bardzo niebezpieczne przekonanie.

Nie pozwala ci dostrzegać Boga wszędzie dookoła. Jeśli uważasz, że Bóg wygląda, brzmi, a nawet istnieje jedynie tak, jak sobie to wymyśliłeś, i nie inaczej, przeoczysz Mnie w każdej chwili swojego życia. Bodziesz nieustannie rozglądał się. za Bogiem i nie znajdziesz Jej. Ponieważ szukasz Jego, rodzaj męski. To tylko jeden przykład.

Powiedziane jest, że jeśli nie zauważasz Boga w rzeczach błahych i w rzeczach doniosłych na równi, to widzisz tylko jedną stronę medalu. To ważna Prawda.

Bóg kryje się i w śmiechu, i we łzach, w tym co gorzkie i w tym, co słodkie. Wszystko ma swoje Boskie przeznaczenie, dlatego we wszystkim obecna jest Boskość.

Bóg to góra i dół, ciepło i zimno. Prawa strona i lewa. To, co czcigodne i to, co śmieszne!

Złem jest to, co nazywacie złem. Jednak i to ukochałem, gdyż tylko za pośrednictwem tego, co zwiecie złem, możecie poznać dobro; tylko za pośrednictwem tego, co zwiecie dziełem diabła, możecie poznać i pomnażać dzieło Boga. Ciepło nie jest mi bardziej miłe od zimna, lewa strona od prawej, ani góra od doliny. Wszystko to jest względne. Stanowi cześć tego, co jest.

Nie miłuję “dobra” bardziej od “zła”. Hitler poszedł do nieba. Gdy to zrozumiesz, wtedy pojmiesz Boga.[...]

Twoje poglądy na dobro i zło, to tylko poglądy.
Myśli, które nadają kształt i treść temu, Czym Jesteś. Istnieje jeden tylko uzasadniony powód, aby je zmienić; jeden cel dokonania przeróbki: jeśli nie jesteś zadowolony z siebie, z tego, Czym Jesteś.
Nie powiedziałem, że twoje wartości są złe. Ale nie są też dobre. To sady. Oceny. Decyzje. Przeważnie będące dziełem nie twoim, lecz cudzym. Może twoich rodziców. Kościoła. Nauczycieli, historyków, polityków.

Zaledwie znikoma cześć wartościujących sądów, które przyswoiłeś sobie jako prawdę, to sądy, jakich dokonałeś sam na podstawie własnych doświadczeń. Ale przecież jesteś tu po to, aby zdobywać doświadczenie - z doświadczeń swoich masz stworzyć siebie. A tworzysz siebie z doświadczeń innych ludzi.

Gdyby grzech istniał, polegałby właśnie na tym: na dopuszczeniu do tego, aby o tym, Czym Jesteś, zadecydowały cudze doświadczenia. Takiego “grzechu” się dopuściłeś. Nie ty jeden, wszyscy ludzie. Przekreślacie z góry własne doświadczenia, z nabożeństwem (dosłownie) przyjmując doświadczenia innych, a kiedy po raz pierwszy trafia się wam prawdziwe doświadczenie, nakładacie na nie to, co jak wam się wydaje, już o nim wiecie.

Gdyby nie to, mogłoby ono mieć przebieg zupełnie odmienny - taki, który dowiódłby, że wasz nauczyciel (czy jakieś inne źródło) był w błędzie. Zazwyczaj jednak nie chcecie podważać autorytetu rodziców, szkoły, religii, tradycji, pisma świętego - dlatego wyrzekacie się własnego doświadczenia na rzecz tego, co wam wpojono.”

Więcej w -> : Rozmowy z Bogiem tom 1. N. Walsch

Liczba komentarzy: 26

  • Książka Rozmowy z Bogiem zrobiła na mnie ogromne wrażenie i mogę śmiało powiedzieć, że zmieniła moje podejście do wielu spraw, zarówno ziemskich jak i boskich. Cieszę się, że ją propagujesz :)

  • Mnie także się podobała, a spooooro jest tomów w tej serii (”rozmowy z…”, “przyjaźń z…” ;) :)
    Polecam wszystkim.

    Oglądałam także film pod tym tytułem, ale o wieeeeele słabszy. Reżyser skupił się na życiu Walscha, które aczkolwiek ważne, źródłowe dla jego przełomu….niemniej….mnie brakło trochę samej “rozmowy z Bogiem” :)

  • Pragenienie bycia lepszym - “dominowania” nad innymi to jest grzech. Taki człowiek nie może zaznać szczęścia bez krzywdy innych i taki świat nie może być szczęśliwy.

  • A co to jest “grzech” wg Ciebie? :)
    Bo trudno byłoby nam dyskutować nie mając wspólnych punktów wyjścia, chyba się zgodzisz. :)

  • Jak piszę w temacie “Huna”, może nie grzech ale zło. Zło to wyrządzanie krzywdy innym niezależnie od kontekstu (grzech w religiach i prawie realwyizuje zło). Na obecnym etapie jakieś zło wydaje się czasami konieczne, ale większość zła przynajmniej wyrządzana przez ludzi byłaby do uniknięcia
    Jeżeli pójdziemy na wojnę i się powybijamy to nie jest to nic dobrego. Pomijając śmierć pojawi się nienawiść, zniszczenie i wiele innych. Ja bym tego nie relatywizował w stylu, że to służy ku dobremu. Może i ostatecznie tak, ale zło było do uniknięcia, a nie ma NICZEGO co musielibyśmy się uczyć przez cierpienie innych. Wiemy, że to jest złe.

  • Częściowo odpowiadam Ci na to w dziale Huna.
    http://zenforest.wordpress.com/huna/

    Pomyśl co by było gdybyś wyrzucił ze swej wypowiedzi dualizm :dobro i zło.
    Co by się stało? Jak by ona wyglądała?

    Czy wiesz jak ludzie uczą sie najszybciej i najskuteczniej?
    Czytałam gdzieś historię o listonoszu.
    Że najpierw delikatnie puka. Potem coraz mocniej. Nikt nie otwiera (śpimy, nieświadomi). Potem się dobija. Potem w końcu spala cały dom.
    Dopiero wtedy z krzykiem wybiegamy z domu lamentując…”zlo!”
    Tak jest z 99% ludzi na ziemi.
    Nie budzą się gdy mają subtelne sygnały, że coś jest w ich życiu nie tak.
    W końcu więc przyciągają sobie “wstrząs” który ich “budzi”.
    Nasza istota ze swej natury chce się uczyć, rozwijać…nawet jeśli świadomie nie chcemy, to nieświadomie zbieramy doświadczenia, zmieniamy się.
    Świadomi, uczą się na delikatnych lekcjach, nieświadomi kreują “mocne” lekcje.

  • “Pomyśl co by było gdybyś wyrzucił ze swej wypowiedzi dualizm :dobro i zło.”
    nie mówię o dobru, bo to może być inaczej zrozumiane. Mówię o cierpieniu. Wierzyłem w jego sens długo, ale kiedy się z nim spotkałem osobiście naprawdę trudno określić, żeby ono do czegoś służyło.

  • Marku, ja także bardzo cierpiałam.
    Przez wiele lat budziłam się, modląc się o śmierć. Nienawidziłam życia. Aż nadszedł przełom, zaczęłam rozumieć pewne rzeczy. Zaczęłam wyciągać wnioski, pracować nad swoją postawą, wzorcami, podświadomością.
    Po nabraniu dystansu, zauważyłam że _każde_ moje cierpienie było spowodowane czymś konkretnym, było wskazówką.
    Gdy “odrabiałam lekcje”, uczyłam się, zmieniałam postępowanie - lekcja _nigdy_ już nie wracała.
    To nie jest bezsensowne okrucieństwo.
    To jest lekcja, to jest moment na namysł.
    Coś robimy nie tak, naruszamy harmonię. Niszczymy siebie.
    I pojawia się moment “przeładowania systemu” - choroba, dramat, etc…
    Ale to nasza szansa na zmianę. Nie-wykorzystanie jej…to pewność że powróci.
    Nie tak, to inaczej. Ale wróci.
    Dlatego warto być świadomym. Warto sie uczyć, żyć refleksyjnie… Uzdrawiać swe życie.

  • Witajcie w klubie (byłych cierpiących) ;)

    Jaki ja jestem szczęśliwy, że mogłem przeżyć te czarne chwile rozpaczy! Dzięki temu mogłem zrozumieć cudowność istnienia i cud życia.

    Bolało, więc zacząłem szukać rozwiązań. A kto szuka, ten znajduje :) Gdybym nie doświadczył cierpienia, dalej byłbym tak samo tępy jak dawniej (teraz jestem trochę mniej tępy) ;)

    Ściskam!
    Wojtek

  • “lekcja _nigdy_ już nie wracała”

    Dlatego walczę z relatywizmem. Moim zdaniem nowe lekcję typu IIWŚ będą się pojawiały jeżeli ludzi pójdą w kierunku relatywizmu.
    Jeżeli znacie jakieś magiczne sposoby kreacji rzeczywistości to należy to robić tak aby nie krzywdzić innych co jest bardzo trudne. Raczej należałoby się skupić najpierw na pomocy innym niż sobie.

  • ““lekcja _nigdy_ już nie wracała”
    Dlatego walczę z relatywizmem.”

    Możesz wyjaśnić dokładniej czemu walczysz z nim?
    Może po prostu inaczej niż ja rozumiesz relatywizm. :) Ja nie znajduję w nim specjalnie pejoratywnej konotacji.

    “Raczej należałoby się skupić najpierw na pomocy innym niż sobie.”

    A czy sądzisz, że jeśli pomożesz sobie, np nauczysz siebie pisać, a potem pojedziesz do Afryki uczyć dzieci, i nauczysz pisania 10.000 to skąd ta zasługa płynie?
    Z tego że zacząłeś od siebie.
    Jeśli mało wiesz, jeśli nie dbasz o siebie, jeśli siebie nie doceniasz, to jesteś dla innych kimś mało znaczącym, zaniedbanym i zapewne nie postrzegają cię jako osobę do której warto iść po pomoc.
    Natomiast gdy się rozwijasz , pracujesz nad sobą - z czasem nawet nie musisz się wysilać, bo bezpresyjnie inspirujesz ludzi swoim światłym przykładem, samym swoim życiem.
    O wiele lepiej, skuteczniej.
    Bo twa mądrość płynie z prawdy o Tobie, z Twego doświadczenia.
    Mnie bardziej przekonuje szczupły człowiek mówiący o diecie niż gruby który twierdzi że zna cudowny sposób odchudzenia ;)

    Zadbajmy o siebie a naprawdę inni dokoła zyskają dzięki naszemu sukcesowi, to naprawdę lepiej działa niż poświęcanie się, robienie czegoś swoim kosztem , wyrzekanie i takie służenie w którym ofiara jesteśmy my sami….
    Bo w takiej sytuacji jakość naszej pomocy w końcu też spadnie….
    O wiele więcej światła daje jasny, czysty blask żarówki niż ledwo pełgający, zadymiony kaganek… :)
    Pozdrawiam :)

  • “Możesz wyjaśnić dokładniej czemu walczysz z nim?”
    Bo oddala od prawdy. Wierzę w istnienie prawdy, którą trzeba odnaleźć. Prawda to platforma komunikacji pomiędzy umysłami. Nie można jej ustalić ani przez głosowanie ani przez uznanie, że nie ma prawdy. Ci co szukają prawdy odnoszą sukces.

    “Zadbajmy o siebie a naprawdę inni dokoła zyskają dzięki naszemu sukcesowi, to naprawdę lepiej działa niż poświęcanie się, robienie czegoś swoim kosztem , wyrzekanie i takie służenie w którym ofiara jesteśmy my sami….”

    Pytanie tylko czy jesteście jak osoby które wygrały w totolotka i zachęcające wszystkich do gry, czy to co przedstawiacie działa dla każdego. Wielu jest uczniów, pytanie dlaczego nie każdy zostaje mistrzem.

    Poza tym np w książce “Sekret życia w obfitości” jest taka zasada, że nie możesz pomagać innym, poza promowaniem ksiązki. Dla mnie to śmierdzi. To przeciwieństwo chrześcijaństwa. Tak samo jak całkowite poświęcanie się dla innych tak samo całkowite zaprzestanie tego jest skrajnością której nie akceptuję. Taki podejście jest istotą powstania podziału dobro-zło. Takie podejście jest bez sensu. Co z tego, że jestem bogaty jak nie mogę się tym podzielić. I nie mów, że tylko cierpienie uczy czegoś człowieka. Bardzo wielu ludziom pomaga również to, że się im pomoże. To udowodniło chrześcijaństwo.

  • “A czy sądzisz, że jeśli pomożesz sobie, np nauczysz siebie pisać, a potem pojedziesz do Afryki uczyć dzieci, i nauczysz pisania 10.000 to skąd ta zasługa płynie?”

    Z tym, że ciebie ktoś też musiał nauczyć czytać. Dlatego dobrze jest jeżeli się sam nauczyłeś już czytać pomóc innym.

    “Natomiast gdy się rozwijasz , pracujesz nad sobą - z czasem nawet nie musisz się wysilać, bo bezpresyjnie inspirujesz ludzi swoim światłym przykładem, samym swoim życiem.
    O wiele lepiej, skuteczniej.”
    Raczej budzisz zazdrość. Oczywiście zazdrość to raczej problem zazdroszczącego. Ale do pewnego stopnia również tego komu zazdroszczą. Jak mówiłem nie widziałem zasady która pomaga wszystkim w rónym stopniu. Co więcej np na naszej planecie okazuje się że nie za bardzo wszyscy mogą mieć wszystkiego pod dostatkiem.Póki co tylko 1/4 cieszy się jako tako zdobyczami cywilizacji. Teraz takie Chiny chcą dobić do czołówki i możesz zobaczyć co się dzieje z cenami ropy. Sukces zawsze budzi zazdrość, nie dlatego, że ludzie są źli tylko na razie nikt nie znalazł sukcesu który może osiągn ąć każdy.
    Odchodząć w relatywizm swojego sukcesu zapominasz, że dalej są tutaj ludzie głodni. A mówienie, że WSZYSCY osiągną sukces twoją metodą jest moim zdaniem wart tyle, co mówienie, że na giełdzie wszyscy się bogacą. Bo twarde realia mówią, że nie każdy może jeździć samochodem. Chyba, że rzeczywiście nauczysz się okiełznać lub pokonywać prawa fizyki (czy tam jak wolisz magii), w taki stopniu, że cała ludzkość będzie miała zaspokojone podstawowe potrzeby. Bez tego twój sukces bedzie budził słusznie tylko zazdrość. A ty uciekniesz w swój relatywizm - egoizm w klasycznej postaci - widać JA zasługuję na więcej, bo ……

  • Przyznam Ci że to co napisałeś jest dość obce mojemu sposobowi postrzegania świata, ale skoro taki wpis się pojawił, zapewne powinnam odpowiedzieć ;) We wszystkim jest jakaś lekcja.

    Abyś wiedział skąd płyną moje wnioski, wyjaśnię ci jakie mam…nazwijmy to aksjomaty.
    - Po pierwsze wg mnie wszyscy ludzie są Bogiem.
    Doświadczającym samego siebie w miliardach odmian.
    - Po drugie wierze, że zasoby wszechświata są nieograniczone i dla przebudzonej świadomości zawsze zmaterializuje się to co jest jej autentyczną (a nie rozpaczliwą) potrzebą.
    - Po trzecie prawdziwie przebudzona osoba, jak sądze, nie będzie prowokowała do zazdrości, bo nie ma już potrzeby - by wzbudzac tak nieprzyjemne emocje.

    I teraz - patrząc na twoja wypowiedź z poziomu moich aksjomatów :

    “Wielu jest uczniów, pytanie dlaczego nie każdy zostaje mistrzem.”

    Zależy jak długo dana dusza istnieje :)
    Ja sądzę, że prędzej czy później, każdy obudzi wewnętrznego mistrza :) Jak już wspomniałam, pewne rzeczy można robić mając dwa latka, ale mając lat 50 można ich robić o wiele więcej. Na wszystko jest czas i miejsce. Etap.

    “Tak samo jak całkowite poświęcanie się dla innych tak samo całkowite zaprzestanie tego jest skrajnością której nie akceptuję. ”

    Pomagać można na wiele sposobów. :)

    “Takie podejście jest bez sensu.”

    Hm. Tak można napisać o wszystkim :)

    “Odchodząć w relatywizm swojego sukcesu zapominasz, że dalej są tutaj ludzie głodni.”

    Jaka widzisz alternatywę?
    Budzić się rano, rozpaczać że ludzie wciąż są głodni? :/ I tylko zwiększać ilość smutku na świecie…
    Czy może pracować nad sobą tak by móc zainspirować tych których możesz - do pracy nad swoim życiem? :)

    Pozdrawiam!

  • Na którymś ze szkoleń usłyszałem od prowadzącego, jak to próbował wyjaśnić swojej fryzjerce co to jest NLP. Zapytała go, czym się zajmuje, więc jej odpowiedział, że uczy ludzi jak być szczęśliwymi, jak mieć kupę kasy i w ogóle wszystkiego, czego sobie zażyczą.

    A ona mu na to odpowiedziała: no tak, jak wszyscy będą mieli kupę kasy i w ogóle, to kto będzie zajmował się strzyżeniem?

    To się nazywa poświęcenie, prawda? :D

    Aloha!
    Wojtek

  • “A ona mu na to odpowiedziała: no tak, jak wszyscy będą mieli kupę kasy i w ogóle, to kto będzie zajmował się strzyżeniem?”

    To jest tak zwana MĄDROŚĆ ludowa :)

    “Po pierwsze wg mnie wszyscy ludzie są Bogiem.”
    Może tak może nie. Bóg raczej by nie umierał i nie miałby problemów z kontrolowaniem własnego świata.
    “Po drugie wierze, że zasoby wszechświata są nieograniczone i dla przebudzonej świadomości zawsze zmaterializuje się to co jest jej autentyczną (a nie rozpaczliwą) potrzebą.”
    Wg naszej współczesnej wiedzy wszechświat też umiera. Wszystkie gwiazdy wypalą się za ileś miliadrów lat. Druga zasada termodynamiki jest póki co nieubłagana (cała energia się rozprasza w kierunku nieużyteczności). Zmaterializuj jej zawieszenie od razu Ci uwierzę i dołączam do fanklubu. Świat będzie od razu piękny.

    “Po trzecie prawdziwie przebudzona osoba, jak sądze, nie będzie prowokowała do zazdrości, bo nie ma już potrzeby - by wzbudzac tak nieprzyjemne emocje.”
    No cóz pewnie ostani król Francji też tak myślał. On też uznawał się za dobrze urodzonego (analogicznie do twojej reinkarnacji) i z tego tytułu przysługiwało mu bogactwo. Niczym specjalnie nie prowokował nie był okrutny. Po prostu ludzie do okoła byli głodni, a no się bawił, podnosząć podatki.
    Każda nieprawdziwa idea działa tylko do czasu.
    “Zależy jak długo dana dusza istnieje :)”
    Widzisz wskazujesz sobie wybranego małego hindusa wychowujesz w Europie i okazuje się że wychodzi na zwykle cywilizowanego jegomościa. A reszta dalej siedzi na ulicy. To co jego dusza okazała się jako dłużej istniejąca, bo ty ją wskazałeś palcem ? Fałsz. Europa okazała się tak skuteczna bo odrzuciła takie predestynowanie do sukcesu. wg jakiegokolwiek kreyterium : urodzenia, zasług karmicznych.
    “Pomagać można na wiele sposobów.:)”

    “Jaka widzisz alternatywę?
    Budzić się rano, rozpaczać że ludzie wciąż są głodni? ”
    Przecież można ich nakarmić. Nawet przeciętny Polak jest obiektywnie na tylke bogaty, że może pomagać innym, nie mówiąc już o jakimś który materializuje sobie bogactwo.
    “Czy może pracować nad sobą tak by móc zainspirować tych których możesz - do pracy nad swoim życiem?”
    Widzisz ja żądam obiektywnej metody. Jeżeli metoda działa sobie na wybranych tylko ludziach i nie wiadomo dlaczego (widocznie TA dusza długo istnieje) to to mi śmierdzi. Powtarzam masz możliwości to zastopuj drugą zasadę termodynamiki - nalej wody do wanny i niech zawsze będzie ciepła. Wtedy wszyscy pójdą za tą metodą.

  • Albo inaczej. Być może świat jest rzeczywiście jakąś kreacją umysłu. Ale wtedy mówię, że to musi być wspólna kreacja wielu umysłów/świadomości, które istnieją (chyba, że to odrzucasz i zakładasz, że istniejesz tylko ty).
    Wtedy nie możesz się zupełnie odizolować. Twoja wspaniała kreacja może trwać tylko do czasu. Przyjdzie inny umysł i swoją kreacją zniszczy twoja kreację. Może cię opluje, otruje, może zrzuci bombę atomową. Nie można się zabezpieczyć. Upadały imperia - upadały plemiona - upadnie europa - upadnie każda korporacja. Może przyjdzie czołg - może kolejny Dawid z procą.
    Dlaczego tak się dzieje. Dlaczego nie można stworzyć niczego zupełnie stabilnego. Niektórzy odpowiedzieliby, że po prostu taka jest zasada wszechświata - wszystko płynie.
    Ja widzę przyczynę w kłamstwie. Jak w księdze rodzaju ktoś kiedyś skłamał czy to dla zabawy czy naprawdę. I jedno kłamstwo spowdowało skandal. Umysły sie podzieliły. Co więcej żadna ze stron nie dysponowała pełną prawdą, bo przez skandal odrzucono rację drugiej strony. I tak każda ze stron musiała się dzielić dalej bo nie dysponująć pełną prawdą musiała dodawać jakąś wiarę idt. Jeżeli kreujemy rzeczywistość to te nieprawdziwe wiary powodowały spustoszenie w naszej kreacji. Śmierć, wojny, podziały religijne.
    Teraz wypadałoby ustalić prawdę. Prawdę, bo bez prawdy kreacja będzie zawsze kogoś zniewalać, a ponieważ zniewolenie nie może być doskonałe więc nawet ciemiężyciel nie odniesie pełnego sukcesu.
    Tak się składa, że we wszystkim widzę jakieś ziarna prawdy, ale nic mi do końca nie pasuje:
    chrześcijaństwo wprowadza szacunek do drugiej osoby, ale wprowadzadza dychotomię na potępionych wiecznie i w niebie
    buddyzm mówi o kreacji ale każe się rozpłynąć we wszechświecie co jeszcze nikomu sie nie udało.
    wielu mówi o bogactwie ale jest to bogactwo tylko dla wybranych
    racjonalizm mówi o obiektywnym świecie ale nie mówi jak się to ma do naszej jaźni, poza tym ignoruje to co nie pasuje do jego wizji świata.

    itp itp.

  • ” Bóg raczej by nie umierał i nie miałby problemów z kontrolowaniem własnego świata.”

    Wiesz, to zależy od ludzkiego, startowego wyobrażenia Boga. Wielu wyobraża go sobie jako byt istniejący w najwyższych stopniach pozytywnych cech.
    Czemu? Ponieważ dzielą świat na składający się z pozytywnych(dobro) i negatywnych(zło) elementów.
    Ponieważ ja nie tworze takiego podziału, nie mam problemu z postrzeganiem Boga jako pełni, absolutnej “wszystkości” - czyli będącego doskonałością i niedoskonałością - symultanicznie.

    Ponieważ sprzeczność logiczna jaka się umysłowi może tu nasunąć - może istnieć tylko w logicznym umyśle :)… a boski umysł zapewne jest równocześnie logiczny i nielogiczny (gdyż tylko doświadczenie wszystkich stanów naraz jest naprawdę wszechmocne), zatem problem… de facto nie istnieje ;)

    “Wg naszej współczesnej wiedzy wszechświat też umiera.”

    No…nie bardzo. Znasz teorię wszechświata inflacyjnego, coraz śmielej radzącą sobie w kręgach naukowych? Wg niej wszechświat nie ma początku ani końca, kreacja zachodzi bez ustanku, jest wiele “bąbli” podobnych do naszego wszechświata, jedne gasną, inne się rodzą. Poza tym kto wie, niedawno podważono kolejny raz wiek wszechświata, tak naprawde wiemy tyle… że nic nie wiemy.
    Oczywiście… moje stwierdzenie o “zasobach” było nieco bardziej subtelne i abstrakcyjne, ale takiej odpowiedzi też w sumię mogę udzielić :)

    “Niczym specjalnie nie prowokował nie był okrutny.”

    Nie sądzę by udało mi się Ci wyjaśnić co rozumiem przez “przestał prowokować do negatywnych emocji dokoła siebie”, ponieważ takich rzeczy trzeba doświadczyć. Ja nieraz, pozbywając się jakiegoś wzorca - doświadczałam nagłej zmiany zachowań ludzi dokoła mnie, niemal magicznej.
    Po prostu rzeczywistość zewnętrzna jest wg mnie wtórna wobec rzeczywistości wewnętrznej, ale rozumiem że masz inny pogląd, więc ten temat możemy spokojnie zostawić :)

    “Widzisz wskazujesz sobie wybranego małego hindusa wychowujesz w Europie i okazuje się że wychodzi na zwykle cywilizowanego jegomościa. A reszta dalej siedzi na ulicy. To co jego dusza okazała się jako dłużej istniejąca, bo ty ją wskazałeś palcem ? Fałsz.”

    Nie, bo on (nazwijmy to na potrzeby dyskusji “duszą” ;) dokonał takiego wyboru, żeby np wcielić się w Hindusa który ma być zabrany do Europy. Takie “mieszane” doświadczenie było mu potrzebne by się czegoś nauczyć.

    “Powtarzam masz możliwości to zastopuj drugą zasadę termodynamiki - nalej wody do wanny i niech zawsze będzie ciepła. Wtedy wszyscy pójdą za tą metodą.”

    Nie rozumiem tylko po co jakaś świadoma, przebudzona dusza miałaby naruszać harmonię wszechświata i przyrody dla swej przyjemności? Ona nie ma takiej potrzeby, jak już kilka razy pisałam, istnieje w doskonałej harmonii z otaczajaącym ją środowiskiem, jak drzewa czy chmury…etc
    Jeśli ma potrzebę popisywania się i sztuczek fakirskich, zapewne nie jest oświeconą dusza, ale ma jeszcze całkiem mocne ego. :)

    “Być może świat jest rzeczywiście jakąś kreacją umysłu. ”

    Być może ;) I to np. jednego ;)
    Ale za to JAKIEGO :D

    “chyba, że to odrzucasz i zakładasz, że istniejesz tylko ty”

    W dużym uproszczeniu mówiąc, choć oczywiście wyjaśnienie niuansów wymagałoby sporej wypowiedzi ;)

    “Tak się składa, że we wszystkim widzę jakieś ziarna prawdy”

    Ja także, ale prawda jest “na dany etap” dla każdego człowieka. Nie jest jedna i uniwersalna, chyba że taka: że coś JEST i czegoś NIE MA. ;)

    “rozpłynąć we wszechświecie co jeszcze nikomu sie nie udało.”

    Któż to wie ;)

    Pozdrawiam :)

  • “No…nie bardzo. Znasz teorię wszechświata inflacyjnego, coraz śmielej radzącą sobie w kręgach naukowych? Wg niej wszechświat nie ma początku ani końca, kreacja zachodzi bez ustanku, jest wiele “bąbli” podobnych do naszego wszechświata, jedne gasną, inne się rodzą.”
    Znam ale póki co innego wszechświata nikt nie widział. A w naszym wanny jak na złość stygną i słońca się wypalają. Jak się nauczysz przenosić do lepszego wszechświata to mi powiedz :) Chętnie się tam wybiorę.

    “Ja także, ale prawda jest “na dany etap” dla każdego człowieka. Nie jest jedna i uniwersalna, chyba że taka: że coś JEST i czegoś NIE MA.”
    Z tym pierwszym się zgodzę, ale to dlatego, że mamy (każdy) jakieś błędne wyobrażenia o prawdzie.
    Na dany etap oznacza przy posiadanej wiedzy.
    Tyle, że mamy różne sposoby dojścia do prawdy. Ty bierzesz coś co jest fajne i działa i wierzysz, że to jest prawda. Ja już to przerabiałem i jak widzę jakiś malutki element (haczyk) który nie do tej zasady to już nie szukam w tym kierunku, bo z logiki i praktyki wiem, że jest błędny. Widzę ze jest puzel który nie pasuje do zasady to omijam tą zasadę.

    Zgodzisz się z tym ?

    Drugie to paradoks bardzo ciekawa ta sprawa z paradoksem - jednoczesnie tak i nie. Jeżeli uznasz to za prawdę to zaprzeczysz logice, a z drugiej strony nie można zaprzeczyć zupełnie logice, bo podkopujesz jakiekolwiek fundamenty (nawet zasada wizualizacji wymaga jakiejś logiki). Myślę, że paradoksy związane są z czasem. Np możemy sobie wyobrazić że coś było takie a jest POTEM/PRZEDTEM takie, ale nie możemy sobie wyobrazić, że coś jest NARAZ czymś i nie czymś.
    Mogło się zmienić w bardzo krótkim czasie ale wymaga to czasu. Co więcej jak się zmieni to ludzie (szczeglnie mężczyźni) koniecznie chcą odkryć REGULE wg której się zmieniło (jeżeli jej nie znają). Chcą ją odkryć bo inaczej pojawia się niepewność - przypadek (a nuż mnie jeszcze kiedyś to zabije)
    Może Bóg/Swiadomość podziełił się kiedyś (może dla zabawy ?) na dwie części (lub też stworzył drugą cześć swiadomości - odizolowaną częściowo od pierwszej).Jedna cześć umiała tworzyć dobre rzeczy
    Druga umiała je nazywać. Przez nazywanie rozumiem formułę “przywoływania” czy też odnajdywania ich. (może pierwsza część umiała coś tworzyć, ale nie umiała odnaleźć tego co stworzyła)
    I się jednak okazało, że coś nie jest dobrze. Świadomości trochę zwątpiły w swoje możliwości -tworząca, że na pewno tworzy rzeczy dobre-odnajdująca, że potrafi każdą rzecz odnaleźć.
    Tylko część szukająca (logiczna) operuje czasem bo jest jej niezbędny do odnalezienia reguły powrotu. Część tworząca operuje poza czasem (a więc i logiką) i być może mogłaby zniszczyć całość istnienia poza sobą ale nie chce zniszczyć świadomości (która w wersji podziału świadomości kiedyś była jej częścią.).
    Być może nawet czasami niszczy pamięć (reguły) tych świadomości i wysyła z powrotem do świata.
    Problem się komplikuje ilość świadomości rośnie i zadanie się coraz bardziej komplikuje. Część tworząca próbuje na czuja (bo nie wie gdzie co jest) rozwiązać problem. Druga część szuka metodami analitycznymi (bo wie, że była jakaś wiedza - zasada), ale problem się już skomplikował w dodatku odnajdywanie wielu zasad powoduje, że
    zaczyna wątpić, że może być coś poza zasadami. Wie jednak, że jest jakaś zasada powrotu (chociaż wg mnie CELEM jest przejście do optimum a nie powrót do sytuacji pierwotnej)
    Co więcej problem przeniknął wszystkie płaszczyny. Część tworząca nie widzi płaszczyzn (zasad) i na czuja coś tworzy wg małej liczby zasad które zna.
    Jak to ma dla Was jakikolwiek sens to odpowiedzcie :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Marek Mosiewicz

  • “Znam ale póki co innego wszechświata nikt nie widział.”

    Nikt tez nie wie dokładnie czym jest ogień ani czym jest elektryczność ale wszyscy używamy to co z tego wynika. Nie trzeba wiedzieć jak coś jest zbudowane aby z tego skutecznie korzystać.
    W tym przypadku wiedza że wszechświatów jest wiele, daje mi tyle, że mam poczucie nieograniczoności zasobów. Tak czuje i tak mi się realizuje w życiu. I taką tworzę sobie rzeczywistość.

    “Z tym pierwszym się zgodzę, ale to dlatego, że mamy (każdy) jakieś błędne wyobrażenia o prawdzie.”

    A co by się stało gdyby odrzucić wszelkie wyobrażenia o prawdzie? Co zostaje pod spodem?
    Przecież wszechświat niczego nie nazywa, nie osądza wszechświat tylko… jest.

    “Drugie to paradoks bardzo ciekawa ta sprawa z paradoksem - jednoczesnie tak i nie. ”

    Słyszałeś może o fizyce kwantowej i superpozycji w której znajdują sie elektrony na orbicie?
    Albo o kocie Schrodingera?
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Kot_Schr%C3%B6dingera
    Coś równowcześnie jest i tego nie ma…Fizycy nawet do końca nie potrafią się do tego jeszcze odnieść i zrozumieć implikacji innej niż zdroworozsądkowa. Ale czy sam “zdrowy rozsadek” jest mierzalny…

    “Jeżeli uznasz to za prawdę to zaprzeczysz logice, a z drugiej strony nie można zaprzeczyć zupełnie logice, bo podkopujesz jakiekolwiek fundamenty”

    Nie wiem czy logika w ogóle istnieje, wg mnie istnieje tylko aktualny stan świadomości.

    ” Myślę, że paradoksy związane są z czasem.”

    Zważywszy że poza bąblem wszechświata czas ani przestrzeń nie istnieją (bo jak wiadomo, nawet w momencie standardowo ujętego Big Bangu, materia rozszerzała się razem z przestrzenią i czasem, wcześniej tych wymiarów nie było w ogóle, a zabawne że dziś niektórzy ujmują je aspekty bezwzględnie istniejące, zupełnie jakby zapomnieli o tym ze od czasów Newtona był już Einstein i jego relatywistyka ;)

    “Może Bóg/Swiadomość podziełił się kiedyś (może dla zabawy ?) na dwie części [...]
    Świadomości trochę zwątpiły w swoje możliwości -tworząca, że na pewno tworzy rzeczy dobre-odnajdująca, że potrafi każdą rzecz odnaleźć.”

    Myślę ze jeśli wszystko istnieje równocześnie to ten problem nie istnieje ;) I tak jest zatem podzbiorem.

    “Jak to ma dla Was jakikolwiek sens to odpowiedzcie :)”

    Nie wszystko musi mieć sens. Ale wiele rzeczy z tych które piszesz to ciekawe ścieżki w jakie może kierować się energia myśli ;)

    Pozdrawiam serdecznie
    Zenforest

  • “Nie wiem czy logika w ogóle istnieje, wg mnie istnieje tylko aktualny stan świadomości. ”
    A jednak każdy ma 2 półkule i jedna służy do zajmowania się logiką. Można ja ignorować ale ona jednak chyba jest. Bez logiki każda akceptacja może odbywać się tylko na ślepo.

    “W tym przypadku wiedza że wszechświatów jest wiele, daje mi tyle, że mam poczucie nieograniczoności zasobów. Tak czuje i tak mi się realizuje w życiu. I taką tworzę sobie rzeczywistość.”
    Po pierwsze wiedza wymaga logiki (chyba, że to tylko przekonanie). Po drugie akurat wiedza na temat zasobów Ziemi mówi raczej o ich ograniczoności.
    Najogólniej więc mogę się zapytać: SKĄD wiesz, że tworząc taką rzeczywistość nie krzywdzisz innych ?
    SKĄD wiesz, że tylko oni są sobie winni.

    Np Jezus wyraźnie dosyć wyraźnie mówił, że tylko troszcząc się o innych zbuduje się “królestwo boże”.

  • “A jednak każdy ma 2 półkule i jedna służy do zajmowania się logiką. Można ja ignorować ale ona jednak chyba jest. Bez logiki każda akceptacja może odbywać się tylko na ślepo.”

    Tak, każdy ma też dwie ręce i może używać ich do zabijania, leczenia, kradzieży, pieszczot.
    Narzędzia. Pytanie jak je wykorzysta świadomość?
    Czy da wygrać lewej czy prawej ręce? ;)

    “Po pierwsze wiedza wymaga logiki (chyba, że to tylko przekonanie). Po drugie akurat wiedza na temat zasobów Ziemi mówi raczej o ich ograniczoności.”

    Ostatnio czytałam coś na temat zasobów ropy, że się odnawiają. Jednak nie jest to tak proste jak się sadzi ;) Poza tym miałam na myśli bardziej rzeczywistość jednostki. Nie przechodziłabym tu od szczegółu do ogółu, bo karma zbiorowa może mieć swoje prawa. ;)

    “SKĄD wiesz, że tworząc taką rzeczywistość nie krzywdzisz innych ?
    SKĄD wiesz, że tylko oni są sobie winni.”
    Np Jezus wyraźnie dosyć wyraźnie mówił, że tylko troszcząc się o innych zbuduje się “królestwo boże”.”

    SKAD mam wiedzieć, że słowa Jezusa są bardziej warte uwagi niż słowa np Buddy czy Osho? :)

  • “Czy da wygrać lewej czy prawej ręce?”
    JA bym się źle czuł bez którejś z nich. Nie zaprzeczam istnieniu żadnej z nich. Niektóre rzeczy robię prawą inne lewą a jeszcze inne obiema.

    “Ostatnio czytałam coś na temat zasobów ropy, że się odnawiają.”
    Ja czytałem, że można wygrać w totka ;). Póki co pola roponośne poza bliskim wschodem dają coraz mniej ropy.

    “SKAD mam wiedzieć, że słowa Jezusa są bardziej warte uwagi niż słowa np Buddy”

    Budda całą swoją naukę dał aby pomóc bliźnim. np. ośmioraka scieżka drugi punkt: Właściwe Postanowienie - to postanowienie wyrzeczenia się złej woli i odstąpienie od wyrządzania wszelkiej krzywdy
    Do Osho się nie odniosę bo nie znam.

    Ale za Buddą też się pytam skąd wiesz, że tworząc tą rzeczywistość nie krzywdzisz innych.
    Każdy sznur ma dwa końce. Może ciągnąc w swoją stronę dusisz innych.

  • Marku ja nigdzie nie twierdzę że nie należy pomagać innym.
    Uważam wszakże, że to nie jest warunek /zbawienia/oświecenia/wyzwolenia, - czy w ogóle czegoklwiek…
    To doświadczenie. Takie jak każde inne, czasem ego chce się bardzo sprytnie dowartościować w ten sposób. Osobiście doświadczyłam tego pracując w szpitalu jako wolontariuszka. Też miałam momenty gdy czułam się niesamowicie fajnie razem z moją samarytańską dobrocią….
    Ale gdy człowiek docenia siebie, ma wysokie poczucie własnej wartości , to rozumie czym naprawdę jest takie “szlachetne” zachowanie.

    Jeśli kiedykolwiek podświadomie nienawidziło się siebie/obwiniało za coś… to uwierz, dzięki temu można zacząć lubić się trochę bardziej :)
    Podświadomość podchodzi do tego jako do formy “odkupienia”.
    I moja tak pochodziła.

    Nie twierdzę, że nie płynęło to także z potrzeby serca, ale gdy naprawdę - szczerze - na siebie patrzyłam, zrozumiałam jak to funkcjonowało. To było wyzwanie, lekcja, doświadczenie.
    Pracując w szpitalu pomogłam, tak sądzę, bardziej sobie niż innym. I dla mnie to było wzbogacające wewnętrznie doświadczenie.

    Moje podsumowanie:
    Pomagajmy - jeśli czujemy, że naprawdę chcemy. Ale nigdy kosztem siebie.
    I oczywiście zachowujmy totalną szczerość wobec naszych prawdziwych intencji :)
    Zero złudzeń, nagie fakty - to fajnie odkłamuje i oczyszcza ;)

    To jest moje podejście :)
    Pozdrawiam
    Zenforest

  • Z tym pomaganiem innym to nie jest takie oczywiste.

    Znacie historyjkę o motylu? Chyba z książki A. Robbinsa… Otóż, wykluwający się z kokonu motyl strasznie się męczy. Gdy jednak ktoś “dobry” pomoże motylowi rozcinając kokon, ten nigdy nie będzie latał. Motyl potrzebuje wysiłku i zmagań, aby wejść na wyższy poziom rozwoju.

    U Castanedy jest podobnie (z książki “Drugi krąg mocy”, s. 303):

    Pewnego dnia, kiedy byłem z nim [Don Juanem] w mieście, podniosłem ślimaka ze środka chodnika i odłożyłem w bezpieczne miejsce, pomiędzy jakieś pnącza. Byłem przekonany, że pozostawiony samemu sobie, wcześniej czy później zostałby rozdeptany. Uważałem, że przenosząc go w bezpieczne miejsce, uratowałem mu życie.

    Don Juan wykazał, że moje przekonanie było bardzo pochopne, bo nie rozpatrzyłem dwóch istotnych faktów. Po pierwsze, ślimak mógł uciekać przed śmiercią od trucizny zawartej w liściach winorośli, po drugie, mógł mieć wystarczająco silną wolę, aby przejść przez chodnik. Wtrącając się, nie uratowałem go, ale sprawiłem, że utracił to, co z takim trudem zyskał.

    Oczywiście chciałem odłożyć ślimaka w miejsce, z którego go podniosłem, ale don Juan mi nie pozwolił. Powiedział, że przeznaczeniem ślimaka było to, że jakiś idiota przetnie mu drogę i wyhamuje impet. Jeśli zostawię go tam, gdzie go odłożyłem, być może ślimak zbierze wystarczającą moc, by podążyć tam, dokąd zmierzał.

    Pomyślałem, że rozumiem o co mu chodzi. Najwyraźniej jednak zgodziłem się z nim jedynie powierzchownie. Najtrudniejszą dla mnie rzeczą było pozwolić innym być.

    Pozdrawiam,
    Wojtek

  • Wojciechu - Zgadzam się z tym co napisałeś w 100%.

    Pisałam o intuicji, dlatego że czasem może pojawić się sytuacja gdy dziecko wpada do wody ponieważ chce doświadczyć stanu zagrożenia, leku, etc
    Ale zarazem może wcale jego celem nie jest śmierć, lecz tylko samo doświadczenie sytuacji jej bliskości.
    Osoba która skacze do wody i ratuje dziecko jest - w samej rzeczy - CZĘŚCIĄ planu.

    Dlatego tak do znudzenia akcentuje udział intuicji.
    Nie każdy kto umiera, MA umrzeć.
    Niektórzy mają być uratowani, bo otarcie się o śmierć ma być ich lekcją, doświadczeniem.

    Pisałam zatem o sytuacji gdy czujemy silny opór i niechęć przed pomocą innej osobie. Wtedy wg mnie - to oznacza że dana dusza, dana osoba ma taki właśnie plan karmiczny i chce go zrealizować.

    Wrażliwa osoba wyczuje kiedy można a kiedy nie należy interweniować.
    Oczywiście zapewne łatwe to nie jest…Ale przy pracy nad rozwojem intuicji - może się w końcu uda zaistnieć w idealnej równowadze z Wszechświatem ;)
    Nie naruszając jego porządku.

Napisz odpowiedź