Zalety diety roślinnej

2008 lipiec 16


Fragmenty z Osho : Równowaga ciała i umysłu.

Człowiek zagubił swoją ścieżkę. Żadne ze zwierząt nie odżywia się tak, jak człowiek; one wybierają jedynie kilka pokarmów. Jeśli wprowa­dzisz bizona do ogrodu i zostawisz tam, będzie on jadł tylko pe­wne konkretne trawy. Nie zacznie jeść wszystkiego naraz -jest pod tym względem wybredny.
Ma wyczucie tego, co może jeść, a cze­go nie.
Człowiek pod tym względem jest całkowicie zagubiony, nie ma takiego wyczucia.
Je wszystko naraz. Właściwie trudno było­by znaleźć coś, co nie stanowi pożywienia dla ludzi w tej, czy in­nej części świata. Gdzieś je się mrówki. Gdzie indziej węże. Jeszcze gdzie indziej – psy.
Człowiek zjada wszystko.
Oszalał.
Nie wie, co jest zgodne z jego ciałem, a co nie.
Jest całkowicie zagubiony.
Zgodnie ze swą naturą człowiek powinien być wegetarianinem, gdyż jego ciało jest przystosowane do żywności wegetariań­skiej.
Nawet naukowcy potwierdzają fakt, że struktura ludzkie­go organizmu na to wskazuje. Są sposoby oceny, czy dany gatunek zwierząt jest roślino- czy mięsożerny: zależy to od długości jelit.
Zwierzęta mięsożerne mają krótkie je­lita. Tygrysy, lwy mają krótkie jelita, gdyż mięso jest pokarmem już strawionym. Nie potrzebne są długie jelita, w których mogłoby gnić i zalegać. Kiedy jemy mięso zwierzęce, jest ono już częściowo przetrawione – nie wymaga długich jelit. Jeśli mięso znajdowałoby się w nich zbyt długo, zaczęłyby się wydzielać toksyny.
A czło­wiek ma jedne z najdłuższych jelit, co oznacza, że jest wegeta­rianinem. Charakterystyczny dla niego jest długi proces trawie­nia i duża ilość ekskrementów, które ma wydalić.

Jeśli człowiek mimo to nie jest wegetarianinem i spożywa jed­nak mięso, powoduje zakłócenia w funkcjonowaniu swojego ciała. Wielu wschodnich mędrców – Budda, Mahavira – pod­kreślali ten fakt. Nie chodzi o to, że nie należy stosować prze­mocy – to jest sprawa wtórna.
Rzecz w tym, że jeśli np. chcesz wejść w głęboką medytację, twoje ciało musi być lekkie, naturalne, unoszące się płynnie. Twoje ciało musi zostać odciążone, Twoja świadomość niezakłócona, subtelna. Tym­czasem ciało mięsożercy jest ciężkie a by obudzić świadomość potrzebuje gwałtownych, silnych doznań i intensywnych emocji.

Zaobserwuj, co się dzieje, gdy zabijasz zwierzę.
Oczywiście, nikt nie chce być zabity.
Życie chce trwać, zwierzę nie ginie ocho­czo.
Jeśli ktoś chciałby cię zabić – nie poddałbyś się temu z ocho­tą. Jeśli lew rzuci się na ciebie, co będzie się działo w twoim umyśle? A kiedy ty zabijasz lwa? Strach, śmierć, ból, przeraże­nie, wściekłość, przemoc, rozpacz – zwierzę doznaje wszystkich tych odczuć.
W całym jego ciele rozprzestrzenia się przemoc, ból, agonia. Całe jego ciało wydziela toksyny, trucizny. Wszystkie gruczoły wydzielają truciznę, bo zwierzę umiera wbrew swojej woli.
Jesz mięso, które zawiera te wszystkie trucizny.
Cała ener­gia jest zatruta, a toksyny te przyjmuje twoje ciało.

Mięso, które jesz, stanowiło część ciała zwierzęcia, pełniło w nim określone funkcje. W zwierzęciu funkcjonował także pe­wien określony poziom świadomości.
Twój poziom znajduje się wyżej i kiedy jesz mięso, energia twojego ciała dostosowuje się do niższego poziom, poziomu zwierzęcia. Tak tworzy się rozbieżność pomiędzy two­ją świadomością a twoim ciałem, co powoduje narastanie na­pięcia, znudzenia i rozdrażnienia, którego przyczyn nie rozumiesz.

Powinniśmy jeść to, co jest dla nas naturalne: owoce, orze­chy, warzywa.
Tyle, ile tylko chcemy. Rzecz w tym, że właśnie tych pokarmów nie jesteśmy w stanie zjadać więcej niż organizm potrzebuje. Naturalne pożywienie dostarcza uczucia sytości, ponieważ w pełni zaspokaja potrzeby ciała, daje poczucie nasycenia. Nigdy nie dają tego uczucia pokarmy nienaturalne.

Kiedy zajadasz się lodami, nie uzyskujesz poczucia sytości. Na­wet gorzej: wciąż masz ochotę na więcej lodów. To nie jest po­żywienie. Twój umysł jest oszukiwany. Nie jesz po to, aby zaspo­koić potrzeby ciała, lecz by delektować się smakiem. Język staje się decydentem.

Nie powinniśmy mu na to pozwalać, bo nie wie on nic o żo­łądku, nie wie nic o potrzebach ciała. Język ma pewną konkretną pracę do wykonania – oceniać smak pożywienia.
Powinniśmy pozwalać mu oceniać, czy jedzenie będzie smaczne, czy też nie.
Niech pełni właściwą mu funkcję – strażnika – ale nie de­cydenta.

Fragmenty z Osho : Równowaga ciała i umysłu.

Podobne:

Filozofia zdrowia

Jesteś tym co zjesz

Zasady dobrego odżywiania

Zapomniane źródło zdrowia, produkty pszczele

Czy dieta sokowo-warzywna może wyleczyć…raka?

86 Responses leave one →
  1. 2008 lipiec 16

    Miesiąc temu miałem przykrą przygodę, która okazała się w ostateczności błogosławieństwem (w myśl zasady “wszystko układa się doskonale, czy mi się to podoba czy nie”).

    Użyłem maści przeciwbólowej zawierającej ketoprofen, a po dwóch dniach wyszedłem na słońce. Wynikiem tego była potężna reakcja alergiczna, zapalenie skóry, opuchlizna, trudności z oddychaniem…

    Wylądowałem na sterydach.

    Pomyślałem sobie tak: “Wojtas, przed tobą jeszcze przynajmniej 100 lat życia, a twoje ciało jest w tak fatalnym stanie. Albo jest zatrute, albo osłabione. Trzeba coś z tym zrobić.” :)

    Natychmiast zredukowałem dietę i przez pierwszy tydzień prawie w ogóle nie jadłem. Potem przeszedłem na zboża z pełnego przemiału, owoce i warzywa, na mięso zarezerwowałem sobie niedzielę (mam grupę krwi 0, czyli mój organizm jest typu “jaskiniowca-myśliwego”, nie w pełni przystosowany do zbóż, tak więc mięsko się przyda od czasu do czasu). Odstawiłem cukier i przyprawy oraz wszelkiego rodzaju produkty wysokoprzetworzone i używki.

    Po tygodniu czułem się jak młody bóg :D Przybyło mi niesamowitej ilości energii, w ogóle nie czuję braku kawy :) Mogę spać mniej, a i tak wystarcza mi siły na wszystkie obowiązki, a nawet na trening z ciężarami. :)

    Druga sprawa: jedzenie lepiej smakuje. Zmysł smaku przestał być otumaniany cukrem, solą, przyprawami i chemicznymi dodatkami. Nigdy wcześniej nie czułem tak bogatych i intensywnych smaków jak teraz. :)

    Polecam wszystkim, uczucie energii, siły i lekkości to fakt, i to bardzo przyjemny fakt :D

    Ściskam!
    Wojciech :)

  2. 2008 lipiec 17

    Nieprawda, że człowiek jest przystosowany do diety roślinnej — to manipulacja. Podobnie jak z tą długością jelit: podaje się ich długość… ale bez przeliczenia na rozmiar ciała.
    Człowiek nie jest roślinożercą. Nie wyżywi się trawą. Człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym — jego organizm potrzebuje diety mieszanej: roślin, mięsa, orzechów, itd.
    Oczywiście, może w imię zasad z mięsa zrezygnować (choć prawdopodobnie nie każdy i nie zawsze), ograniczyć nawet powinien. Ale gadanie o roślinożerności człowieka jest albo manipulacją, albo powtarzaną bezmyślnie bzdurą.
    Pozdrawiam wszystkich, którzy potrafią zostać wegetarianinami bez zakłamywania/zaklinania rzeczywistości. };>
    A co do alergii — żadnych maści i kosmetyków (oraz większości doustnych leków) nie powinno się wystawiać na słońce.

  3. 2008 lipiec 17

    Zgodnie z moją wiedzą na początku wystartowaliśmy jako wegetarianie, w czasach gdy byliśmy jeszcze bliżsi małpom, natomiast z upływem wieków, rozwojem jako rasy – poszerzyliśmy swoją dietę. Wyszło to wyszło z korzyścią, bo zmieniały się warunki klimatyczne, jak i zaczynała ekspansja w różne, subarktyczne rejony, gdzie roślinność była uboga i dostępna tylko w określonych porach roku. Naturalne więc było że człowiek szukał innych źródeł żywności, i jego oranizm zaczął się do tego przystosowywać. Wciąż nie jest to jeszcze 100% mięsożerności, ale na pewno zgodzę się że na tyle dobrze jesteśmy przystosowani do jedzenia mięsa, że możemy je jeść bez (krótkofalowych przynajmniej) problemów.

    Fakt jednak faktem że np. ryby znacznie lepiej trawimy niż – zwłaszcza czerwone – mięso zwierząt lądowych. Widocznie na rybnej diecie byliśmy dłużej ;) Mięso jest cięższe do trawienia niż pokarm roślinny i zwykle, w razie jakichkolwiek problemów z wątroba, trzustką, nerkami etc- lekarze odradzają spożywanie go w dużych ilościach. Generalnie bardziej obciąża organizm, aczkolwiek też daje dużą porcję surowej energii. ;)

    Decyzja czy być mięso czy roślinożercą powinna być indywidualna i nie ma sensu nikomu na siłę imputować stylu życia.
    Samemu widzimy i czujemy jak działają na nas pokarmy, przynajmniej te osoby które mają minimum świadomości ciała.
    Najgorzej jeśli coś nam smakuje, ale czujemy się po tym kiepsko, ociężali. Wtedy rzeczywiście działamy niezgodnie z naszym ciałem, w sensie “długofalowym”.

    Z relacji znajomych zajmujących się rozwojem osobistym i duchowym, wiem że zmiana diety na wegetariańską pomogła im fizycznie a czasem przynajmniej poprawiła nastawienie psychiczne.

    Jednak ….dodam od siebie, niełatwo być wegetarianinem w Polsce. Przynajmniej ja sobie przyciągam takie doświadczenia ;) Mniejszy, skromniejszy wybór potraw, zwykle dość jednostajnych – to problem większości nie-wegetanianskich restauracji. Wege jednak wymaga sporo samozaparcia i szukania uzupełniających pokarmów na własną rękę w różnych dziwnych sklepach…nie zawsze i nie wszędzie istniejących.

    Pozdrawiam!
    Zenforest

  4. 2008 lipiec 17

    Tak, teraz już wiem o tym, że nie wolno się opalać po lekach. Też przeczytałem ten artykuł ;) ;)

    http://wyborcza.pl/1,75476,5458966,Slonce_i_leki_czyli_niebezpieczne_zwiazki.html?skad=rss

    A co do diety, istnieje tak naprawdę jedna: jedz świadomie i zwracaj uwagę, czy pokarm podnosi Twój poziom energii, czy go obniża :)

    W moim przypadku okazało się, że umiarkowana głodówka i dieta prawie wegetariańska to jest to :)

  5. 2008 grudzień 24
    Elvaan permalink

    Ja nie jem mięsa z powodu swojego współczucia, jest to dość ciekawe zagadnienie, że zazwyczaj bardziej współczuję zwierzętom niż ludziom;) A miarka się przebrała gdy dwie gęsi, które praktycznie chowałem od pisklęcia u babci, zostały przerobione na mrożonki, potem obejrzałem parę filmów dokumentalnych o warunkach w jakich zwierzętom hodowlanym przychodzi żyć i umierać w imię talerza i skrzyżowanych sztućców “jeśli mój wybór uratuje życie jednemu zwierzęciu w ciągu roku – podejmę go, jeśli zainspiruje innych do podjęcia świadomego wyboru, tym bardziej warto” pomyślałem. Także taki był powód, teraz nie wracam do mięsa bo organizm się buntuje po czymkolwiek mięsnym (trzy dni mi się pizzą z salami odbijało jak zjadłem jeden kawałek).

  6. 2008 grudzień 24

    Tak bywa, u wegetarian obniża się poziom kwasów żołądkowych, bo po prostu nie ma na nie takiej potrzeby. Gdy się zje coś tłustszego, może pojawić się uczucie ciężkości.

  7. 2008 grudzień 24
    trueneutral permalink

    A teraz ja się wtrące. Człowiek jest wszystkożerny. To chyba jasne. Z tym, że są pewne ale. Na początku nasi przodkowie żyli w klimacie przypominającym, hm, Grenlandię? Północ Kanady? Znaczy się zmrożona ziemia, kiepsko nadająca się pod uprawy. I co się jadło? Otóż mięso przysłowiowego mamuta. Z roślin to może były jakieś porosty, mchy, ale to już tylko moja spekulacja. Dążę do tego, że nie jedząc mięsa niejako nagujemy to, kim jesteśmy. Gdyby człowiek miał być roślinożerny li tylko, to miałby więcej żołąków. Miałby też enzymy/bakterie, które umożliwiają trawienie celulozy. Nie miałby kłów (z resztą wszystkie zęby są przystosowane do cięcia i zrozdrabniania mięsa) . Oczywiście wegetarianizm to bardzo ładna idea, można powiedzieć, że to nowy etap ewolucji, można.
    Ja nie jadłem mięsa przez około rok, wiem, to niezbyt długi staż. Mimo to nie czułem jakiejś specjalnej różnicy.
    Ja to widzę tak, że skoro wszystko to energia, a wszyscy jesteśmy jednością, to nie ma znaczenia co się je. Powinno jeść się to, co nam smakuje. Swoją drogą rośliny też żyją. :) Jedząc je pozbawiacie je życia, fakt, że w inym wymiarze, ale to też bez znaczenia. Tak czy inaczej, jedząc cokolwiek, można być wdzięcznym temu, czemu zabrało się życie. Bez różnicy, czy jest to roślina czy zwierze. I jest jeszcze jeden aspekt co do wegetarian. Nie wszyscy, ale spora część z nich, z powodu tego, że nie je mięsa, trzyma swoją dupę tak wysoko, że sami jej nie widzą. Osiągneli takie szczyty, że dostali prawo do oceny innych, najczęściej za pomocą “burzy z piorunami” . Traf na takiego, to strąci Cię w czeluście piekielne, albo i głębiej. Jeśli to mo być ten wzrost duchowy, to ja wracam do grzesznego życia i jem mięso.

  8. 2008 grudzień 24

    In nomine Patris et fili et spiriti sancti.

    Nic dodac nic ujac.

    Jak w Polsce na “prowincji” mozna byc wegetarianinem ?
    Moglby ktos sie zglosic i powiedziec jak to robi bo jestem bardzo ciekawy.

  9. 2008 grudzień 24

    trueneutral
    “Nie wszyscy, ale spora część z nich, z powodu tego, że nie je mięsa, trzyma swoją dupę tak wysoko, że sami jej nie widzą. Osiągneli takie szczyty, że dostali prawo do oceny innych, najczęściej za pomocą “burzy z piorunami” . Traf na takiego, to strąci Cię w czeluście piekielne, albo i głębiej. Jeśli to mo być ten wzrost duchowy, to ja wracam do grzesznego życia i jem mięso.”

    Ojej jaka przemowa :)
    Czyżbyś na własnej skórze doświadczył zachowania takich wege-neofitów?

    “Gdyby człowiek miał być roślinożerny li tylko, to miałby więcej żołąków”

    Ostrożnie z tymi dowodami :) Czy króliki mają wiele żołądków?
    Równie wiele przemawia za tym, że może jeść same rośliny i pozostawać zdrowym.
    Chociażby długość jelit, które są nieco zbyt długie w stosunku (proporcjonalnie) do długości jelit kota czy psa. Na ostatnich 30% procentach długości, mięso zaczyna lekko gnić, uwalniając toksyny. Dlatego wegetarianie znacznie rzadziej zapadają na raka jelit.

    Aczkolwiek ….kłócić się nie będę z tym, że mięso, przynajmniej ryb, może być przydatne.
    Chyba droga środka jest najsłuszniejsza,bo…
    Niedawno czytałam że najdłużej żyjący ludzie na świecie (pewna grupa ludzi z wyspy Hokkaido, z Tybetu i z rejonu Andyjskiego ) odzywają się :
    - ryby i warzywa (w ogóle bez mleka i innych produktów mięsnych) (ludzie z Hokkaido)
    - masa warzyw, korzonków, orzechów i bardzo niewielkie ilości mięsa = pozostałe dwie grupy.

    Czyli może jednak , jak ze wszystkim w życiu – UMIAR jest kluczem :) ?

    “Jak w Polsce na “prowincji” mozna byc wegetarianinem ?
    Moglby ktos sie zglosic i powiedziec jak to robi bo jestem bardzo ciekawy.”

    Ja znam takie osoby. Ale w Polsce też sporo się zmieniło i wielkie markety są naprawdę gęsto rozsiane. Poza tym mrożonki, fasole, orzechy i inne drobiazgi można kupić w każdym sklepie spożywczym.

  10. 2008 grudzień 24
    Zind permalink

    Mój kuzyn jest wielkim miłośnikiem wieprzowiny. Świnka pod każdą postacią. I naprawdę zaczął przypomnać wieprza. :) Nawet twarz mu się zrobiła bardziej różowa, spasiona.

    To co jesz tym się stajesz? :)

  11. 2008 grudzień 24
    trueneutral permalink

    Zind
    czyli jedząc warzywa stanę się warzywem? :)
    Zenforest
    co do raka jelita grubego to prawda, ale nie bierzesz pod uwagę tego, że ryzyko zwiększa nie jedzenie mięsa, tylko jedzenie go za dużo. To, plus mała ilość błonnika (średnio w Polsce 8g , w krajach o małej zapadalności na choroby jelit, w tym raka jelita grubego spożywa się minimum 45g dziennie) .
    A najlepsze są otręby pszenne. :)
    Dalej… owszem, miałem przyjemność spotkać takich neofasz… znaczy wegetarian. I to naraz całą grupą. To było dopiero doświadczenie. Miałem przyjemność siedzieć kilka godzin w ich towarzystwie. Się nasłuchałem. Miesożerców to najlepiej zagazować (akurat wtedy nie jadłem mięsa) . W ogóle to jedzący mięso są głupi, bo jedza mięso. (ten temat został bardzo szeroko rozwinięty) . Generalnie wyszło na to, że oni są cudowni, wspaniali, tacy doświadczeni, itd. a cała reszta to ciemnogórd. Jak się mnie spytali, czy jem mięso, powiedziałem, zgodnie z prawdą, że nie (od mniej więcej pół roku nie jadłem) . I co? Po pierwsze dowiedziałęm się, że to jeszcze za krótko, żebym mógł o sobie mówić jako oświeconym, a dwa, że próbowano mi udowodnić, że spożywam mięso, ale o tym nie wiem (tak, zaczęli od osławionych pączków) . Na koniec dowiedziałem się, że ich pogląd to jedyna słuszna droga do zdobycia wyższej jaźni, czy czegośtam takiego. Że nie wspomnę o jakimś tam warzywnym bogu, wcieleniu znowu kogośtam, który zrobił ble ble ble , nie pamiętam dokładnie tego, o czym mówili, chyba miałem wtedy za ciasne horyzonty. Aha, na pożegnanie oświadczono mi, że skoro zaprzestałem jedzenia mięsa w wieku 22 lat, to nigdy nie osiągnę stanu koleżanki (tu wskazali na panienkę, która siedziała obok) , bo ona nie je mięsa od kiedy skończyła 11 lat (a miała z 15 – 16) . Powiedziałem tylko, że wiem o tym i poszedłem sobie. :)

  12. 2008 grudzień 24
    Zind permalink

    true, nie przeżywaj, oblej ich z góry na dół, ciepłą strugą. Niech każdy robi jak chce.

    A tak generalnie – chcecie ludzie jeść mięso, jedzcie, nie chcecie, nie jedzcie, ale nie trujmy innym d. że jeden pogląd słuszniejszy niż drugi.
    Mi się to kojarzy z jałową dyskusją masło kontra margaryna!

  13. 2008 grudzień 24
    Elvaan permalink

    “Ja to widzę tak, że skoro wszystko to energia, a wszyscy jesteśmy jednością, to nie ma znaczenia co się je. Powinno jeść się to, co nam smakuje.”
    Słyszałem ciekawe słowa “jeśli każdy człowiek miałby zabić zwierzę które chce zjeść, to większość z nas zostałaby wegeterianinami”, ja nie mam kaca moralnego po wyrwaniu i pokrojeniu marchwi, a ty miałbyś po ucięciu głowy kurczakowi?

    “Swoją drogą rośliny też żyją. :) Jedząc je pozbawiacie je życia, fakt, że w inym wymiarze, ale to też bez znaczenia. Tak czy inaczej, jedząc cokolwiek, można być wdzięcznym temu, czemu zabrało się życie. Bez różnicy, czy jest to roślina czy zwierze.”
    Typowe dla “mięsojadów” – “rośliny też żyją”, odpowiedź j.w. z tym że spora część gatunków sama dąży do bycia zjedzonymi – np. jabłka, zjedzone nasiona są wydalane w prywatnej kupce nawozu:)

    “I jest jeszcze jeden aspekt co do wegetarian. Nie wszyscy, ale spora część z nich, z powodu tego, że nie je mięsa, trzyma swoją dupę tak wysoko, że sami jej nie widzą. Osiągneli takie szczyty, że dostali prawo do oceny innych, najczęściej za pomocą “burzy z piorunami” . Traf na takiego, to strąci Cię w czeluście piekielne, albo i głębiej. Jeśli to mo być ten wzrost duchowy, to ja wracam do grzesznego życia i jem mięso.”
    Przykro mi że spotkałeś ludzi którzy z ideologii robią religię (w imię ojca selera, syna kapusty i ducha ogórkowego?) i są “weggie” na pokaz. W każdym razie, wściekasz się na ludzi oceniających, a sam oceniasz. Ja podtrzymuję co powiedziałem – jedz mięso, ale miej świadomość jak ono trafiło na stół, inaczej stajesz się ignorantem.

  14. 2008 grudzień 25
    trueneutral permalink

    Elvaan, im dłużej jestem na blogu, tym częściej dochodzę do prostych wniosków. To znaczy, że najlepiej być totalnym ignorantem, ba, nawet być upartym w swojej głupocie pustomózgiem, byle być z tym szczęśliwym i zadowolonym z siebie. :)
    Twoją odpowiedź mogę skwitować podobnie jak Ty moją – typowe dla roślinożerców. Wylatujesz z kacem moralnym. Cała tak pojęta moralność staje się kłodą, która ciągnie na dno stawu. Wszystko jest jednością. Energią. Nie da się zabić energii. Jednak gdy dodasz do tego ładną cenzurkę, kilka garści poglądów, szczyptę osądów, opakujesz w kolorowy papier to rzeczywiście może z tego wyjść niezłe wytłumaczenie wspaniałej ideologii.
    Wściekam się i oceniam… niech i tak będzie! Może niech napisze tutaj ktoś, komu się to nie zdarza.
    Widzisz Elvaan, możemy sobie pisać o wyższych prawdach i tego typu rzeczach, ale każdy z nas żyje otoczony przez ludzi, którzy albo jeszcze się tym nie zainteresowali albo mają to gdzieś. I zachowując się wobec nich w sposób – zero gniewu, zero oceny – powodujemy tylko tyle, że tacy ludzie czują się gorsi. A idzie to w drugą stronę, Twoje podłechtane ego mówi Ci do ucha “zobacz jak wysoko wzrosłeś! Ci zwykli ludzie to są takimi ignorantami!” . I co się dzieje? Czujesz się z tym dobrze, choć możesz tego nie widzieć. Dlatego mówię, lepiej pownerwiaj się czasem trochę. Bądź człowiekiem. Daj się ponieść złości, choć nie pozwalaj jej przejąć kontroli. Uwolnij uczucia, a nie gnieć w sobie tych “złych” . Jak ktoś Cię wnerwi to nie nadstawiaj policzka, tylko strzel mu w ryja. :) (mam fajną historię o tych”policzkach” – może kiedyś przytoczę. )
    A tereaz… dałem się ponieść lekkiemu zdenerwowaniu i juz mam efekt, czuję się świetnie! :)
    Pozdrawiam.

  15. 2008 grudzień 25
    terraustralis permalink

    True, Zind
    Jest u was po polnocy, pelnia swiat, “normalniacy” poszli na rauszu na pasterke, potem weszli pod swoje cieple pierzynki i wydali oddech+lekki usmiech i mruczando=alles gut. A Wam ludzie chce sie pisac i podniecac bo ktos Was troche podpuszcza.
    Ja jakbym byl bardzo glodny i po podworku biegal kurczak to “niestety” ale musialbym sie przestawic na inna wrazliwosc – zlapac go i obciac mu leb na pienku. Rzeczywiscie wyglada to troche makabrycznie bo taki kurczak lata potem po podworku bez lba (glowy) trzepocac niesamowicie skrzydlami (jaki to odruch?) pryskajac krwia tu i owdzie. Kiedys robil to moj ojciec. Wiec niedaleko jablko od jabloni. Najgorsze jest zabijanie krowy siekiera (widzialem u sasiada jak bylem chlopcem). Tego to juz nie moglbym zrobic. Jak byl to byk i sasiadowi nie “wyszlo” i sie bal tego byka to wzywal po pomoc Milicje aby uzyla broni (moze to tajemnica panstwowa :( ((

  16. 2008 grudzień 25
    Zind permalink

    trueneutral!
    No ja cie chłopie nie poznaję!
    Zawsze taki.. neutralny, refleksyjny, a dziś? zero poprawnego wnioskowania!

    Odkąd ja jestem na tym blogu, to przekonuję się (w przeciwieństwie do twojego mizernego wniosku, że warto raczej być totalnym ignorantem) że im wyższa świadomość, tym więcej zrozumienia i odpuszczenia dla tego typu zachowań jak zaprezentowała grupa weggies którą spotkałeś.
    Ale nie ślepego i głupiego odpuszczenia, na powierzchni, za którym naprawdę stoi ściśnięta dupa i wstrzymany oddech, czyli to co pokazałeś wychodząc z tego spotkania z podkulonym ogonem.
    Jeśli tak się zachowałeś wtedy, nic dziwnego, że do dziś drzazga w tobie tkwi.
    I stąd cała czereda mylnych wniosków, bo ściśnięta dupa wciąż zasłania te właściwe.

    Życie jest lekcją, jeśli jeszcze, z całą twoją wiedzą, nie doszedłeś do właściwych wniosków płynących z tego spotkania to może pora na małe resume, nie sądzisz?
    A zamiast pisać pogardliwie o głupich ignorantach oraz tym jak to ty *terapeutycznie-ale-świadomie* się wkurzasz, zobacz co naprawdę cie gryzie do dziś i czego zdecydowanie *nie* uzdrowiłeś z tamtego spotkania.
    Naprawdę to cię wtedy kopnęło w Ego i kompleksy – i to porządnie, a teraz dorabiasz do tego filozofię.

    Dam ci małą podpowiedź:
    1. Byłeś mięsożercą. Podjąłeś wewn. decyzję by to zmienić, bo….[tu wpisz sobie dowolną potrzebę lub kompleks]
    2. Stałeś sie weggie (tak, celowo używam tego słowa), i poczułeś się [na wierzchu] lepiej.
    3.Spotkałeś ludzi, których postawa pokazała ci dokładnie to dlaczego podjąłeś decyzję by stać się wegetarianinem[wiesz już jakie?]
    4. Ci ludzie zrobili ci przysługe zachowując się tak jak się zachowali bo obnażyli w tobie to zakłamanie, w którym ty sam żyłeś.
    Tylko zderzając się z czymś nieprzyjemnym w innych, zarazem mając tą samą nieprzyjemność w sobie – mogłeś tak zareagować.
    Gdyby nie było w tobie tego samego co w w tych weggies to by ci nawet powieka nie drgneła!
    Nie widzisz tego?
    Poruszyli w tobie wrażliwe miejsce!
    Po kim zatem teraz jedziesz? Po nich? Czy siebie?

    5. Teraz – Przestałeś być wegetarianinem, bo może udało ci się na tle w temat wniknąć w temat, że nie chcesz być aż tak zakłamany jak oni, ale to nie znaczy że to zakłamanie nie zeszło teraz na nieco niższy, subtelniejszy poziom.

    Wyciągnij z tej lekcji wnioski.
    Ale nie twórz nowej lekcji. A to właśnie dziś zrobiłeś.

    Teraz możesz napisać mi całe te bzdety o tym, że to ja mam problem i w ogóle, zjechać mnie, ale może gdzieś tam jednak coś drgnie. I tego ci życzę.
    Bo jeśli wierzysz, że my tworzymy naszą rzeczywistość, to ty mnie sprowokowałeś do napisania tego :D Może tego właśnie chciałeś? :)

  17. 2008 grudzień 25
    terra australis permalink

    Zind
    Ty podszkol sie jeszcze bardziej i chlopie zalapiesz sie na dobra pozycje w Papieskiej Akademii Doktryny Wiary (a moze sie to nazywa troche inaczej). Nie zartuje. Dobry jestes. :) ))

  18. 2008 grudzień 25
    Zind permalink

    @terra australis
    “Nie zartuje. Dobry jestes. :) ))”

    I też zamierzam wsiąść to za dobrą monetę :)

  19. 2008 grudzień 25

    Zind…………
    a ja ci powiem jedno :)
    Twoje komentarze naprawdę by sporo zyskały(bo niejednokrotnie są trafne), gdyby były nieco mniej…hmm…ofensywne :) ?
    Myślę, że Trueneutral sporo rozumie i prawidłowo wnioskuje a to co napisał było tylko pewną formą publicznego oczyszczenia się z tego przykrego odczucia jakie wtedy miał ;) You should give him some credit ;)

  20. 2008 grudzień 25
    terra australis permalink

    Zind
    Ja myslalem ze Ty i True to tandem a teraz widze “niuanse” ktore Was dziela.

  21. 2008 grudzień 25
    joanna permalink

    Zenfoest
    Myślę, że czasem jednak lepiej dostać w łeb i oprzytomnieć niż być po nim głaskanym i nadal spać :)

    Zind
    Zgadzam się z Tobą, podoba mi się to co napisałeś o tym by odbierać od życia lekcję a nie tworzyć nową.
    A dopóki, nawet po latach, siedzą w nas emocje, to zdecydowanie sytuacja daleka jest od uzdrowienia. Wznawianie tamtych starych emocji, ponownie, bez świadomej refleksji, to jest dokładnie tworzenie nowej lekcji. A nie uzdrawianie problemu.

  22. 2008 grudzień 25
    terra australis permalink

    Zenforest
    Tez czesto myslalem ze stres jaki maja kurczaki w klatkach ?(bateriach) przechodzi na nas.
    Jak krowy sa zabijane silnym pradem to krowa, ktora jest druga od konca widzi co sie dzieje z ta przed nia i autentycznie leca jej lzy.
    Ale jak sie je to mieso to sie nie mysli o tym.

  23. 2008 grudzień 25
    terra australis permalink

    Kiedys widzialem smieszny film (komedia, moze czeski) Dwaj niezaradni faceci trafili do pracy w rzezni, ciagle musieli rozcinac swinie na dwie duze polacie, ktore przesuwali na chakach. Pewnego dnia cos w nich peklo, ne wytrzymali. Smieszny byl moment jak wypuscili te wszystkie swinie na wolnosc. :) )

  24. 2008 grudzień 25

    Tym co teraz napisze na pewno narażę się wszystkim mięsożercom, ale…hm. Trudno :)

    Jednym z powodów dla których przestałam jeść mięso, było to że :
    - łatwiej było mi medytować, będąc po posiłku roślinnym, niż zwierzęcym.
    - czułam się lżej, szybciej przepracowywałam problemy, szybciej pozbywałam się ciążących mi emocji.
    Efekt ten był bardzo subtelny. Zapewne niewiele osób go zaobserwowało :)

    Poza tym moje zdolności do widzenia aury i wyczuwania energii sprawiły, że czułam energię cierpienia (czy jak to ludzie chcą nazywać “złe wibracje”)która “parowała” z mięsa, a nie była wyczuwalna w przypadku roślin.
    (mimo ulubionego argumentu wielu mięsożerców że “roślinki też czują”)

    Zastanawialiście się kiedyś dlaczego starodawne ludzy składały hołdy różnym Duchom Zwierzecym?
    Indianie amerykańscy, ludy syberyjskie, przed jedzeniem dziękowali bogom za pożywienie, prosili “ducha” zwierzęcia o wybaczenie.
    Jedzenie było aktem SAKRALNYM, “uświęcającym” niejako energię zawartą w pożywieniu.

    Zresztą…co tu porównywać…niegdysiejsze jelonki, które hasały na wolności,w pięknych, zielonych lasach, całe życie cieszyły się swoboda i miały tylko końcowy moment życia nasączony cierpieniem.
    Mięso z dzikiego zwierzęcia ma do tej pory o wiele lepsze “wibracje” niż z hodowanego na rzeź cielaka, który życie spędza przywiązany do 30cm łańcucha i otrzymuje antybiotyki,bo osłabiony z braku ruchu organizm się nie broni przed chorobami. (ten sam przykład z kurczakami).

    Nawet chrześcijanie przejęli część archaicznej tradycji, nad pożywieniem modlono się, aby chociaż energią modlitwy podnieść wibracje jedzonej żywności.

    Intuicyjnie odczuwano, że jedzenie zwierzaka który umiera w udręce, cierpieniu i strachu może nie być najlepszym pomysłem. Wiec podejmowano rozmaite próby oczyszczania tej energii.
    —————
    Ok, rozumiem wszystkie argumenty osób które mówią że jak do tej pory jedzenie mięsa jest najlepszy sposobem do utrzymania temperatury…

    Zgadzam się, że większość z nas ma zakodowane takie przekonanie (niektórzy nawet uważają że to udowodnione naukowo i zaraz pewnie wysłucham na ten temat dowodów :) ), ale ja znam wegetarian którzy mają tak głeboko zakodowane przekonanie że pokarm roślinny jest 100% wystarczający, że jest im zawsze ciepło i czują się pełni energii :)
    Za chwilę nawet będę miała wizytę takiej wegetarianki :)

    Generalnie, przyznaję – że trudno o łatwiejszy energetycznie sposób na utrzymanie ciepła i siły na co dzień. Tak mamy zakodowane.

    Co nie znaczy że należy się tym mięsem zapychać bez przytomności :)

    Można próbować podnieść jego jakość, dobierając źródło z którego kupujemy mięso, pięknie je przyrządzając (każdy akt wymagający skupienia, to również akt który sprawia że nasza energia przechodzi w to co tworzymy) aby dostarczyć mu nowej energii, oczyścić starą…etc.

    Osobiście nie znam osób które zajadając się na co dzień kotletami wieprzowymi i sa naprawdę bardzo świadome i oczyszczone ze szkodliwych wzorców…
    Ale może to mój problem i nie patrzę dostatecznie uważnie :) ?
    A z pewnością nie każdy musi coś z problemem tym robić…:)

    Pozdrawiam :)
    i – mięsożercy no offence :)

  25. 2008 grudzień 25
    Zind permalink

    @Zenforest
    A Twoje komentarze zapewne sporo by zyskały, gdyby były nieco mniej …defensywne :) ?

  26. 2008 grudzień 25
    Bogdan Piątek permalink

    Każdy sam decyduje o swoim menu.Jak śpiewa Lech Janerka”Wesołych świąt,od krwi zaś czystych rąk,życzy karp”.

  27. 2008 grudzień 25
    trueneutral permalink

    1. Śmiech, od tego muszę zacząć.
    2. Powinienem przeprosić, ale za ładnie się to rozwinęło. :) Pytacie o co chodzi? No więc, tego… całą scenkę sobie wymyśliłem. To z wegetarianami.
    3. Miałem poprzestać na powyższym, ale z okazji świąt dodałem nieco gniewu i skrzywdzonych oczekiwań, które pojawiły się w opowiastce. :) I dostałem taką piękną analizę.
    4. Pewnie zaraz dostane za to po głowie, ale cóż, stało się.
    5. Mimo to sądzę, że niektóre wnioski przez Was przytoczone są całkiem dobre, więc cała ta zabawa miała “większy” sens, więc nie bijcie mnie za mocno, co?
    6. Pozdrawiam. :)

  28. 2008 grudzień 25
    Elvaan permalink

    Czasami mam wrażenie że ten blog chcąc nie chcąc zamienia się w forum… dziwne…;)

    true (jeszcze cię pomęczę;)
    “Widzisz Elvaan, możemy sobie pisać o wyższych prawdach i tego typu rzeczach, ale każdy z nas żyje otoczony przez ludzi, którzy albo jeszcze się tym nie zainteresowali albo mają to gdzieś. I zachowując się wobec nich w sposób – zero gniewu, zero oceny – powodujemy tylko tyle, że tacy ludzie czują się gorsi.”
    Nie gniewając się na ludzi o innym światopoglądzie ani nie oceniając ich jest równe akceptacji, nie widzę powodów by czuli się gorsi…
    albo coś przeoczyłem/nie zrozumiałem?

    “A idzie to w drugą stronę, Twoje podłechtane ego mówi Ci do ucha “zobacz jak wysoko wzrosłeś! Ci zwykli ludzie to są takimi ignorantami!””
    hmm… nie potwierdzam, nie zaprzeczam:P nie czuję się lepszy od kogoś, bo nie jem mięsa, jedyna moja przewaga tkwi w świadomości jak ono trafia na stół, a po tym filmie (ktoś już go zamieszczał a blogu) – http://video.google.com/videoplay?docid=-7105458742770657802 zastanawiam się czy jest to przewagą czy traumą…

    “Dlatego mówię, lepiej pownerwiaj się czasem trochę. Bądź człowiekiem. Daj się ponieść złości, choć nie pozwalaj jej przejąć kontroli. Uwolnij uczucia, a nie gnieć w sobie tych “złych” . Jak ktoś Cię wnerwi to nie nadstawiaj policzka, tylko strzel mu w ryja”
    Mógłbym tak zrobić, ale wtedy praktycznie napi***alałbym większość znanych mi osób, prawdopodobnie tylko po to by zostać nadziany na pal w akcie zbiorowej zemsty;) Z resztą jestem flegmatykiem – czego nie zaakceptuję od razu to oleję, jeśli nie od razu, to z czasem.

  29. 2008 grudzień 25
    Katalina permalink

    z tego co wiem to marchewka (i każda roślina), chociaż jest formą życia niema mózgu ani układu nerwowego, chyba nie cierpi tak jak zwierze…

  30. 2008 grudzień 25
    Katalina permalink

    to tak z naukowego pkt widzenia..;)

  31. 2008 grudzień 25
    Zind permalink

    @trueneutral

    Wiesz, sądzę, zwłaszcza po tym co napisałeś, że to Ty wciąż masz problem. A nie my.

  32. 2008 grudzień 25
    trueneutral permalink

    Ehh… tak Zind, mam problem. Masz może jakiś pomysł jak go rozwiązać?

  33. 2008 grudzień 25

    trueneutral, Zind, proponuję schować mieczyki na dziś :)

  34. 2008 grudzień 25
    joanna permalink

    trueneutral
    Naprawdę nie wiem co chciałeś tym udowodnić. Coś nam uzmysłowić?
    Pamiętaj jednak, że kijek ma zawsze dwa końce.
    Ty także w ten sposób coś o sobie powiedziałeś.

    Ciekawa jestem tylko czy wszyscy mamy te same wnioski . Zapewne każdy uważa, że to druga strona ma problem :)

  35. 2008 grudzień 25
    trueneutral permalink

    Dobra, napiszę jeszcze raz.
    Pierwsza kwestia. Nie mam nic do wegetarian. Nie mam nic do mięsożerców. Moim zdaniem jest to bez znaczenia. Poza tym, sam mam zamiar za jakiś czas przestać jadać mięso. Na jakiś czas. Fin.
    Druga sprawa. To co pisałem, było wymyślone. Rozumiecie? Faktem jest to, że spotkałem nieco dziwacznych wegetarian, ale nie sądzę, żeby to było związene z ich dietą. Resztę historii zmyśliłem, jeśli spytacie dlaczego, to odpowiem w prosty sposób. Bo to mnie bawi. Czasem tak robię, tylko po to, żeby nieco namieszać. Poruszyć, wstrząsnąć. Nazwijcie to jak chcecie. Fakt, że później się do tego przyznaję zapewne działa na moją niekorzyść, bo najczęściej ludzie się po tym denerwują. Jdnak i to, w moim mniemaniu, jest w gruncie rzeczy korzystne. Może tego nie widać na początku, może nawet nie widać tego później ( ! ) , ale ja widzę w tym sens. Jeśli ktoś nie widzi, niech uzna mnie za dziwaka czy kogo tam chce.
    Jeszcze jakieś pytania? Załatwmy to od razu.

  36. 2008 grudzień 25
    Damian permalink

    True świetnie że prowokujesz, wychodzą na wierzch dzięki temu różne koncepcje, a to pozwala na wymiane poglądów . Imho

  37. 2008 grudzień 25

    trueneutral
    Ja nie mam problemu z tym, że wkręcasz innych ;) Masz swoje motywy, nie ważne jakie. To nie jest mój problem, prawda :) ?

    To problem tych, którzy przywiązują się do jednej wersji rzeczywistości i przeszkadza im dynamiczna zmiana scenerii :D

    Niemniej….ja uważam że nic się nie dzieje bez powodu. Warto zwrócić uwagę, że w każdej bajce jest jakaś nuta prawdy i jak by się nie było przekonanym, że to co robimy ma czyste dno, lepiej na wszelki wypadek tam… zerknąć :)

  38. 2008 grudzień 25
    trueneutral permalink

    Wiem, Zen, robię to też z tego powodu, żeby przyjrzeć się swoim motywom. Jednak ja zwykle mam włączoną autoobserwację, wiec nie wspominam o tym, bo to w pewnym sensie stało się naturalne. :)
    Damian, cóż mogę rzec? Robię tylko to, co wydaje mi się dobrym pomysłem. :)

  39. 2008 grudzień 26
    filip permalink

    Kiedy akceptujemy to co robią inni i nie oburzamy się ani nie osadzamy, tworzy się w nas więcej przestrzeni…to my finalnie zyskujemy. Wolność.

    Pisze to zarówno wobec pierwszego tematu dyskusji (mięsożercy kontra wege) jak i jej końcówki.

  40. 2008 grudzień 26
    Zind permalink

    @trueneutral
    Podziwiam Twoją umiejętność spadania na cztery łapy ;) Aczkolwiek to co piszesz jest trochę naciągane. Tak mi powiało DDA (zamieszać, bo jak jest za spokojnie to nuda).

    Ale ok, nie wnikam, odpuszczam bo Zenforest mnie tu zmoderuje za chwilę :)

    Pozdrawiam wszystkich mięsożerców (wśród których i ja jestem, aczkolwiek tylko białe) i roślinożerców, oczywista :)

  41. 2008 grudzień 26
    trueneutral permalink

    Zind, ciekawa sprawa, ale wszyscy mi te 4 łapy wypominają. :) Czyżbym był jakimś kotem wcielenie wcześniej?
    Co to DDA to tak do końca nie rozumiem, ale brzmi nieźle. :) (aczkolwiek definicja z nawiasu całkiem mi się podoba)
    Oj tam, nie bój się Zenforest, to że to jej blog jest nie zmienia faktu, że Ona (piszę z dużej, tak tak) jest bardzo wyrozumiała, możesz sobie pozwolić na komentarz… :)

  42. 2008 grudzień 26

    O, gosz, ale zostałam wyróżniona ;)

  43. 2008 grudzień 26
    terra australis permalink

    trueneutral
    Ze swoja wrazliwoscia nie nadajesz sie do wojska. Mowie to pod katem moich doswiadczen.
    Chyba, ze wojsko zmienilo sie tak bardzo aby akceptowac “czujacych inaczej” ale watpie aby to sie stalo. Chyba ze trafisz na jakas ciepla posadke.
    Ludzie ale dajecie tu czadu i to o tak poznych porach.” Nadwrazliwcy w dzialaniu.”
    Znowu jade nad ocean to pomedytuje. Zazdroscie mi. O kurcze dlaczego “mi” jest takie same jak angielskie. ??
    True
    Jak masz wizje w medytacji to uwazaj. Twoj mozg zaczyna produkowac narkotyki. Ciekawe co moze to LSD.

  44. 2008 grudzień 26
    trueneutral permalink

    Terra
    Bardzo to miło, że tak dbasz o rozwój mojej kariery. Zapewniam Cię jednak, że sam sobie potrafię z tym poradzić. :) Nie masz się o co martwić.
    Co do wizji… skoro mozna po tym mieć odloty, to tym bardziej mnie to zachęca. Zawsze chciałem mieć jakieś halucynacje. Przekonałeś mnie!
    Katalina
    Z niejakim opóźnieniem piszę, ale miałem już tematu nie poruszać, jednak ta Twoja marchewka nie daje mi spokoju. :) Oczywiście masz całkowitą rację, marchewka nie ma mózgu ani układu nerwowego. Ale czy zaprzeczysz, że żyje? Pójdzmy dalej. W naszym, umysłowo – intelektualnym postrzeganiu bólu, to rzeczywiście marchewka nie ma się co wypowiadać. Dlatego zapewne jesteśmy w stanie zrozumieć ból zwierząt, bo są podobne. Ale czy to znaczy, że taka marchewka nie ma prawa sobie rosnąć w spokoju? Pytam, na razie idąc po drodze naukowej, skoro jednokomórkowce potrafią uciekać od bodźca nieprzyjemnego, jak np. amoniak, to czy marchewka, zbudowana z wielu komórek, ba, nawet tkanek (co do układów to można się spierać) nie czuje bólu? Oczywiście, nie jest to ból związany z przekaźnictwem nerwowym. Idąc w stronę bardziej eteryczną, to zapewne marchewka posiada jakąś swoja energię, a ta oto energia ma jakieś swoje wyobrażenie o “marchewkowatości” swojej formy. Zjadając marchewkę odbieramy prawo “marchewkowej” świadomości do rozwoju. Usprawiedliwienie jest takie, że zwierzęta są do nas bardziej podobne, więc rośliny można jeść, bo są mniej podobne. Co prawda nie mam pojęcia, czy energia marchewek czy steku z kangura niesie za soba lepszą/gorszą energię, ale jakoś mi się wydaje, że energia to energia, więc generalnie jest jedna i się jej nie dzieli w kategoriach dobra/zła. Oczywiście można tu podczepić krótką mowę o reinkarnacji, czy o tym, że są formy wyższe i niższe, ale skoro ja w przyszłym zyciu mogę sie odrodzić jako marchew, to wypraszam sobie zjadanie mnie! Oczywiście można powiedzieć, że rośliny są stworzone do zjadania… no ale w takim razie zwierzęta też. Skoro pies, kot, ba, świnia mogą zajadać się mięsem, to dlaczego nie ludzie? W gruncie rzeczy chodzi i tak tylko o to, żeby przetrwać. Czy to naprawdę aż taka różnica, co się je, rośliny czy mięso, żeby ubierać to w filozofię, szykować sobie bambusowe pałki i iść na potańcówkę powalić po łbach tych drugich?

  45. 2008 grudzień 26
    Zind permalink

    Dżizys, odpuść już, true.

  46. 2008 grudzień 26
    terra australis permalink

    Juz sie czuje lepiej. Ide palaszowac pasztet.
    Niby interesuje sie buddyzmem ale nie najlepiej jest u mnie z etyka ( z natury zawsze lubilem oszukiwac panstwo) to pewnie zreinkarnuje sie jako marchewka wiec marchew bede zawsze oszczedzal. :) )))

  47. 2008 grudzień 26
    terra australis permalink

    True, Zind
    Ale tu fajnie, nareszcie wesolo. :) ))

  48. 2008 grudzień 26
    trueneutral permalink

    W końcu święta, czas dobrego samopoczucia! :)

  49. 2008 grudzień 26
    trueneutral permalink

    A, Zind. Ja po prostu czułem potrzebę odpisania Katalinie. Jakże bym mógł nie odpisać kobiecie. hm? :) Poza tym, przez tą marchewkę spać nie mogłem. :P W tym miejscu zaznaczam jednak, że kończę ten temat.

  50. 2008 grudzień 26
    Zind permalink

    trueneutral
    “W tym miejscu zaznaczam jednak, że kończę ten temat.”

    Uffffffffffff :)

  51. 2008 grudzień 26
    trueneutral permalink

    Nom… :)

  52. 2008 grudzień 27
    terra australis permalink

    TOKYO (AFP) – There are many theories on the links between food and sex, but Japanese researchers have came up with a new finding — young people who skip breakfast tend to lose their virginity earlier.
    In a study of 3,000 people, those who did not regularly eat breakfast when in their early teens said they lost their virginity at an average age of 17.5, versus an overall average of age 19 for all Japanese.
    For those who had a morning meal when they were younger, the average age of having the first sexual experience was 19.4.
    The study, backed by Japan’s health ministry, was aimed at finding ways to curb unwanted pregnancies. It concluded that a stable home life discouraged early sex.
    “Those unhappy with their parents — such as for not preparing breakfast — may tend to find a way to release their frustration by having sex,” said Kunio Kitamura, head of the Japan Family Planning Association who led the research.
    “If children don’t feel comfortable in their family environment, they tend to go out,” he told AFP.
    Additionally, young people who start having sex early tend to miss breakfast because they return home late, he said.
    Japan has one of the world’s lowest birthrates as more young people put off starting families, finding them a burden on their careers or lifestyles
    The survey also found that nearly 40 percent of married couples had not had sex in more than a month.
    Respondents said they were too tired because of work or found sex to be a pain, according to the study.

  53. 2008 grudzień 27
    Indram permalink

    Eee, po co im seks skoro maja hentai mange? ;)
    Ale Japonki sa bardzo fajne, mile i bardzo kobiece, zwlaszcza gdy sa ubrane w yukata (rodzaj kimona) np w onsen (gorace zrodlo). Japonki maja swoje dziwactwa co prawda, jak zamilowanie do rozowego koloru i duperelkowatych ozdobek i maskotek doczepianych do telefonow komorkowych itd, ale coz… poza tym sa bardzo przyjazne i otwarte na spedzanie wspolnego czasu z gaijinami (obcokrajowcami) z ktorymi na przyklad moga doskonalic swoj Engrish…

  54. 2008 grudzień 27
    terra australis permalink

    W tej calej dyskusji o diecie zapomnieliscie jednej rzeczy. A mianowicie wszystko co zyje jest niesamowicie glodne i tylko czycha aby cos zezrec. Jak tylko wychodze do ogrodu to natychmiast atakuja mnie mrowki aby sprawdzic czy to juz moze zwloki. Jak sie jest glodnym (a wiekszosc przyrody jest glodna niesamowicie) to sie nie przebiera w jadlospisie. W czasie wielkiego glodu na Ukrainie ludzie jedli zwloki bo lepiec zjesc martwego(musi byc swiezy) niz umrzec. Jak bylem przejazdem w Rosji 30 lat temu to zauwazylem, ze wiekszosc ludnosci byla wegetarianami. Stali w kolejce i kazdy kupowal glowke kapusty bo nc innego nie bylo.

  55. 2008 grudzień 27
    filip permalink

    miałem okres w mojej karierze życiowej, gdy nie jadłem mięsa, ale dojechali mnie znajomi, którzy traktowali mnie jak wariata. :)
    Tak, tak – byłem słaby i się finalnie ugiąłem. Na dodatek, gdy byłem poza domem, we wszystkich knajpach i barach nie było dosłownie niczego dla wegetarianina poza kurczakiem i schabowym. Rzeczywistość mi nie sprzyjała. :)
    Ale, ale – wyniosłem z tego więcej wyrozumiałości dla wegetarian, przyjmując to jako swego rodzaju życiową lekcję akceptacji i tolerancji.
    Pod światłym hasłem:
    /”nie rób drugiemu co tobie niemilo”/
    zamiast:
    /”skoro mi tak robili, to ja też tak będę robił innym”/ :)

    Aczkolwiek będąc kiedyś w Afryce, nie byłem w stanie przyjąć ani kawałka mięsa, ociekałem potem i rzucałem się tylko na to co zimne, zielone, surowe :) Jak oni tam w ogóle mogą jeść mięso? Chcą się jeszcze do-gotować?

  56. 2008 grudzień 27

    Widzę, że ten temat nigdy nie gaśnie :)
    Ciekawam co tak ludzi porusza w tym, że jeden chce jeść to a drugi tamto….

  57. 2008 grudzień 27
    terra australis permalink

    Mysle, ze to co kto je to nie tylko prosty wybor -wegetarianin lub miesozerny. Jedzenie to o wiele wiecej. To tez kultura. Mamy rozne dania z roznych krajow i do tego odpowiednie wina.
    Jedzenie to tez wyjscie do restauracji.
    Takze kariery zawodowe tez dyktuja pewne jedzenia. Kiedys pracowalem dla kopaln zlota w Australii. Bylo sie dowozonym malym samolotem na 3 tygodnie aby pracowac non-stop i potem wracalo do cywilizacji na tydzien aby pobyc z rodzina. Jedzenie w kopalni bylo w stolowce gdzie podawano krwiste steki nawet na sniadanie. Wiec nie bylo wyboru wtedy aby byc wegetarianem. Teraz sie troche zmienilo.

  58. 2009 styczeń 7
    Katalina permalink

    a ja tam słyszałam o człowieku ktory nie jadl 40 dni, byl wpełni sił! i podobno moglby jeszcze dłuzej wytrzymac!
    jak to wyjasnicie?;p
    ponoc są lepsze żrodla energii niz jedzenie

  59. 2009 styczeń 7
    Basia permalink

    Propagatorką była Jasmuheen, można przeszukac w googlach. Terra chyba pisał w komentarzu, że zrobiono badania i obserwowano jak się zachowa bez jedzenia i skończyło się to fiaskiem.
    W Polsce taką osobą był (pewnie nadal jest ale nie śledzę tego) Joachim Werdin. Chyba nawej na jego stronie jest do pobrania jego ebuk :)

  60. 2009 styczeń 7
    Basia permalink

    Dodam jeszcze iż są teorie ( i pewnie praktyka), że są głodówkami leczy się różne choroby. Jeszcze w latach 80-tych czytałam w fikcjach i faktach (czy ktoś zna takie czasopismo ?? młodzieży ;) ) o tym, że niby mozna nawet wyleczyć raka, było podawane co organizm “zjada” najpierw i w jakich proporcjach.
    Ale z moich obserwacji i relacji lekarzy medycyny chińskiej wiem , że to nie dla każdego.
    Pewnie teraz jest masę publikacji na ten temat.

  61. 2009 styczeń 7
    amrita permalink

    Staram się wybierać pokarmy bezmięsne, ale jeśli już trzeba zjeść mięso to pomodlę się i zjem i wiem, że ma wyższa natura stoi ponad ciałem fizycznym i jest w stanie podnieść niekorzystne wibracje mięsa i je zneutralizować.

    fragment;

    Jezus rzekł do nich:

    Kiedy udacie się w odległe krainy
    i wędrujecie po okolicy,
    i przyjmą was tam,
    jedzcie to, co przed wami postawią
    i uzdrawiajcie chorych pośród nich.
    Albowiem to, co wchodzi w usta wasze nie kala was,
    to zaś, co z ust waszych wychodzi, jest tym właśnie, co was kala.
    ewangelia wg Tomasza

  62. 2009 styczeń 7
    indianaJ. permalink

    Czy naprawdę ludzie jedzą teraz mięso? :)
    Parówki angielskie zawierają 95%wypełniacza i 5% mięsa. A ile jest szynki w szynce, ktoś wie :) ?

  63. 2009 styczeń 7
    amrita permalink

    Najzdrowsze z mięs to jednak ryby. Gdy zmniejszyłem ilość spożywanego mięsa to zacząłem się czuć jak anioł, czuć różne subtelne energie. Smutne myśli spowodowane dawnymi złymi czynami osłabły a przede mną otwiera się teraz nowy widok. Świat zaczyna przybierać coraz więcej kolorów jak w bajce.

  64. 2009 styczeń 7
    Zind permalink

    Po rezygnacji z czerwonego mięsa miałem dość podobnie, choć nie aż tak bajkowo i ezoteryczne :D
    Aktualnie jadam ryby i rzadko kurczak.

    Smutne myśli spowodowane dawnymi złymi czynami osłabły

    Tu się zgodzę, ale powiem ci, że większość ludzi którzy je mięso za nic w świecie, nawet z nożem na gardle nie przyznają, że tak się dzieje. Napiszą ci 101 argumentów, że to bzdura, a mięso musi się jeść!
    Zwykle też i gdy na jakiś czas przestają jeść mięso, a potem do niego wracają – to zapytani mówią:
    “Nic nie czułem, tylko było mi zimno”.
    Znam wiele takich osób i tak jest w 100% przypadków. Sam popytaj i się przekonaj :)

  65. 2009 styczeń 7
    amrita permalink

    Czyli jeśli poprzestanę tylko na rybach od czasu do czasu i rzadko będę jadł resztę rodzajów mięs to wibracje powinny się utrzymać. ?? :)

    To tak jak ja. Podadzą w towarzystwie kurczaka to zjesz :)

  66. 2009 styczeń 7
    trueneutral permalink

    Ja powiem znowu po swojemu. Czerwonym mięsem nie należy się objadać, ale całkowita eliminacja nie wydaje mi się konieczna. Obecnie uważa się, że dieta śródziemnomorska jest najlepszą. W niej spożywa się dużo ryb, owoców morza, ale czerwone mięso też się pojawia. (z tego co pamiętam, to około 100g trzy razy w tygodniu)
    Oczywiście nie chcę tutaj poruszać kwestii duchowych, typu wibracje, kolory, reinkarnacja. Ja wiem tyle, że ludzie mają zęby i jelita przystosowane tak do pokarmu roślinnego jak i mięsa. Wiem też, że na przykład Eskimosi jedzą w zasadzie tylko mięso i tłuszcz, i żyją. Wiem też, że na początku ewolucji człowieka jadł on głównie to, co upolował, bo gospodarka rolna nie istniała, a zbieractwo leśne nie było w stanie wyżywić człowieka.
    Oczywiście mogę się zgodzić, że od kiedy istnieje rolnictwo na większą skalę można poradzić sobie bez mięsa/z białym mięsem/z niewielką ilością mięsa. Być może jest to kolejny krok ewolucyjny, nie wiem, nie pytajcie.
    O ile mogę się w pewnym stopniu zgodzić, że spożywanie zbyt dużych ilości czerwonego mięsa jest niewskazane, to nie jestem pewien, czy jedzenie go w racjonalnych ilościach powoduje problemy duchowe. Hm, chyba w tym temacie wy macie lepsze pojęcie, więc nie wypada mi się kłócić. :)

  67. 2009 styczeń 7

    trueneutral
    Ja myślę, że jak ktoś już jedzie na takim mięsie, to niech sobie na nim jedzie…. :)
    Organizm się dostosował, poziom kwasów w żołądku jest ok. Przecież nie namawiam nikogo na siłę – do rzucenia schabowego, uff! :)

    Sporym szokiem jest przestawienie się z 100% wege na mięso czerwone.
    Pamiętam jak zdarzyło mi się zjeść kawałek mięsa po długiej przerwie. To co się ze mną działo, przechodziło ludzkie pojęcie. :(

    Najpierw, przyśpieszone walenie serca, (90-95 na sekundę, mierzyłam) uczucie senności, ciężkości w żołądku, czasem nudności.
    Potem – nagły, BARDZO znaczny – wzrost poziomu agresji, rozdrażnienie, “gruboskórność”, olewanie tego co myślą i czują inni.
    Trudności w koncentracji, trudności z medytacją.

    Ja jestem bardzo wyczulona na to co czuję, co doświadczam. Praktykuję medytację dnia codziennego. Ale takie zachowanie nie mogło ujść mojej uwadze nawet gdybym nie utrzymywała jakiejś specjalnie podniesionej świadomości.

    Symptomy powoli ustępowały w miarę jak zwiększał się czas od spożycia mięsa.
    Gdbym to przetrzymała i na siłę zmuszała się do jedzenia mięsa, pewno z czasem bym się jakoś wyregulowała…”Stępiła” :)

    Ale… to święte słowa jakie napisał amrita :
    “Smutne myśli spowodowane dawnymi złymi czynami osłabły”

    ps. True, to nie tak z tą dietą śródziemnomorską :) Najzdrowsi i jedni z najdłużej żyjących są mieszkańcy jednej z wysp japońskich, jedzą tylko warzywa i ryby.

    ps.2 Co do tej ewolucji, wiesz, kiedyś człowiek potrzebował więcej agresji w życiu, w polowaniu, w walce…Obecnie chyba nie musimy się aż tak ładować energią…chyba, że czegoś nie wiem :)

  68. 2009 styczeń 7
    trueneutral permalink

    Tak, zgadza się. :) Dziś nie ma mamutów i stad wilczych za każdym drzewem. :)
    Zenforest, Twoje odczucia po zjedzeniu mięsa są zrozumiałe. Zastanów się, gdybyś leżała przez powiedzmy rok, to zrobienie pierwszych kroków po tym czasie byłoby… jakie? Poza tym trzeba też brać pod uwagę jakie mięsa się jada. I ile. Bo ja nie chcę tutaj mówić, że trzeba jeść mięso czerwone. Wcale tak nie myślę. Uważam nawet, że jedzenie samych ryb liczonych jako mięso jest wystarczające. Ryby są zdrowe. Przesadzanie z czerwonym mięsem, jak to się ma w naszym kraju, nie jest czymś chwalebnym. Ja np. do tej pory nie mogę patrzeć na szynkę, sam jej zapach doprowadza mnie do nudności. Podobnie z mielonym. Ale nie powiem, czasem zjem sobie kabanosa, czasem mam ochotę. I nie czuję się po tym jakoś gorzej mentalnie. (już żeby było jasne… głównie z mięs jem ryby)

  69. 2009 styczeń 7

    “Poza tym trzeba też brać pod uwagę jakie mięsa się jada.”

    To jak najbardziej. Najlepsza jest dziczyzna, lub “od chłopa”, gdzie zwierzątko żyje sobie szczęśliwe, a nie jest męczone w ciasnych przegrodach (czy bateriach, jak to terra nazywa).
    Pakowane antybiotykami i hormonami, które potem się razem z nim przyjmuje, że nie wspomnę o cierpieniu tego stworzenia.

    “gdybyś leżała przez powiedzmy rok, to zrobienie pierwszych kroków”

    No coż…Nie wiem czy porównałabym powrót do jedzenia mięsa z atrofią mięśni, po długim leżeniu…:) Czy sugestia jest taka, że wege to tak jak niezdrowe leżenie, a mięso to tak jak zdrowe aktywne życie :D ?
    No nie wiem, nie wiem…naprawdę nie wiem….

    Dla mnie to jak przestawienie się z jazdy własnym samochodem, do ….miejskiego autobusu. :)

    W tłumie – trzepie, śmierdzi i jest ciasno, ale… raźniej. No i można nawyknąć, jasne :)
    W samochodzie ogrzewanie nie grzeje może tak mocno i jest się nieco samotnym, ale zalety są także znaczne :)

    Żeby było jasne. Uważam, że to są alternatywne sposoby odżywania się, każdy ma coś dobrego.
    Można jeść tak i tak.
    Jednak konsekwencje jakieś każdy ponosi.
    …..Ale co w życiu jest BEZ konsekwencji :) ?

  70. 2009 styczeń 7
    amrita permalink

    Moim zdaniem ten problem z mięsem leży w umyśle. Ludzie mówią: nie je mięsa? Jaki on będzie słaby, jaki chudy.
    Z pewnością jest to jakiś wymysł. Jak ludzie myślą tak mają. Ja na wakacjach przez jakiś miesiąc nie jadłem mięsa, no może czasem się zdarzyło i przybrałem na masie przy normalnych treningach.

  71. 2009 styczeń 7
    trueneutral permalink

    Dajmy spokój temu tematowi, bo to zaczyna być już niezdrowe. :P

  72. 2009 styczeń 7
    Zind permalink

    True, nie wymiękaj :) Z pewnością cały tłum milczących obserwatorów, jedzących czerwone mięso ci kibicuje, no wiesz… Nie możesz ich zawieść :)

    A poważnie – Wszyscy wiemy, że nie ma 100% za ani 100% przeciw, więc tak sobie możemy wałkować temat w nieskończoność, nie dochodząc do nowych wniosków :) Ja tak mam z reinkarnacją, mogę wałkować — aż wszyscy wymiękają, tylko ja stoję na placu boju. Skutkiem czego doznaję czasem jakże mylnej iluzji, że udało mi się wszystkich przekonać :D :D :D
    (Co też nigdy nie jest moim celem, a raczej intelektualnym bonusem)

  73. 2009 styczeń 7
    trueneutral permalink

    Na dojrzałą marchewkę, ja nie bronię mięsa… :) Ja po prostu lubię być w opozycji. :P

  74. 2009 styczeń 7
    Basia permalink

    Bardzo spodobało mi się to co napisał Zind “Z pewnością cały tłum milczących obserwatorów, jedzących czerwone mięso ci kibicuje, no wiesz… Nie możesz ich zawieść ”
    Rozbawiło mnie to bardzo tym bardziej , że sama czasem nie komentując łapię się na kibicowaniu komuś :D

    A co do “białego” mięsa to nie radzę kupowac w sklepie. Jako projektant miałam kontakt z hodowcami drobiu i wiem co nieco co tam jest dodawane, jak wygląda cykl produkcyjny itp. Zresztą mozna te informacje znaleźć w mediach czy prasie.
    Uważam, że cielęcina będzie lepszej jakości niż drób.

    Ciekawa sprawa, że jak przyszła do mnie refleksja , że przecież nie mogę projektowac takich rzeczy to po kilku tygodniach rozterek firma padła :D

    A na koniec kawał z życia wzięty, który gdzieś wyczytał znajomy. Zapytano babcię , która skończyła 100 lat co je , że tak się dobrze trzyma. Odpowiedziała, że jarzyny i białe mięso. Na pytanie jakie odpowiedziała, że przecież słonina ;-)

  75. 2009 styczeń 7
    Zind permalink

    Basiu, a ty jakie mięsko jadasz :) ?

  76. 2009 styczeń 7

    Basiu moja droga! Et tu Brute ;) ?
    Ostatnio byłaś wege, czy zatem coś się zmieniło :) ?
    Jeszcze pomyślę, że jak kolega True, po prostu lubisz być w opozycji :) Bo mnie jakoś nie kibicujesz, niedobra bestyjko ! :)

  77. 2009 styczeń 7
    Zind permalink

    Tak, Zen, tak…
    Zawsze przychodzi kryska na Matyska, moje wstawiennictwo bezmyślnie odrzuciłaś i teraz jesteś sama! :)
    Sama kontra mięsożercom, a nawet wegetarianie czują niepohamowaną ochotę by dawać Ci kontry :D Ha-Ha-Ha! Oto moja zemsta zza grobu ;)

    (Gdyby ktoś się zastanawiał co to ma być za śmiech, to był demoniczny śmiech, evil, no, wiecie) :)

  78. 2009 styczeń 7
    Basia permalink

    Mam się obnażyć ??

    Jadam mięsko od pani ze wsi, która mi je przywozi. Sa to przede wszystkim zupy na nim. Reszte zazwyczaj zje piesek albo ktoś chętny. Ostatniego lata ,np. nie zjadłam mięsa ani zupy ale przyszedł mróz i jakos mi teraz gładziej wchodzi ;) Wogóle po świętach i kapustach , grochach , ciastach (tak, tak jadłam ;) ) dojrzewam do posty ryżowego ;)

    Zen nie skreślaj mnie z listy swoich znajomych !!! Plis !!

  79. 2009 styczeń 7
    trueneutral permalink

    Nie wierzę, obwołano mnie obrońcą mięsa! :)
    Zen, dlaczego jesteś taka niedobra dla Basi, co? Przyznaj się, zazdrościsz jej rosołu!
    Basia, teraz Zen z pewnością Cię skreśli, bo nie podzieliłaś się rosołem!

  80. 2009 styczeń 7
    Basia permalink

    Ależ zapraszam , prawie co piątek świeży rosołek ze wsi podkrakowskiej ;-) (czy to juz jest wazeliniarstwo?)

  81. 2009 styczeń 7
    filip permalink

    Zenforest nie jest sama! :)
    Choć domyślam się, że specjalnie się nie przejmuje tym czy jest czy nie :) Mimo, że jadam mięso, zacząłem jeść je bardziej dlatego, że nie miałem sił opierać się naciskom ze wszystkich stron. Ale gdybym miał wytrwałość i łatwiejszy dostęp do pełnego pokarmu roślinnego, myślę, że byłbym wegetarianinem. Śmiesznie zabrzmi, ale dla mnie to jest piękniejszy, szlachetniejszy sposób odżywania się. W jakiś sposób wydaje mi się logiczny dla kogoś kto rozwija się duchowo, rozjaśnia swoją energię i poszerza świadomość.
    Sam jestem zbyt wygodny, ale to nie znaczy, że nie mogę docenić czyjegoś stylu życia. Znam tylko jedną wegetariankę w realu i to bardzo subtelna, eteryczna istotka :) Chociaż pewnie nie wszyscy wegetarianie tacy są.

  82. 2009 styczeń 7

    Ech, na Jowisza…
    Jak Zind żartuje to wszyscy się śmieją, a jak ja żartuję to biorą mnie na poważnie. Przynajmniej częściowo (!) :)

    Basia, True, brzydcy mięsożercy(fides Punica!), tak, jasne, zwołajcie razem front wyzwolenia Rosołu! :)

    Filip – dzięki Ty jeden – Semper Fides! :D
    (Od tej pory Filip zawsze ma Ty przez duże “T”) :D

  83. 2009 styczeń 7
    amrita permalink

    Mam jutro przygotowanego kotleta na obiad i dam go chyba psu.
    Dzisiaj przed siłownią i wcześniej jadłem ryż z serem białym i dżemem (pychota). A ile siły po tym było, że aż nie wierzyłem.
    Pozdrawiam Wszystkich :)

  84. 2009 styczeń 7
    trueneutral permalink

    Zen, to Ty umiesz żartować? O_O

  85. 2009 styczeń 7
    trueneutral permalink

    Rany, ale mam dziś głupawkę… :)

  86. 2009 styczeń 7

    No ja też, coś w tym rodzaju…:)
    Aczkolwiek widzę, że niektórzy się jeszcze bardziej rozbuchali, niektórzy aż za bardzo…prawda Zind? :)

Leave a Reply

Note: You can use basic XHTML in your comments. Your email address will never be published.

Subscribe to this comment feed via RSS