Pozwól sobie umrzeć…

2008 lipiec 24


Często powtarzam, że na to, by żyć naprawdę, trzeba najpierw umrzeć.
Najpierw należy wyobrazić sobie siebie w grobie, by uzyskać przepustkę do życia. Wyobraź sobie, że leżysz w trumnie, w dowolnej pozycji. W Indiach umarli mają podkurczone nogi.
Zdarza się, że w tej pozycji niesie się ich na stos. Czasami jednak leżą. A więc wyobraź sobie, że umarłeś i leżysz martwy. A teraz spójrz na swoje problemy z tej perspektywy.
Czyż wszystko nie ulega zmianie?

Cóż za wspaniała medytacja. Jeśli masz na to czas, powtarzaj ją codziennie. Może brzmi to niewiarygodnie, ale przywróci ci to życie.  Zobacz, jak rozkłada się twoje ciało, zostają jedynie kości, potem proch. Ilekroć o tym mówię, ludzie oburzają się.
- To wstrętne. – Ale co w tym jest takiego wstrętnego?
Taka jest rzeczywistość, na miłość boską.
Wielu z nas jednak nie chce widzieć rzeczywistości.
Nie chce myśleć o śmierci.
Ludzie nie żyją, większość z was nie żyje, jedynie podtrzymujecie swe ciało przy życiu.
To jednak nie jest życie, ale wegetacja. Nie żyjecie tak naprawdę, dopóki nie będzie wam obojętne, czy jesteście żywi czy umarli. Dopiero wtedy żyjecie.
Kiedy jesteście gotowi utracić życie – zaczniecie żyć. Ale jeśli zaczniecie chronić swe życie, jesteście martwi. Kiedy siedzisz na strychu, a ja mówię ci:

- Zejdź na dół – możesz odpowiedzieć:

- O nie, czytałem różne rzeczy o ludziach schodzących ze schodów. Potykają się i łamią karki, to zbyt niebezpieczne.

Albo też nie mogę nakłonić cię do przejścia przez ulicę, ponieważ mówisz:

- Czy wiesz, ilu ludzi zostało przejechanych przechodząc przez jezdnię?

A jeśli nie mogę spowodować, byś wychynął poza swe ciasne przekonania i poglądy i zajrzał do innego świata, to jesteś martwy, nie żyjesz; życie cię ominęło.
Siedzisz w swym małym wiezieniu, boisz się, tracisz swego Boga, swą religię, swych przyjaciół, swoją karierę, autorytet – wszystko. Życie jest dla hazardzistów, naprawdę.
Czy jesteś gotów, by je zaryzykować?
Czy wiesz, kiedy będziesz gotów je zaryzykować?

Wówczas gdy zrozumiesz, że to, co ludzie nazywają życiem, nie jest nim tak naprawdę. Ludzie wyznają błędny pogląd, według którego życie oznacza utrzymywanie ciała przy życiu. A więc pokochaj myśl o śmierci, pokochaj ją. Powracaj do niej ciągle. Myśl o tym, jak cudowne jest to martwe ciało, szkielet, kości obracające się w garstkę prochu. I wówczas poczujesz ulgę.
Wielu z was zapewne nie wie, o czym mówię w tej chwili, nazbyt przerażeni jesteście tą myślą.
Ale to wielka ulga spojrzeć z tej perspektywy na życie wstecz.

Albo odwiedźcie cmentarz. Jest to niezwykle piękne i oczyszczające doświadczenie. Patrzysz na czyjeś nazwisko i myślisz: “Żył tak wiele lat temu, dwa stulecia temu, musiał mieć te same problemy, co ja. Musiał przeżyć tyle bezsennych nocy. Cóż to za wariactwo, to nasze życie. Tak krótko żyjemy”. Pewien włoski poeta powiedział:

“Żyjemy w blasku światła, nadchodzi wieczór, a po nim wieczna noc”.
To tylko błysk, a my go marnujemy. Marnujemy go swym strachem, zmartwieniami, troskami, kłopotami.

Jeśli przeprowadzicie tę medytację, zdarzyć się może, że po prostu zakończycie ją na poziomie informacji, ale może też się zdarzyć, iż uda wam się zakończyć ją na poziomie świadomości.

I w tym momencie staniecie się nowi.

Przynajmniej dopóki ten moment trwa.
Poznacie wówczas różnicę pomiędzy informacją a świadomością.

Pewien zaprzyjaźniony ze mną astronom przekazywał mi niedawno niektóre fundamentalne twierdzenia z zakresu astronomii. Nie wiedziałem przedtem, że kiedy oglądam słońce, to widzę jego pozycję sprzed ośmiu i pół minuty. Tak więc nie widzimy słońca tam, gdzie ono aktualnie się znajduje, ale gdzieś indziej. Podobnie i gwiazdy, ślą nam światło sprzed setek i tysięcy lat.
Kiedy na nie patrzymy, może ich tam już nie być, mogą znajdować się już gdzie indziej. Powiedział mi też, że jeśli wyobrazimy sobie galaktykę, cały Wszechświat, to nasza Ziemia byłaby zagubiona gdzieś w okolicach końca ogona Mlecznej Drogi, nawet nie w jej centrum, a każda z gwiazd jest słońcem. Zaś niektóre słońca są tak wielkie, że mogłyby pomieścić nasze Słońce i Ziemię wraz z przestrzenią między nimi. Przy ostrożnym szacunku, istnieje sto milionów galaktyk! Wszechświat, o ile wiemy, poszerza się z prędkością dwóch milionów mil na sekundę.
Wsłuchiwałem się w te informacje zafascynowany, a kiedy wyszliśmy z restauracji, w której spożywaliśmy posiłek, spojrzałem wzwyż i poczułem, że patrzę na życie z innej perspektywy. To jest świadomość. A więc wszystko to możesz przyswoić sobie jako zimny fakt (i będzie to informacja) albo nagle uzyskasz inną perspektywę widzenia – tego, czym jesteśmy, czym jest Wszechświat, czym jest ludzkie życie.
Gdy odnajdziesz się w tej nowej perspektywie, będzie ona tym właśnie, co mam na myśli, mówiąc o świadomości.

A. De Mello, Przebudzenie

Powiązane posty:

Historia człowieka który wrócił z martwych

Historia pewnego przebudzenia

Czemu boimy się śmierci?

Czy przeraża Cię Pustka?

Los, karma, wolna wola?

Prawo przyczyny i skutku

Reinkarnacja?

49 Responses leave one →
  1. 2008 lipiec 25

    Perfecto :)

    Zgadzam się z de Mello: kto tylko chce utrzymać ciało przy życiu, tak naprawdę wegetuje. Dopiero świadomość śmierci pozwala wyjść poza te ciasne horyzonty.

    Życie jest dla hazardzistów, zaiste :)

    Także mój ulubiony Castaneda pisał o śmierci – w dwojaki sposób.

    Po pierwsze, śmierć jako sprzymierzeniec – dzięki ciągłej świadomości śmierci można naprawdę doświadczać życia. Życie ma smak, kiedy wiesz, że to mogą być ostatnie chwile.

    Po drugie, śmierć jako droga do wiedzy – człowiek w pewnym momencie musi “umrzeć” (porzucić swoje stare “ja”) aby móc iść dalej.

    Proponuje też medytację śmierci w formie zakopania się w ziemi na jakiś czas :) Muszę sobie wykopać grób gdzieś w lesie… ;)

    Pozdrawiam!
    Wojciech :)

  2. 2008 lipiec 25

    Śmierć nieodłącznie wiąże się z odrodzeniem, de Mello pisze w innym miejscu by :
    “całkowicie umrzeć dla Tej chwili” i ze świeżością wejść w nadchodzącą, trzeba umrzeć dla “wszystkiego co wczorajsze “. Tylko wtedy można być naprawdę wolnym.

    Jeśli chodzi o dosłowność śmierci -
    Wg mnie ważnym doświadczeniem jest oswojenie lęku, który zachodnia cywilizacja wytwarza dokoła śmierci, martwego ciała. To takie tabu.

    Śmierć to wypierany element życia, ukrywany. Gdy ktoś umiera, szybko robi sie pogrzeb, powiadamia najważniejsze osoby, a potem stara zapomnieć. Opowiadanie o śmiertelnych chorobach i śmierci w większości przypadków kończy się wyrazem niesmaku na twarzy rozmówcy i zmianą tematu.
    Ludzie czuję się niezręcznie….
    Kult wiecznej młodości i piękna – pokazuje jak mocno wypierany i odrzucany jest aspekt starości, śmierci, brzydoty , jak całkowicie nie-integrowany przez społeczeństwo. Jak zawsze negatywną ma konotację.
    Stary człowiek nie cieszy się szacunkiem, jak w wielu innych kulturach, wręcz przeciwnie, czasem bywa uważany za brzemię i zdziecinniałego starca,z którym trzeba się męczyć. Nie chcemy widzieć “siebie-w-przyszłości” w tym człowieku, uciekamy od tej myśli. “Udajemy” że ta sprawa nie istnieje.

    Mnie bardzo pomogła praca w wolontariacie. Powiem szczerze ciekawi mnie to zagadnienie i gdy ktoś opowiada o śmierci w rodzinie, słucham z zainteresowaniem.
    Bardzo wiele można się o sobie dowiedzieć gdy staje się na wprost ostateczności.
    A szkoda zdobycie tej wiedzy odkładać na ostatni dzień ;)

  3. 2008 lipiec 26

    Poruszasz niezwykle trudny dla wielu temat, jakim jest śmierć, ale robisz to z dużym wyczuciem. Ja jestem raczej bardzo młody, niedawno skończyłem dopiero te 18 lat. Jedną z najbardziej zagadkowych spraw dla mnie było to, jak ludzie starsi godzą się z tym, że umrą, nie boją się myśleć o tej śmierci nadchodzącej.. Nie są, przynajmniej nie dają po sobie tego poznać, spanikowani. Dla mnie to nawet po Twym wpisie pozostaje zagadką, ten spokój.. Nie mogę tego jeszcze pojąć widocznie. Kolejny wpis nad którym można by rozmyślać i rozmyślać i nie wyczerpie się szybko tematu.
    Pozdrawiam, Konrad :]

  4. 2008 lipiec 26

    Wielu starszych ludzi jest albo zmęczonych cierpieniem i chorobą, albo znudzonych życiem, mają wrażenie że tak wiele już widzieli, odczuli, iż teraz nie ma przed nimi żadnych ciekawych perspektyw.
    Poza tym dochodzi do tego panujące przekonanie że starość to już takie życie pod zegarem, czekanie na ostateczność, już nie warto nic rozpoczynać, niczego się uczyć, niczym zajmować.
    Że to i tak nie odwlecze nieuniknionego.

    Jest jeszcze jedna sprawa, wiele starszych osób nie chce się świadomie włączać w wartki nurt aktywnego życia ponieważ czują …że i tak nie nadążają.
    Przywiązali się do pewnego stylu życia, który przestaje pasować do szybko zmieniającego się świata. To zapewne przytłaczające odczucie.

    Ja osobiście wierzę w aktywną starość. Pracować nad sobą trzeba do końca życia, bo zawsze można coś zmienić ;)

    Pozdrawiam
    Zenforest

  5. 2008 lipiec 26

    Starość jest jedną z przeszkód, jakie “człowiek wiedzy” ma na swojej drodze do pokonania.

    Istnieje ogromna lista sposobów na uniknięcie degeneracji, która spotyka starych ludzi tak powszechnie. A spotyka dlatego, że nie podejmują oni żadnych kroków, aby jej uniknąć.

    Wojciech

  6. 2008 lipiec 26

    Wojtku – masz rację, ale…
    Ale czy nie jest tak, że ludzie (generalizuję, celowo) w ŻADNYM WIEKU nie podejmują żadnych kroków, żeby uniknąć dengeneracji?

    I czy nie jest tak, że nigdy nie jest za wcześnie, żeby dogadać się ze śmiercią?

    Ładna pogoda, Słońce za oknem, a ja o przemijaniu. Coś strasznego:-)

    Pozdrawiam,

    Bartek

  7. 2008 lipiec 27

    “Ale czy nie jest tak, że ludzie (generalizuję, celowo) w ŻADNYM WIEKU nie podejmują żadnych kroków, żeby uniknąć dengeneracji?”

    Myślę że to jasna sprawa ;) Niektórzy ludzie nigdy nie podejmują pracy nad sobą, próby wzbogacenia życia, podniesienia jego jakości
    - chociaż sądzę że wśród starszych osób – jest ich szczególnie wiele.

  8. 2008 lipiec 28
    starsza pani permalink

    Zwykle człowiek ma sporo czasu na oswojenie sie z własną śmiercią, choćby przez częstotliwość umierania wokół. Najpierw reakcją jest zaprzeczenie – “mnie to nie dotyczy” – charakterystyczne dla młodości, potem myśl o śmierci wywołuje złość -wściekłość na Boga, świat, naturę itd, wszystko to przeplatane strachem przed nicością. Potem pojawi się smutek, żal – że przecież trzeba będzie jednak zostawić nawet to, co kocha się najbardziej. To wszystko są bardzo trudne uczucia, wiec łatwo ulec pokusie, by od nich uciekać. A współczesność daje tak wiele możliwości zapominania o trudnych uczuciach – powierzchowne “don’t worry, be happy”. Nie nazwałabym tego degeneracją.
    Czasem robię sobie takie ćwiczenie – wyobrażam sobie, że za trzy miesiące umrę, i zadaję sobie pytanie – co bym robiła przez te trzy miesiące. W perspektywie śmierci widać to, co jest ważne w życiu naprawdę. To Śmierć nadaje sens Życiu?
    Bardzo mnie zaciekawiło, w czym człowiekowi może przeszkodzić starość?
    Pozdrawiam. ps. bardzo lubię czytać Twoją stronę, Zenforest, dziękuję.

  9. 2008 lipiec 28

    Myślę, że śmierć to temat który nie powinien być na marginesie, słusznie piszesz o tym oswojeniu, niestety współcześnie mało kto otwarcie potrafi rozmawiać na tak trudne tematy.
    Trudne – bo takimi się historycznie i tradycyjnie stały. Kwestia – jak to teraz “odczarować” :)

  10. 2008 lipiec 30

    Śmierć nie istnieje. Umiera tylko część naszego fałszywego ja (ciało).
    Nasze prawdziwe Ja(świadomość) i umysł (psychika) żyją wiecznie. Ja i umysł żyją od zawsze i na zawsze jako niezniszczlna para w kosmicznym tańcu doświadczając niezliczonych żyć.
    Ja obserwuje umysł w jego niezliczonych przejawach.

  11. 2008 lipiec 31

    Ciekawa koncepcja, ale nieweryfikowalna.

    Dla mnie ciało i umysł to jedno. Śmierć ciała = śmierć umysłu.

    Utrzymywanie wiary w nieśmiertelność “duszy” po śmierci ciała jest w mojej opinii przynajmniej dziwne i bardzo destruktywne dla życia tu i teraz.

    Oczywiście po śmierci kwanty tworzącej Cię energii rozpraszają się we Wszechświecie (”wracają do Boga”) i nadal istnieją. Ale mówienie o istnieniu człowieka po śmierci jest tym samym, jak mówienie po zburzeniu budynku o cegłach, że nadal są domem.

    Pozdrawiam,
    Wojciech :)

  12. 2008 lipiec 31

    Wojciechu a jaki jest Twój pogląd na tak zwane doświadczenia z pogranicza śmierci?
    Czy wszystkie są tylko “majaczeniem” mózgu, czy może być w tym coś więcej?

    Ciekawa jestem także czy czytałeś ten artykuł :
    http://zenforest.wordpress.com/2007/12/23/reinkarnacja/ i jakie masz zdanie w temacie. Dodam że autor napisał tę książkę na początku XX wieku, więc język miejscami nietypowy :)

  13. 2008 lipiec 31

    Przeczytałem i muszę powiedzieć, że autor buduje swoje wywody na fałszywych przesłankach.

    Dlaczego niby dusza miałaby być czymś oddzielnym od ciała? Hę? Zastanówcie się nad tym.

    Wojciech

  14. 2008 lipiec 31

    Watpię czy “oddzielnym”. ;)
    Myślę że element duchowy i fizyczny nie powinny być tak rozdzielane, jak to sie często dokonuje.
    Skrajny materializm wg mnie też jest przesadą, a prawda zwykle leży po środku.
    Może raczej duchowy aspekt jest przedłużeniem/uzupełnieniem fizycznego ciała, właśnie tak jak aura jest wynikiem fizycznych i psychicznych procesów
    (A może to ciało jest “uzupełnieniem” czegoś więcej…;)? )

    ( Można również poczytać o punkcie widzenia jogi kundalini :
    http://zenforest.wordpress.com/2007/12/03/ciala-duchowe-wedlug-jogi-kundalini/ .
    Do starożytnych przekazów warto odnosic sie z dystansem, ale w temacie ludzkiej “duszy” nauka także nie poczyniła zbyt wiele postępu, więc…cóż.
    Pytanie – czy to materialiści mają rację czy jednak istnieje coś więcej niż tylko to co widzą oczy ;)
    To pozostanie w tej dyskusji bez odpowiedzi :) Każdy ma zapewne odpowiedź pasująca do jego wizji świata, aczkolwiek niekoniecznie “prawdziwą” :) )

    Pozdrawiam
    Zenforest

  15. 2008 lipiec 31

    >>Nasze prawdziwe Ja(świadomość) i umysł (psychika) żyją wiecznie.

    Nie można mówić o świadomości – takiej, jak ją rozumiemy – a tym bardziej o psychice, w oderwaniu od neuronów, synaps i całego tego biochemicznego stuffu. Poza tym, bez zmysłów (szerzej: bez ciała) nie możemy mówić o świadomości w ogóle, bo niby czego mamy być świadomi?

    Bardzo zgadzam się z Wojtkiem.

    >>Śmierć nie istnieje. Umiera tylko część naszego fałszywego ja (ciało).

    Że nieweryfikowalne, to raz.
    Dwa: ciało nie jest “fałszywym ja” z definicji. Wszak to TWOJE ciało. Chwilowe, tymczasowe, nie ważne: tu, teraz, to TWOJE ciało i już.

    A śmierć, oczywiście, istnieje, o.
    Wszystko zależy od przyjętej definicji, xxxxxx. Zdefiniuj “ja”, zdefiniuj “życie”, zdefiniuj “śmierć”. Bo pewnie masz jakieś podstawy, by wygłaszać tak stanowcze sądy?:-)

    Pozdrawiam,

    Bartek

  16. 2008 lipiec 31

    >>Pytanie – czy to materialiści mają rację czy jednak istnieje coś więcej niż tylko to co widzą oczy ;)
    >>To pozostanie w tej dyskusji bez odpowiedzi :)

    A nie – na to pytanie akurat łatwo odpowiedzieć:-)
    Oczywiście, że istnieje coś więcej, niż tylko to, co “widzą oczy”. Promieniowanie podczerwone jest tutaj niezłym przykładem. Bakterie, wirusy, DNA, atomy… – cała masa wielkich braci, których nie doświadczamy wprost, a wiemy, że istnieją (przynajmniej w ramach przyjętych definicji).

    B.

  17. 2008 lipiec 31

    ….mikroskopowe i noktowizjerowe też ;)

  18. 2008 sierpień 1

    Konkludując – rozwój “duchowy” musi uwzględniać pracę z ciałem. Umysł jest czymś wtórnym, całe ego jest “implantowane” ciału wraz z upływem czasu.

    Ciało ma swój rozum (pomyślcie o tej gigantycznej sieci nerwowej) i dopuszczanie go do głosu może być ciekawym doświadczeniem :)

    Wojciech

  19. 2008 sierpień 1

    Wciąż pozostają atomy, cząstki “elementarne”… Nikt nigdy nie widział elektronu:-)

  20. 2008 sierpień 1

    A może to ciało jest implantowane na matryce energetyczna i budowane wg jej założeń, hm (forma i treść) ;) ?
    Można to udowodnić :) ?
    Także nie :)

    Możemy o tym pisać pięć dni i odpowiedzi na pewno nie poznamy ;)
    Nauka daje jakieś wskazówki, religia jakieś, wgląd ludzi medytujących jakieś, intuicja jakieś….
    ale nikt nie podaje spójnego obrazu.

    Myślę nie powinniśmy kategorycznie pisać :
    JEST tak i kropka. To byłaby nonszalancja.

    Pozdrawiam
    Zenforest

  21. 2008 sierpień 1

    Czy widzieliście martwe ciało?
    Jaka jest różnica między żywym a martwym ciałem?
    W martwym nie ma Jaźni.
    Ciało ulega szybkiemu rozkładowi .
    “Ja” istnieje dalej- przekonacie się o tym kiedyś -
    dalej istniejecie w innym wymiarze.
    Przecież każdy intuicyjnie czuje, że jest nieśmirtelny.

    Ja to Ja nie można go zdefiniwać .
    Można określić tylko to czym Ja nie jest.
    Ja to twoja prawdziwa natura ,to czym naprawdę jesteś -niezmienna ,niezniszczlna, istniejąca wiecznie , obserwująca zmienny” umysł – ciało”.
    Zrozumienie czym jest Ja to kres poszukiwań i początek świadomej Drogi przez życie.

    Pozdrawiam!

  22. 2008 sierpień 1

    XXXXXXX
    Ależ ja Ciebie świetnie rozumiem i mam to samo odczucie intuicyjne :)
    To koledzy Bartek i Wojciech mają inne podejście :>

    Widziałam martwe ciało, stałam obok umierającego człowieka i widziałam co działo się z jego aurą …a było to niesamowite zjawisko + wszystko to co temu towarzyszyło potem.

    Wiem jak wyglada martwy człowiek i czym sie staje gdy opuszcza go życie.
    Pusta, skorupa, z pustymi, martwymi oczyma, w których nie ma już żadnej iskry.
    Te oczy zwłaszcza pamiętam. Manekin.
    Róznica jest kolosalna.
    Coś najważniejszego…… esencjonalnego -
    nie jest już wtedy obecne.
    Ciało nie ma wtedy już żadnej wartości, jest jak odpad, pozostałość, bez żadnego znaczenia.

  23. 2008 sierpień 3

    Zenforest: A może to ciało jest implantowane na matryce energetyczna i budowane wg jej założeń, hm (forma i treść) ;) ?
    Można to udowodnić :) ?
    Także nie :)

    Nie, nie, nie! :) Nie chodziło mi o to, co jest pierwsze (materialne ciało czy energetyczna matryca). Chodziło mi o to, że ciało jest względem umysłu nadrzędne. Embriony nie mają umysłu. Jest ciało, nie ma umysłu. Dopiero potem tworzy się umysł, a następnie świadomość siebie, tzw. ego.
    Umysł nie istnieje bez ciała. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem :)

    Ściskam!
    Wojciech :)

  24. 2008 sierpień 4

    Wojciech: “Nie chodziło mi o to, co jest pierwsze (materialne ciało czy energetyczna matryca). Chodziło mi o to, że ciało jest względem umysłu nadrzędne. Embriony nie mają umysłu. Jest ciało, nie ma umysłu. Dopiero potem tworzy się umysł, a następnie świadomość siebie, tzw. ego.
    Umysł nie istnieje bez ciała. Przynajmniej ja nic o tym nie wiem”

    To bardzo skomplikowana kwestia, jak sądzę.
    Sięga o wiele głębiej i dalej i nie tylko do zagadnienia : “Co było pierwsze jajko czy kura, forma czy treść”

    Jeden człowiek rodzi się w rodzinie psychopaty, drugi w kochającej rodzinie a la Kentowie.
    Ktoś powie :
    “To dlatego że Wszechświat nie ma sensu, to tylko losowe przejawy świadomości, w losowym porządku, no cóż stary, trafiłeś na rodzinę psychopaty, życie to wielki przypadek, taki pech”.
    Ktoś inny, kto nie chce się pogodzić ze świadomością, że życie i jego start może być tak niesprawiedliwe na wejsciu, tak “okrutnie” przypadkowe, że jesteśmy tak niesamowicie bezradni wobec wszechświata, jak miotane falami rzeki liście – szuka wyjaśnienia, uzasadnienia – szuka systemu,Boga, Szatana, winowajcy, buduje teologię, mitologię, uspokaja się… etc.
    Skąd takie różnice w postrzeganiu kwestii nieśmiertelności świadomości –
    Zaczynają się one w momencie odczucia lęku przed niebytem i prowadzą do zadania pytania : czy w ogóle życie ma jakiś ukryty cel, czy coś takiego może istnieć, czy jest coś w naturze co, ma w sobie wpisany, wewnętrznie zakodowany pęd rozwoju – szeroko pojętego?
    Doskonalenie form? Od kul pyłu do planet, od ameb do kwiatów, od kwiatów do kotów, od kotów do ludzi?
    Czy We wszechświecie wszystko odbywa się totalnie losowo, gdy w jednym miejscu powstaje piękna forma, w innej ona niszczeje, czy to tylko kwantowa gra czysto fizycznych sił?
    Czy może mamy jakąś – choćby nikłą włądzę nad swoim życiem i “losem”….?

    Osoby które wierzą w coś takiego jak karma zapewne powiedziałyby że nie ma czegoś takiego jak tabula rasa, że rodzimy się z pewnym “planem” na życie, planem rozwoju, (nie tylko fizycznym – DNA, które jest jak jing ale i dopełnieniem energetycznym które jest jak impuls ożywczy, energetyczny jak jang) który jakoś przekazany zostaje z jednego nośnika na drugie, i z czasem jest on w pewien sposób “optymalizowany”, niczym kod komputerowy, razem z nowym środowiskiem, może działać coraz sprawniej, ekonomiczniej, wydajniej, prościej, harmonijniej…
    Powiedziałyby, że nie trzeba do tego szukać żadnego bóstwa, świętości, że to po prostu jedna z zasad wszechświata, ot, fizyczna zasada zachowania energii, czy jakaś inna, ukryta nieco głębiej, jakiej jeszcze nie pojęliśmy, a jaka powoduje, że ….energia także ewoluuje – nie tylko materia…!
    :Że zagęszcza się, wraz ze zmianą formy, przechodzi do lepszego naczynia, i spełnia jego możliwości, potem coraz lepszego i realizuje tak długo aż wypełni, i tak znów i znów aż osiąga stan pewnego nasycenia, w końcu – przechodzi amplitudę i rozprasza się, by wrócić do cyklu ponownie. Każda gwiazda kiedyś umiera. Z jej pyłu rodzą się planety i inne gwiazdy a potem cykl powtarza się…Zagęszczanie, rozpraszanie. Materii i energii. Jednostkowe i uniwersalne. To co w małej skali się przejawia, pojawia się w wielkiej, i odwrotnie…

    Te pytania i zagadnienia można by mnożyć, i odchodzić coraz dalej (będąc cały czas blisko) od tematu, ale naprawdę…ja nie czuje się na siłach by formułować ostateczną odpowiedź. Nie mogłabym powiedzieć w żadnym razie :Tak jest na pewno.
    Przyjemnie się o tym myśli…. ale z całą pewnością – nikt nie wie jak to wygląda naprawdę.
    To jeszcze długo będą akademickie dyskusje :)

  25. 2008 sierpień 5

    “Wielu z nas jednak nie chce widzieć rzeczywistości.”

    Niebywale ryzykowne zdanie. Założenie, iż zdolność percepcji zależna jest od woli oraz chęci postrzegającego ma co prawda dużo uroku, ale w obliczu tego co wiemy (na dzień dzisiejszy) o sposobie funkcjonowania naszego mózgu, raczej mało wiarygodności.
    Z drugiej strony jest to interesujący punkt wyjścia do dalszych rozważań, wystarczy tylko sobie wyobrazić możliwe implikacje…

  26. 2008 sierpień 5

    Myślę, że oczywiście nie każdy świadomie tak robi… ale część osób wypiera i tłumi pewne informacje, świadomość pewnych rzeczy, ponieważ sądzą że tak będzie im łatwiej żyć: “Ignorance Is Bliss”.
    Jednak wg mego odczucia – na dłuższa metę lepiej jest zintegrować w sobie i zaakceptować nawet te mniej przyjemne aspekty, ponieważ dopiero wtedy można być naprawdę – wewnętrznie wolnym.

  27. 2008 sierpień 6

    Ponieważ odczucia (w przeciwieństwie do poglądów) trudno podzielać, zauważę tylko że odczuwam podobnie. Pytanie czy “chcenie” jest procesem świadomym czy nieświadomym pozostaje jednak, jak sądzę, nadal otwarte. A szkoda.
    Mówimy: podświadomie chciałam to lub tamto. Ale uczyniłam coś zupełnie odmiennego. Albo: stało się tak bo podświadomie tego chciałem. Ja sądzę że u podstaw takich wypowiedzi leży brak refleksji czym są “chęci”. Czyż nie są one uświadomionymi pragnieniami?

  28. 2008 sierpień 6

    Sądzę, że nieświadome chcenie – to coś w rodzaju intencji lub ukrytych motywów.
    Świadome, to właśnie pragnienia.

    Wg mnie można dotrzeć do źródła każdej intencji, trzeba tylko mieć moment uwagi – moment w którym “łapiemy” się na tym co stoi za naszymi działaniami .

    Np w rozmowie między dwoma koleżankami Anią i Kasią : Ania mówi Kasi, iż w zeszłym roku świetnie bawiła się na imieninach u Moniki, dając jej do zrozumienia że w tym roku, imieniny u Kasi nie były tak udane.
    Jakie są ukryte motywy? Każdy może próbować się domyślić. Czy zwykła rywalizacja, czy cheć dogryzienia, złośliwość, czy może zazdrość…

    Kluczem jest : zauważyć!
    “Faktycznie to robię, tak się zachowuję, bywam złośliwa….Ale po co to robię? Czemu to służy?”

    Zauważyć- to zawsze pierwszy krok do zrozumienia tego co leży głębiej, w nas.
    Odkrycia kompleksów, ukrytych zranień, zadawnionych pretensji, etc.
    To szansa na oczyszczenie swoich emocji i relacji.

    Warto poznawać swoje nieświadome intencje – one bardziej niż te świadome – tworzą nasz obraz w oczach innych.

    Wiele razy zetknęłam się z ludźmi głeboko przekonanymi że są zawsze życzliwi i pomocni, a za plecami mówiono o nich jako o osobach złośliwych i nieużytych.
    Świadomie nie wyłapywali (bo je wypierali lub bagatelizowali) tych swoich zachowań które determinowały ich obraz w oczach kolegów.
    Widzieli to co chcieli widzieć, tym samym żyjąc w stanie pewnego wygodnego (?) zakłamania.

    Kiedy sytuacje życiowe weryfikują nasze wyidealizowane wyobrażenia o sobie, możemy poczuć sie skrzwdzeni, potraktowani niesprawiedliwie, zaatakowani.
    Pracownik na rozmowie okresowej słyszy zarzuty jakoby był niekoleżeński – odpowiada:
    - “Nieprawda! Zawsze jestem pomocny dla innych!
    A w głębi, czując się ofiarą, myśli : “Ach czemu tak mnie traktują! Jestem niewinny! No przecież!”

    Dlatego właśnie zawsze byłam zwolenniczką totalnej szczerości wobec siebie i docierania do motywów naszego działania, ponieważ to czyni nas osobami zintegrowanymi.
    Wiemy jak się zachowujemy, wiemy jak jesteśmy postrzegani, mamy głęboką świadomość siebie.
    Wg mnie to pewien ideał do którego warto dążyć.
    Oszczędza wielu rozczarowań i przykrości ;)

    Pozdrawiam
    Zenforest

  29. 2008 sierpień 8

    Wtrącę swoje co nieco. Czytałem kiedyś że aby być dobrym magiem trzeba umrzeć i narodzić się na nowo. Dlatego też czytając powyższe komentarze wtrącę swoje “trzy grosze”. Bardzo mi się podoba cytat zaczerpnięty z komentarza powyżej – “Wielu z nas jednak nie chce widzieć rzeczywistości.” być może lecz może widzą rzeczywistość tak jak sobie ją wyobrażają. Dlaczego? Każdy widzi ją inaczej i przekonałem się o tym prowadząc zajęcia z rysunku z osobami niepełnosprawnymi. Każdy maluje inaczej ale tak jak widzi. Potrafi dokładnie opisać to co widzi i wytłumaczyć co to jest. Można by powiedzieć że – oczywiście osoby niepełnosprawne lecz nie jest to jednoznaczne ponieważ artyści również malują to… no właśnie to co widzą czy to co czują. I tu powrót do umierania i ponownych narodzin. Narodzić się można na nowo po tym jak pozostawimy to co jest pewne za sobą ucząc się na nowo poprzez świadome (ja) starając się zrozumieć to co się dzieje wokół nas bez wprowadzania korekt i naszych przekonań. Dopiero wtedy zobaczymy to co jest zamiast projekcji zaproponowanej przez nasz umysł ponieważ to on wprowadza korekty i podaje obraz który jest zrozumiały dla nas samych przez lata doświadczeń i błędnych lub też nie osądów. Rozczarowania i przykrości są każdemu potrzebne lecz czy akurat to z nich czerpiemy jakąkolwiek lekcję dla siebie? Przepraszam że to takie długie.

  30. 2008 sierpień 9

    Antylicho, Twoje słowa mocno “rezonują” z moim rozumieniem tematu. :)

    Ściskam!
    Wojciech :)

  31. 2008 sierpień 10

    antylicho:
    “Dopiero wtedy zobaczymy to co jest zamiast projekcji zaproponowanej przez nasz umysł ponieważ to on wprowadza korekty i podaje obraz który jest zrozumiały dla nas samych przez lata doświadczeń i błędnych lub też nie osądów. ”

    Jak najbardziej się zgadzam, umysł usiłuje każde nasze doświadczenie dopasować do czegoś co znał już wcześniej, interpretacje zepchnąć w wytarte koleiny, ponieważ boi się nowego, bo się czegoś co może zburzyć tak ciężko wybudowane gmachy poglądów i wyobrażeń.

    “Rozczarowania i przykrości są każdemu potrzebne lecz czy akurat to z nich czerpiemy jakąkolwiek lekcję dla siebie?”

    Myślę, że z każdego doświadczenia możemy czerpać lekcję dla siebie. Najlepiej oczywiście uczyć się na pozytywnych doświadczeniach, ale…niestety jeśli ktoś za głęboko “śpi” czasem życie nim potrząsa, i dlatego dopiero – poprzez cierpienie, przytomnieje i zmienia swoje życie.
    Polecam film “Peaceful Warrior”.
    (Link do trailera filmu : http://www.youtube.com/watch?v=QsS3cXGs2GQ&eurl=http://zenforest.wordpress.com/2007/12/16/droga-wojownika/)
    Opowiada o chłopaku którego życia zmienia wypadek motocyklowy.
    Dodam, że dość drastycznie.
    Film oparty jest na prawdziwej historii Dana Millmana.
    http://zenforest.wordpress.com/2007/11/19/cierpienie-moze-byc-najcenniejsza-lekcja-historia-dana/
    http://zenforest.wordpress.com/2007/12/16/droga-wojownika/

  32. 2008 październik 2
    traksaksis permalink

    Wojciechu-proponujesz każdemu kredke i mówisz :) będziesz artystą. A gdzie cała reszta.Każdy z nas jest na drodze :) ,poszukiwania!NASZ WLASNY UMYSL JEST NASZYM NAJWIĘKSZYM OGRANICZENIEM::)I EGO . PRZYPADKI NIE ISTNIEJĄ:. MOC – NIE DZIAŁANIE – PODCHODZENIE SAMEGO SIEBIE – ŚNIENIE – WIDZENIE CIAŁA ENERGETYCZNEGO – UTRATA LUDZKIEJ FORMY- UTRZYMYWANIE UMYSŁU BEZ MYŚLI – MANIPULACJA PUNKTU LĄCZENIA — TO ASPEKTY ŻYCIA WOJOWNIKA.pozdrawki.WTEDY WSZYSTKO JEST MOŻLIWE NAWET OSZUKANIE ŚMIERCI. AMEN . AAA , A WIARA TO OPIUM DLA MAS.!

  33. 2008 październik 2
    traksaksis permalink

    Zenforest -chociaż byś przeczytala wszystkie najlepsze i najmądrzejsze książki z calego świata i obejrzala najlepsze filmy to jedyne co osiągniesz napewno to kolejne zagracenie umysłu . OWSZEM JEST TO POTRZEBNE ALE TYLKO I WYLĄCZNIE DO ZBUDOWANIA FUNDAMENTÓW .Sztuka polega na zanegowaniu umyslu jako żrodła wszechwiedzy .Zeby budować dalej trzeba zapanować nad umyslem .Wyciszyć go trwać w każdej sekundzie naszego zycia w stanie bez myśli, bez rozproszenia To bardzo trudne !!!, bo wszystko nas rozprasza. Dla osiagnięcia sukcesu trzeba zmienić całe dotychczasowe nasze życie .Kiedy się rodzimy nasz umysl jest czysty !!kiedy umieramy niestety nie .WSZYSTKO CZEGO NAM POTRZEBA TO WIECEJ OSOBISTEJ MOCY. A tę ktorą posiadamy tracimy na sprawy życia codziennego. Medytacja , koncentracja umagi np. na cień liscia , przestrzeń, mgłe , chmury, tafle wody, w zależniści od predyspozycji osobistych wzmacniają naszą drugą uwagę i dodają nam osobistej mocy i uspakajają umysł. To tylko jeden ze sposobów pracy nad sobą. I trzeba patrzeć tak jakby z czubka nosa . Kiedy osiągniesz niezakłucony wgląd , to zadne knigi już nie bedą potrzebne .Ale to tylko jeden z aspektow pracy nad sobą , to jest o wiele bardziej skomplikowane . Zauważ że slowa nas ograniczają i im więcej będe klikał tym bardziej się zakręce. . Wszystko jest poza slowami i myślą . Niech moc będzie z Tobą.

  34. 2008 październik 2

    traksaksis
    Jak najbardziej się z Tobą zgodzę – w generalnych założeniach – aczkolwiek podchodzę do tego bardziej umiarkowanie :)
    Dostrzegam zalety umysłu i wiedzy ale dostrzegam też potrzebę wychodzenia poza nie – w finalnym rozrachunku.

  35. 2008 październik 5
    Trinity permalink

    Lubie De mello :) już się obudziłam lecz jeszcze zdarzy mi sie przyspać :)

  36. 2008 listopad 22
    RaSzu permalink

    Pomyśl o śmierci…

    Już nie żyję, nie ma mnie – umarłem! Jaka to ulga (ufff), nie ma już codzienności, problemów, świata, nikogo….Lubiłem żyć (ach, och)… Nie ma mnie, umarłem. Umarłem dla świata, dla swojego wyobrażenie siebie. Nie ma znajomych, przyjaciół, miłości i tęsknot…W istocie nie żyje, nie mogę już nic zrobić, jestem martwy. Nie ma myśli, marzeń i uczuć. Przepadło wszystko. Nie ma ciała, materii i planów na przyszłość nie pozostało nic z mojej pamięci. Pustka. Brak kolorów, dźwięków, kształtów. Zero. Brak pojęć, słów i symboli. Cisza. Brak dążeń, brak ograniczeń, brak wątpliwości. Tafla wody. Świadomość bez pojęć i bez myśli. Zrozumienie. Nie ma wszechobecnego lęku, nie może być bo lęk umarł wraz ze mną, był obecny tylko za życia. Jestem. Jeżeli jestem, to czym było życie? Projekcja. Strach przed śmiercią jest w istocie strachem przed życiem… Nie żyję. Czym jest życie? Jeżeli jestem martwy, nie mogę się bać życia. Jeżeli żyłem jak mogłem się bać śmierci? Błysk. Jak odróżnić życie od śmierci? Jak odróżnić sen od jawy? Jeżeli śpisz, to czy gdy się budzisz, budzisz się naprawdę czy śnisz dalej? Pewność? Jak odróżnić sen od jawy jeżeli jawa jest snem we śnie? Jak odróżnić życie od śmierci? Jeżeli jestem martwy to czym jest życie? Jeżeli żyłem to czym jest śmierć? Nie ma mnie, nie ma nic. Jest wszystko. Jestem ja. Nie ma nic. Śmierć jest życiem a życie to śmierć.

  37. 2008 listopad 22

    RaSzu”Strach przed śmiercią jest w istocie strachem przed życiem”

    Pamiętam kiedyś przeczytałam zdanie zapisane w jakimś blogu :”A im mocniej dziś pragnę śmierci tym zachłanniej jutro żyję”.
    Życie i śmierć tak ciasno się przeplatają, śmierć rozumiana i dosłownie i metaforycznie. Sądzę, że w tym temacie można naprawdę głęboko kopać :)

  38. 2009 styczeń 24
    Syberianka permalink

    Dziękuje że to napisałaś Zenforest.

  39. 2009 marzec 9
    Midori permalink

    Na temat tego artykułu mam nieodparte skojarzenia z Fenixem – odrodzenie, powstawanie z popiołów.
    Znam ludzi którzy chcieli by wiedzieć kiedy umrą, bo wtedy żyli by inaczej niż teraz, będąc świadomymi ile czasu im zostało, na sugestię “Carpe diem” nie są skłonni przejść, więc co zmieniła by znajomość własnej daty śmierci? Czy dała by im coś, w tym świetle, ta medytacja? sądzę że nie.
    Zenforest, bo we wszystkim jest odbicie Yin i Yang:)

  40. 2009 marzec 9

    Możliwe, wiesz, naprawdę wielu ludzi, którzy doświadczyli traumatycznych sytuacji, jednak zmieniło się w znacznym stopniu. Może wiedza o dacie śmierci to nie jest TO, może potrzeba mocniejszego “potrząśnięcią” :)

  41. 2009 maj 14
    bron permalink

    przeczytalem “przebudzenie”, przeczytałem komentarze. to naprawdę głęboki temat ale podczas lektury naszła mnie myśl, że tak naprawdę nie ma nic ważniejszego niż świadomość TU I TERAZ. pogodzenie się ze śmiercią i ciągła jej świadomość wiąże się z wchłonięciem przez rzeczywistość, chwilę, życie, bo na dobrą sprawę nic innego nam nie pozostaje.
    nie wiem może bełkoczę hhehe bronki zrobiły swoje ale mam potrzebę wypowiedzenia się :)
    od jakiegoś czasu zerkam na twoja stronke Zenforest – i chcę powiedzieć, że trafiasz w samo sedno każdym nowym wpisem oraz każdym swoim komentarzem :) w sumie to uzależniłem się od twojej stronki :)
    czekam na nowe posty jesteś de best :D
    pozdrawiam serdecznie :)

  42. 2009 maj 14

    bron, dzieki, z nowymi postami to kłopot, bo na tej stronie jest ponad 600 artykułów i przyznam że materiał na nowe się kończy :)
    Ale nie mów, że czytałeś już wszystkie 600?

  43. 2009 maj 14
    trueneutral permalink

    Zen,
    wystarczy, że poczytasz Biblię i zaczniesz ją interpretować w ezoteryczny sposób. Będziesz miała tyle materiału, że aż się zdziwisz. :)

  44. 2009 maj 14

    trueneutral,
    cóż, no, pewnie masz rację, niemniej powstrzymam się od bardziej rozbudowanego komentarza, bo po prostu nie wiem co mogłabym Ci odpisać :)

  45. 2009 maj 14
    trueneutral permalink

    Zen,
    chce tylko powiedzieć, że nie musisz wcale szukać jakiś konkretnych tekstów. Możesz choćby pisać interpretację jakiegoś odcinka Star Treka, może SW, albo jakiegoś filmu. Fakt, że to może być bardziej obciążające, ale z pewnością nie będziesz musiała zamieszczać “ograniczonej” ilości dobrych według Ciebie tekstów z nadmierną prędkością. :)

  46. 2009 maj 14

    True, no nie wiem czy to lepszy pomysł :)
    Ostatnio pisałam prawie 3h artykuł o interpretacji książki Tove Jansson i niewielu osobom przypadł do gustu :) Aż tyle czasu nie mam na codzień :) !

  47. 2009 maj 14
    trueneutral permalink

    Zawsze możesz więcej medytować i mniej spać. :P
    A tak serio, wiem, że to czasochłonne. Ale zawsze możesz wybrać coś krótszego, jakiś serial albo nowelkę. Albo nie pisać o wszystkim, tylko o wybranych motywach z filmu, inne pozostawiając sobie na kiedy indziej. Ja tam nie patrzę na wielkość posta, a raczej na jego jakość. A nawet dodam, że jak widzę jakiegoś “kolosa” to aż boję się zaczynać go czytać czasem. :)

  48. 2009 czerwiec 9

    “Najpierw pozwól sobie umrzeć”
    Chyba od tego powinienem zacząć. Kiedyś tam…

Trackbacks & Pingbacks

  1. Pamiętaj, że umrzesz.

Leave a Reply

Note: You can use basic XHTML in your comments. Your email address will never be published.

Subscribe to this comment feed via RSS