Maxa Longa – poglądy na Boga.

2009 listopad 3

serce
Fragment książki:
Max Freedom Long  – Dążenie ku Światłu

Rozważmy dziwny fakt, że chociaż wiemy, iż Bóg jest we wszystkim, także w naszych ciałach i umysłach, nie możemy Go odczuć żadnym z pięciu zmysłów.

Wydaje się, iż cały sekret tkwi w tym, że Bóg czuje razem z nami poprzez zmysły i że nasz wysiłek, by Go nimi odczuć, daje nam równie mało satysfakcji, jak wysiłek, by poczuć samych siebie. Nie jest łatwo poczuć naszą najgłębszą istotę, której zupełnie nie dotyczy to, czy jest nam ciepło, czy zimno, czy czujemy się szczęśliwi, czy przygnębieni, ociężali czy lekcy. Zmysły służą nam po to, by uświadomić nam rzeczy zewnętrzne, a nie wewnętrzne, które tworzą Ja.

Równie dziwne jest, że nie potrafiąc wyczuć Ja w sobie jako czegoś, co miałoby zapach lub smak, było twarde bądź miękkie, stale mamy przemożne poczucie bycia indywidualną istotą, Ja, tożsamością – jakkolwiek to nazwiemy.

Nie umiemy wyobrazić sobie swego Ja w kategoriach świata fizycznego. Nie możemy wyobrazić sobie jego wyglądu, jego głosu czy siły jego ręki.
A jednak, nie ma na tym świecie zdrowego na umyśle człowieka, który dałby się przekonać, nawet najbardziej uczonymi argumentami, że nie istnieje jako Ja, zupełnie niezależne od ciała.
Jest to przyrodzona WIARA – co warto zapamiętać.[...]

Dojście do wyczuwania Boga w ten sam niewytłumaczalny sposób, w jaki odczuwamy siebie jako Ja, to sprawa zasadnicza, jeśli mamy stworzyć w umyśle mądry obraz Boga i Stworzenia, który wesprze naszą pracę nad osiąganiem rozumienia siebie jako Ich integralnej części.

Nauka odczuwania Boga, tak jak odczuwamy Ja w sobie, zaczyna się od pracy świadomego umysłu. Dociekamy istoty rzeczy – to właśnie robimy teraz razem. Przekonujemy średnie Ja czyli racjonalne świadome Ja naszego umysłu, że musi być jakiś Bóg – że Bóg istnieje.
(M.F.Long używa terminów Niższe, Średnie i Wyższe Ja, co ~z grubsza~ odpowiada terminom Podświadomość, Świadomość ego oraz Nadświadomośćprzyp. zenforest),
Nie jest to bardzo trudne, bo możemy postrzegać Boga jako życie we wszystkich rzeczach i potrafimy zaakceptować dowody, które same zewsząd się narzucają.

Ale jeśli chodzi o rozwinięcie wewnętrznego poczucia, które mówi nam, że Bóg jest tak bliski, tak realny i tak bardzo w nas jak nasze własne Ja, to do procesów rozumowych musimy dodać jeszcze coś ponadto.

To dodatkowe coś jest dokładnie tak samo dziwne, jak dziwne jest istniejące w nas poczucie prawdziwości naszego Ja. Jest to zarazem wyczuwanie, jeśli można to tak ująć, w którym nie bierze udziału żaden z pięciu zmysłów.
To tak, jakbyśmy zdołali rozwinąć szósty zmysł, intuicję, która pozwala nam czuć i wiedzieć bez wrażeń fizycznych.

Napisano setki książek o drogach i sposobach poznania, czy też „realizacji” Boga.
Większość z nich ma niewiele do zaoferowania, bo autorzy nie zdają sobie sprawy, że to niższe, czyli podświadome Ja w nas pozostaje w najbliższym kontakcie ze światem, w którym Bóg „porusza się i ma Swój byt”.
Kiedy już średnie Ja zrobi, co leży w jego mocy, by pojąć Boga, trzeba się zwrócić do niższego Ja i nauczyć się odczuwać poprzez nie – zupełnie poza zwykłymi, czyli znanymi nam zmysłami – obecność Bożą przenikającą wszystko, co istnieje. Jest to proces wchodzenia w Boga tam, gdzie jest On obecny w świecie wokół nas, a nie jednoczenia się z Nim w jakimś dalekim niebie, gdzie jest on jakoby czystym Duchem.

To odczucie można porównać do wielkiego cichego przepływu Bytu – bardzo rozszerzonej świadomości Ja. Mędrcy nazwali ten przepływ Rzeką Życia.
Mówimy o upływie Czasu. Od dawna upodobano sobie ideę płynności i ruchu, a także wielkiej rzeczywistości. Zatem, aby wejść w potok, łączymy się z niższym Ja, przestajemy rozumować na temat Boga, natomiast usiłujemy odczuć Go szóstym zmysłem wiary, jaka wypływa z niższego Ja.

Ważne jest, aby ZAPRZESTAĆ POSŁUGIWANIA SIĘ ROZUMEM,
o czym od wieków doskonale wiadomo niektórym z najstarszych religii. Na przykład w odmianie buddyzmu znanej na Zachodzie jako Zen jedna z praktyk polega na tym, że mnichom w klasztorach daje się zagadki, nad którymi mają rozmyślać, problemy tak postawione, że rozum w żaden możliwy sposób nie potrafi ich rozwiązać. (Taka zagadka nazywa się koan).

Dla ilustracji przytoczę opowieść o mnichu Zen, który dawno temu praktykował w Japonii.

Pragnął on dojść do poznania, urzeczywistnienia siebie jako Ja i zmagał się z umysłem, zmysłami i pamięcią, usiłując przeniknąć poza to, co zewnętrzne, do cichego wewnętrznego jądra swej Istoty. Pewnego dnia udał się do swojego mistrza i powiedział:

– Poddaję się. Nigdy nie potrafię osiągnąć Urzeczywistnienia. Przyszedłem, by Cię pożegnać i podziękować za wszystko, co uczyniłeś, by pomóc mi odnaleźć Światło.

Mistrz skinął głową i powrócił do głębokiej medytacji, nie udzielając mu ani słowa współczucia czy nadziei. Mnich odszedł smutny, w wielkiej rozpaczy. Chodził bez celu ogrodowymi alejkami, powtarzając sobie:

– Jedyne, co mi pozostaje, to zdjąć szatę i powrócić do świata. Nie udało mi się.

Tak rozmyślając, zbliżał się do krzewu róży, przy którym poprzedniego dnia długo stał w podziwie. W całym swym dotychczasowym życiu nigdy nie widział tak doskonałej róży i patrzenie na nią sprawiało mu ogromną radość. Odczuwał też nieco dumy, ponieważ pomagał w uprawie ogrodu. Teraz pomyślał strapiony, że rzuci jeszcze jedno ostatnie spojrzenie na doskonały kwiat.

– Będzie mi zawsze przypominać – powiedział sobie – o doskonałości, która istnieje tu w tym ogrodzie, ale która mi się ciągle wymykała.

Raz jeszcze podszedł do róży. Zwieszała główkę, wyblakła, i jej płatki zaczęły opadać. Utraciła swe piękno i zapach. Wielki żal wypełnił mu serce. Wyciągnął rękę i dotknął wyblakłych płatków, jak gdyby mógł w jakiś sposób przynieść jej ulgę.
Nagle poczuł, że cały świat cierpi i że on sam jest całym cierpieniem świata. Po paru chwilach popędził z powrotem do swego mistrza.

Mistrz otworzył oczy i uśmiechnął się.

– Ach – powiedział radośnie – a więc nareszcie przestałeś myśleć o Bogu i nauczyłeś się Go odczuwać? – Urwał i przyjrzał się uczniowi pytająco. – Czy potrafisz teraz rozwiązać swój koan?

– Nie da się tego wyrazić w słowach – padła cicha odpowiedź. – Tak naprawdę rzeczy zewnętrzne nie istnieją w sposób rzeczywisty.
Bóg jest zarazem ciszą, nicością i Wszystkim. Dopiero gdy poczuje się wszystkie rzeczy w sobie, można siebie poznać… Wczoraj widziałem doskonałą różę, ale kiedy dzisiaj przechodziłem obok…

– Tak, tak, oczywiście – przerwał mistrz. –
- Przestałeś myśleć i stałeś się zdolny do odczuwania.
Poczułeś Boga i odkryłeś, że nie przypomina On niczego, co do tej pory poznałeś. Ale słowa potrafią tylko lekko dotknąć tych spraw. Musiałeś poznać Byt w sobie, odczuć Go…
Teraz jednakże pora na herbatę. Usiądź przy mnie, a ja dam ci nowy koan, nad którym popracujesz; i wkrótce poczynisz szybkie postępy.
Pokaż mi teraz, jak wyjść, jednocześnie wchodząc. Nie ma drzwi. Pokaż mi, jak je zamkniesz…

*

AFORYZM II.
Jeśli sądzisz, że odnalazłeś Boga, poproś Go, by do ciebie przemówił. Poproś, aby dotknął twego czoła, żeby dał ci znak, tchnienie pięknego zapachu, błysk koloru albo dźwięk niebiańskiej muzyki. Jeśli coś takiego się pojawi, NIE będzie to od Boga. On przemawia od wewnątrz.
Ty jesteś Bogiem. Ty musisz dać znak. Wejść w Potok Życia.

Jest to paradoks. Oznacza, że kiedy popełni się błąd myślenia o sobie jako o kimś oddzielonym i bytującym z dala od Boga oraz błąd oczekiwania, że Bóg przyjdzie z zewnątrz, by dać „znak” albo jakieś wrażenie, pora udać się do niższego Ja.

Czuć Boga to znaczy zaniechać wszelkiego odczuwania z zewnątrz i dać się pochłonąć Przepływowi, który zawiera wszystkie uczucia.
Aby otrzymać czystą biel, która nie jest żadnym kolorem, miesza się trzy podstawowe barwy światła; podobnie człowiek rzuca wszystko, co jego, w potok, nic nie zatrzymując, oddając każdy najmniejszy ślad błędnego poczucia oddzielności.

Najpierw zatapiamy się w naszym niższym Ja, przestając zupełnie rozumować, wyciszając wszelką myśl.

Kiedy, po dostatecznej praktyce, potrafimy to uczynić, wtedy wraz z niższym Ja opuszczamy się na większą głębokość: Boga-we-Wszystkim.
Można to również pojmować jako rozszerzanie się w przestrzeni.
Pozwalamy pęknąć granicom.
Pozwalamy, by poczucie Ja rozszerzyło się w poczucie Wszystkiego.
Owo Wszystko niektórzy nazwali Tym lub Tamtym. Może najmądrzejsi są ci, którzy nie dają temu w ogóle nazwy, mówiąc, że trzeba to poczuć, wejść w to i poznać – a nie nazywać czy opisywać.

Ci, którzy pragną „znaku”, aby upewnić się, że Bóg naprawdę istnieje (a grupa ta zawsze była liczna), sami muszą stać się znakiem. Aby poznać Go do końca, musimy stać się jednym z Nim w cichym słuchaniu bez uszu, obserwowaniu bez oczu. To raczej serce niż umysł zasygnalizuje poznanie tej PRAWDY, która, raz odczuta, pozostanie na zawsze z człowiekiem jako sama substancja wiary.

Fragment książki:  Freedom Long Max – Dążenie ku Światłu

Zobacz także

Dziecinna wizja Boga. Pułapka języka.

Krótka historia Boga

Bóg – to jest…

Dobro i zło

Czy Bóg karze za grzechy? Czy ludzie?

Rozmowy z Bogiem

Bóg nie żyje? Szatan nie żyje?


Odpowiedzi: 15 leave one →
  1. 2009 listopad 3
    Eliszka permalink

    powiem za Abd-ru-shinem ” O świetle samym, o Bogu, wcale …. nie mówię. Jest dla mnie zbyt święty! A poza tym, człowiek przecież nigdy nie mógłby Światła pojąć.Musi na wieki zadowolić się tym, że Bóg jest!”.

    ” Białe Światło, czyli Boże promieniowanie, w którym tylko boskie może trwać bez utraty świadomości, zawiera w ten sposób w sobie wszystkie podstawowe części całego stworzenia. Owe części podczas powolnego ochładzania oddzielają się i odpadają, poprzez ruch uzyskują formę, a będąc już sformułowanymi łączą się nie spływając już jednak ze sobą, ponieważ brak potrzebnego ku temu ciśnienia.Na każdym stopniu ochłodzenia konkretna część oddzieli się i pozostaje w tyle.
    Najpierw boskie, później duchowe, potem istotne, w końcu opada dalej już tylko subtelnomaterialność i gęstomaterialność”.

    Bez uważnego studiowania tej książki trudno zrozumieć przesłanie autora. My ludzie w każdym razie jesteśmy w tym poziomie drugim, duchowym. A każdy gatunek, rodzaj może dotknąć i doświadczać tylko jednorodnego.
    Tak więc Bóg pozostanie na zawsze dla człowieka tajemnicą.

  2. 2009 listopad 3
    Zind permalink

    Po dyskusji, która miała tu niedawno miejsce, próbowałem sie zapoznać z tym Abd-ru-shinem, ale dla mnie to bełkot. Wyrażam prywatną opinię :)

    Nie miałem też wrażenia, że to wiedza dla super-zaawansowanych, która ujawnia swój niesamowity-oświecony poziom jeśli tylko będziesz ją studiował dostatecznie uważnie, co zostało powyżej zasugerowane.
    To co trafne, zwykle bywa proste i jasne. Rzadko jest zagmatwanym wtajemniczeniem dla wytrwałych.

    *O świetle samym, o Bogu, wcale …. nie mówię. Jest dla mnie zbyt święty!*

    A ty sam, człowieku, jaki jesteś w zestawieniu z odległym świętym Bogiem?
    Proch i marność? Ciekawe podejście do człowieka, choć spóźnione, bo w średniowieczu już była na to moda.

  3. 2009 listopad 3
    Eliszka permalink

    Twoje zdanie Zind, ale pozwolisz, że zachowam swoje, już tylko dla siebie.

    To, co człowiek w ogólnej masie/ sorry za uogólnienie/reprezentuje dzisiaj, śmiem twierdzić, iż nie jest ani wzniosłe ani optymistyczne.

    Książka nie jest dla leniwych, trzeba się faktycznie wysilić by wejść w jej przesłanie.
    Wówczas w konkluzji człowiek, świadomy człowiek brzmi dumnie.

  4. 2009 listopad 3
    majk79 permalink

    A ja uważam, że nawet rozumem można do tego dojść. Po prostu zacznij intensywnie myśleć. Bardzo intensywnie. :)

    “Przepraszam, którędy do Oceanu?” – spytała mała rybka. :)

  5. 2009 listopad 3
    Zind permalink

    Eliszka,
    Polecam Twej pamięci spis rozdziałów z tej książki
    http://zenforest.wordpress.com/2009/10/19/podswiadomosc-wg-huny/#comment-14310
    i do dziś mnie dreszcze przejmują gdy myślę o
    *zbrodni hipnozy* czy *jasnych włóknach nad wami!*
    :D :D :D :D :D

    To dla mnie taka zakręcona, barokowa ezoteryka z serii Saint Germain, Annie Besant czy Bławatskiej. Wole prostotę Sissona, Mello, Tolle a nawet miejscami Osho.

  6. 2009 listopad 3
    wszechswiat permalink

    Rozum może spróbować ująć Boga w słowa, ale tylko serce może go odczuć.

  7. 2009 listopad 3
    Eliszka permalink

    Szkopuł w tym, że samym rozumem niekoniecznie. Rozum to część składowa materii, która wszak jest ubrankiem duszy tu na ziemi.

    Problemy człowieka i tego cywilizowanego i tego z buszu/ jeszcze tacy są/ biorą się właśnie stąd, że przede wszystkim rozumowo próbuje się rozwikłać zagadkę stworzenia, istnienia, sensu życia. Każde następne pokolenie, przez kolejne wieki, tę stronę rozumową ma rozwiniętą w coraz wyższym stopniu, natomiast sfera duchowa jest odbierana przez ogół jako, w najlepszym razie nieszkodliwy fanatyzm.

    Co prawda psychologia rozgranicza świat myśli od świata uczuć i emocji, które nas określają i o nas stanowią, jednak oficjalnie kierunku psychologii połączonej z duchowością nie ma.

    Duchowość człowiek w przeważającej liczbie scedował na kapłanów różnych religii, przez lenistwo, wygodnictwo, brak ambicji, nie wiem, brakiem czasu raczej trudno uzasadnić tak ważną sferę naszego życia. Jej brak odbija się na następnych pokoleniach, nowymi problemami w edukacji, we wchodzeniu młodych ludzi w dorosłe, odpowiedzialne życie.
    Rzecz w tym, że samym rozumem nie da się tego wszystkiego ogarnąć.

  8. 2009 listopad 3
    Eliszka permalink

    Zind, każdy wybiera lektury wg własnego uznania.
    Ja jestem widocznie na takim etapie, że książka ‘W Świetle prawdy’ odpowiedziała mi na wiele pytań i rozświetliła wiele. Pisząc o etapie, mam na myśli bardziej wiek niż jakieś szczególnie mniemanie o swoim rozwoju.

    Jestem świeżo po lekturach E. Tollego i jak już wspominałam, jego przesłania pokrywają się z w/w książką, przyznaję, że w przystępniejszy sposób.
    Z pozycji w/w przez Ciebie nie znam tylko Sissona, ale należę do tych długowiecznych, więc wszystko przede mną:)

  9. 2009 listopad 3
    vamas permalink

    obiecalem ze nie bede eliszki pogladow krytkowal to nie bede, choc jak zobaczylem slowo Abd-ru-shin to juz mi sie palce rwaly do jakiejs soczystej opinii ;)

    majk, rybka sie za bardzo glowila nad sprawa, wiec przestala odczuwac gdzie jest :)

  10. 2009 listopad 3
    Eliszka permalink

    Vamas, wielkie dzięki i tu buźka:) nie jestem pewna czy się udała…

  11. 2009 listopad 3
    Eliszka permalink

    no i tak to jest z tą moja rozumową częścią mózgu, znów coś źle naduszam

  12. 2009 listopad 3

    trzeba zrobić spację przed ;)

  13. 2009 listopad 3
    majk79 permalink

    Eliszka, ja wcale nie twierdzę, że za pomocą rozumu można wprost poznać Boga. :) Mi raczej chodziło o pewien całościowy proces poznawczy, w którym punktem wyjścia jest właśnie rozum. Poznanie rozumowe przypomina odlewanie wody za pomocą naczyń z lodu; ta sama substancja jednak inny stan skupienia. W grucie rzeczy wszystko, nawet rozum sprowadza się do wody, różne są jedynie stany skupienia, formy, wariacje. Po prostu dostrzegasz, że natura wody i naczynia, którym ją odlewasz jest w istocie taka sama.

    Im lepiej poznajesz naturę rozumu i myśli, tym lepiej pojmujesz ich esencję. Staje się tak, kiedy rozum dochodzi do swojego poznawczego kresu, kiedy jasne staje się, że nie jest w stanie uchwycić samego siebie. Pojmujesz wtedy, że rozum w swojej istocie jest tak samo ulotny jak to, co próbuje opisać. Że lód nie jest różny od wody. To znaczy; nie jest tym samym, ale nie jest też czymś różnym.

    Dlatego uważam też, że koan wcale nie musi być nielogiczny. :) Wręcz przeciwnie, w niektórych przypadkach nawet lepiej działa na wyobraźnię jeśli jest sformułowany w sposób logiczny. Czym na przykład jest drzewo?

  14. 2009 listopad 3
    majk79 permalink

    Cieszę się, że Vamas doszedłeś do porozumienia z Eliszką. W Oceanie jest miejsce na różne rybki, te małe i duże. No i na rafy koralowe w stylu Zenforest. :)

  15. 2009 listopad 3
    klaps permalink

    świetny tekst- taki z “babciną dobrocią”…chyba prościej i cieplej się nie da…

Dodaj komentarz

Note: You can use basic XHTML in your comments. Your email address will never be published.

Subscribe to this comment feed via RSS