Tagi
komunikacja, list, markowska, myśli, nadświadomość, obrazy, podświadomość, rozmowa, uczucia, Świadomość

Przez obrazy i uczucia. Podświadomość jest jak dziecko. Czytać nie umie, za to doskonale rozumie, co myślisz i czujesz. Ważniejsze są dla niej uczucia niż słowa. Jej królestwem są emocje.
Jeśli napiszesz do podświadomości list, nie dotrą do niej słowa, tylko emocje, jakie wytworzą się podczas pisania. I tak na przykład afirmacje pisemne, czyli przepisywanie tej samej frazy, sprzyja zmęczeniu umysłu. W ten sposób osłabiamy czujność naszego wewnętrznego kontrolera, który z reguły przeszkadza w swobodnej „rozmowie” z podświadomością. Optymalny efekt tej komunikacji osiagniemy, kiedy umysł jest znudzony i rozluźniony a wyobraźnia podsuwa ci przyjemne obrazy.
Im częściej będziesz wprowadzała się w stan radosnego oczekiwania na korzystną zmianę w życiu, im częściej będziesz się czuła jak osoba, która ma wszystko, jest szczęśliwa – tym szybciej przyciągniesz do życia ów stan. Jeśli czujemy się kochani, wówczas działamy jak antena, która nadaje program pod tytułem „Miłość”. Wibracja ta działa jak lep na muchy, przyciągając zdarzenia, które zawierają w sobie energię miłości. Im częściej odczuwasz w sobie stan obfitości, tym bardziej świat będzie cię wspierał w tym, aby obfitość była twoim coraz większym udziałem.
Kluczem do tych pomyślnych okoliczności jest nadświadomość. To ona „koordynuje” zdarzenia w świecie zewnętrznym. Wydaje się nam, że na to co nam się przydarza, nie mamy wpływu. Tymczasem to tylko nasz umysł nie potrafi się z dogadać z otaczającą nas rzeczywistością. A podświadomość – wręcz przeciwnie – jest doskonałym kanałem komunikacji. Doskonałym i zupełnie zaniedbanym.
Podstawowy błąd, jaki popełniają adepci sztuki komunikacji z wyższą instancją to myślenie zadaniowe. Wydaje nam się, że wystarczy zrobić cokolwiek w kierunku przekazania nadświadomości naszych pragnień i będzie dobrze. Czasem, oczywiście, dzieją się cuda, ale częściej wymaga to systematycznej pracy. Więc jeśli wyobrażasz sobie, że wystarczy przez pół godziny dziennie czuć się jak bogacz, wizualizować sobie bogactwo, sumiennie przepisywać afirmacje, lub nawet śpiewać je i będzie dobrze – muszę cię rozczarować. Bo jeśli przez pozostały czas twoje myśli zajęte są myśleniem o trudnościach życia, niedostatku, ciągłym braku, to z czystej matematyki wynika, że twoje emocje dalej są po stronie biedy. Na szczęście matematyka to nie wszystko. Moc twoich pozytywnych myśli jest wielokroć silniejsza niż tych negatywnych. Tylko dajmy im prawo zaistnieć w naszym życiu. Nasze myśli jeżdżą po autostradzie nawykowego małostkowego myślenia. Żeby to zmienić, trzeba stworzyć zupełnie nowe ścieżki neuronowe, a potem jeszcze je użytkować i to często. Na początku przypomina to karczowanie lasu. Z biegiem czasu coraz łatwiej jest myśleć o rzeczach przyjemnych. A wydawałoby się, że nie ma nic prostszego jak marzyć o niebieskich migdałach. Tymczasem okazuje się, że łatwe to było, kiedy mieliśmy lat kilka lub kilkanaście. Teraz to ciężka praca!
Kiedy chcesz zmienić swoje życie, relacje, dobrostan i chcesz to zrobić w duecie z podświadomością, musisz zaangażować swoje uczucia a wyłączyć umysł, racjonalne myślenie, wewnętrznego krytyka i osobistego sabotażystę.
Najprostszym i najszerzej dostępnym sposobem na to jest oddychanie. Świadome oddychanie. Jest sporo technik, wybieraj intuicyjnie. Medytacja jest równie dobra, acz wymaga praktyki. Stan wyciszenia umysłu, czyli stan alpha możesz osiągnąć drogą głębokiej relaksacji. Jedynym zagrożeniem dla tej metody jest mimowolne przeniesienie się do krainy Morfeusza. Na szczęście tam też można pracować, i to równie konstruktywnie.
Praca z nieświadomością składa się z trzech etapów:
* znalezienie przekonania, które blokuje cię przed osiągnięciem pożądanego stanu,
* transformacja niepotrzebnego wzorca,
* zaszczepienie nowego przekonania.
Cudownym podsumowaniem całego procesu, klamrą spinającą wszystkie elementy jest wdzięczność. Wdzięczność to potężne narzędzie, dające nam jeszcze więcej tego, co dostaliśmy i za co jesteśmy wdzięczni. Jeśli płacimy rachunek w sklepie, restauracji, czy innym miejscu dziękujmy za to, co właśnie otrzymaliśmy, błogosławmy osoby, od których to otrzymujemy i ślijmy wszem i wobec dobrą energię. Ona zawsze wraca zwielokrotniona.
Ostatnim elementem jest działanie. Praca z podświadomością i nadświadomością to rewolucyjne metody osiągania pożądanych zmian w życiu, jednak pewne przekształcenia wymagają oprócz pracy z energią także pracy z materią. Czyli trzeba wypełnić przysłowiowy kupon totolotka, albo wyjść z domu i wpaść do kałuży, z której uratuje nas mężczyzna naszego życia, albo wysłać cv po to, aby dać swojemu przyszłemu pracodawcy szansę na zatrudnienie nas. Zrobić coś, postarać się bardziej, zadziałać, a nie czekać na zbawienie. Najpierw trzeba wprawić w ruch machinę wszechświata. Czasem, aby ją ruszyć z posad, trzeba nam będzie czasu i wytężonego wysiłku. A czasem wystarczy ją dotknąć palcem. Nigdy nie wiesz, ile pracy cię czeka. To jest ryzyko, które bierzesz na siebie. Pamiętaj, zawsze się możesz poddać i życie będzie takie jak dotychczas. Na wypadek, gdybyś postanowiła zaryzykować, mam dla ciebie…
ĆWICZENIE
Mój perfekcyjny dzień nowego życia
*
Najpierw zastanów się do czego dążysz, czym jest dla ciebie sukces. Dla ciebie osobiście, nie twoich rodziców, męża, dzieci, tylko dla ciebie, jaką jesteś, kiedy nikt cię nie obserwuje. Co przyniesie ci największą satysfakcję, zadowolenie z siebie, dumę?
*
Kiedy już to ze sobą uzgodnisz, napisz krótkie wypracowanie na temat: Mój perfekcyjny dzień nowego życia. Wyobraź sobie, że spełniło się twoje życzenie i budzisz się w swoim nowym życiu. Opisz ten dzień w szczegółach. Od momentu obudzenia się (jak wygląda sypialnia, która jest godzina, czy spieszysz się do pracy, czy możesz leniuchować, kto leży obok ciebie, jaki jest widok za oknem, ile masz lat…) W wypracowaniu z detalami przedstaw cały dzień, do momentu, kiedy idziesz spać. Uwzględnij wszystkie możliwe szczegóły, oraz odpowiedz sobie na kilka pytań: Jak się wtedy będziesz czuła? Jak będziesz mówiła? Czy zmieni się twój styl mówienia, sposób wyrażania, szybkość wypowiadania? Jak będzie wyglądała twoja twarz? Twoja postawa? Jakim będziesz człowiekiem? Jaka będziesz dla najbliższych, jaka będziesz dla przyjaciół, dla osób obcych? Wczuj się w ten moment. Obudziłaś się… Po czym poznasz, że już osiągnęłaś swój cel, że to jest dzień twojego nowego życia? Czym się różni od dziś.
*
Kiedy zakończysz to ćwiczenie, możesz dokonać wizualizacji swojego życia tworząc osobistą Mapę Marzeń. Praca ta polega na jakieś formie wizualnego oddania swojego szczęśliwego życia. Można rysować, malować, można też powycinać z kolorowych magazynów zdjęcia, które zobrazują różne dziedziny naszej przyszłości: nasze relacje, pracę, związki, dzieci, dom, jak będą nas postrzegali inni, jak będziemy spędzali czas wolny, kim się staniemy. Możemy też stworzyć film opisujący nasze życie, to lepsze życie. Ramy felietonu są zbyt wąskie, ale jeśli ktoś chciałby zobaczyć jak wyglądają takie filmowe afirmacje, zwane z angielska „vision statement” lub „mind movies” to zapraszam na stronę http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/Vision_statement.html Jest tam też instrukcja jak wykonać własny film. W gruncie rzeczy jest to banalnie proste. A uwierzcie mi, wasza podświadomość zakocha się w tym.
Na jakiekolwiek działanie się zdecydujesz, będzie dobrze, bo zaczniesz się komunikować ze swoim wewnętrznym Ja. I mam nadzieję, że będzie to początek pięknej przyjaźni.
Autor: Beti MARKOWSKA – trenerka rozwoju osobistego. Prowadzi warsztaty i sesje indywidualne. Założycielka Centrum Rozwoju Osobistego “Solaris” (http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/ )
W swojej pracy wykorzystuje techniki Huny, NLP, channelingu, wizualizacji, pracy z ciałem.
Zobacz także:
• Wizualizacja. Materializacja marzeń. Sekret.
• Uzdrowicielska potęga wizualizacji
bardzo dobry artykuł. polecam książkę “Potęga podświadomości” – dużo o sile przyciągania:)
Zanim trafiłem na ta stronkę wiele razy nieświadomie robiłem takie rzeczy, miałem takie przemyślenia tylko od jakiegoś czasu są one pozytywne.
“Najpierw trzeba wprawić w ruch machinę wszechświata. Czasem, aby ją ruszyć z posad, trzeba nam będzie czasu i wytężonego wysiłku. A czasem wystarczy ją dotknąć palcem.”
Nie do końca się zgadzam, nie można robić nic na sile wszytko i tak potoczy się własnym torem ale nie można tak ze siedzieć i czekać wystarczy, chodzić do pracy, uczyć się… robić rzeczy codzienne i w jednej sekundzie może się wszytko zmienić, jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Witam,
odnośnie artykułu – tematyka przypomniała mi o pewnej książce, którą polecam, głównie tym osobą, które chciałyby zmierzyć się ze swoimi wzorcami z dzieciństwa. Stosunkowo niedawno używałem tej książki i przyznam szczerze, że pewne momenty były bardzo bolesne. Z drugiej jednak strony to, co ta książka mi uświadomiła jest wręcz nie do uwierzenia. Oczywiście może to być moje odczucie, bo ja od kiedy pamiętam miałem pewne problemy z identyfikacją swoich uczuć, z ich wyrażaniem i tak dalej. A ta książka jest głównie o uczuciach i o ponownym spotkaniu ze sobą samym, gdy było się dzieckiem. Początkowo traktowałem to nieco z przymrużeniem oka, ale do czasu… polecam książkę. Oto tytuł i autor.
John Bradshaw “Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko”
Dobry artykuł, jak wiele innych na tej stronie. Jedyne co mnie razi – dlaczego jest napisany w formie skierowanej do kobiety? Czy nie lepiej by było gdyby artykuły, które w rzeczywistości dotyczą zagadnień nie związanych z płcią były bezosobowe.
Zen, życzę Ci poczucia mocy w każdej chwili, jak najwięcej radosnych momentów, natchnnienia w umieszczaniu nowych atykułów na blogu i jak najwięcej pozytywnych wibracji w czasie Świąt i na co dzień
A wydawałoby się, że nie ma nic prostszego jak marzyć o niebieskich migdałach. Tymczasem okazuje się, że łatwe to było, kiedy mieliśmy lat kilka lub kilkanaście.
No właśnie – łatwe to było wtedy, rzeczywiście, i stałe i nieustające, a jednak nie przyciągnęło, nie wprawiło machiny wszechświata w ruch, nie oblało blaskiem szczęścia itp. Więc JAK to działa?? No JAK??
Kiedyś – nie wiedząc nawet, że istnieje coś takiego jak podświadomość, kiedy byliśmy bardzo młodzi i marzenia wydawały się rzeczywistością, która nastąpi już za chwilę – umieliśmy w nie wierzyć, czuć ich spełnienie, przecież pamiętam. Pamiętam tę radość w sercu. I pamiętam też rezultaty – nieprzewidywalnie bolesne. Więc jeszcze raz: JAK to w takim razie działa?? Ktoś wie?
To nie spełnienie marzeń daje poczucie szczęścia – to sprawia poczucie, że coś w tobie rośnie kiedy idziesz swoją drogą, kiedy coś w sobie nowego odkrywasz, kiedy coś w sobie przekraczasz – kiedy odnajdujesz w sobie coś, o co być może wcześniej sam byś się nigdy nie podejrzewał. Reszta to tylko ozdobniki, wcięcia w akapicie, marginesy na notatki i z czasem – pożółkłe kartki.
Jest to zawsze coś nowego a zarazem bardzo oczywistego.
Eeeeee, to zupełnie co innego. To po prostu inny aspekt jednego tematu.
Wszystko o czym tu piszecie świadczy o tym tylko, że się przejmujecie życiem, tym kim jesteście, co robicie itp. Niepotrzebnie! Bądźcie jak niemowlęta, płaczcie, śmiejcie się, srajcie w gacie, róbcie to, co podpowiada wam wnętrze i niczym się nie przejmujcie. Życie to nie filozofia, tylko codzienna rzeczywistość, intelekt go nie zrozumie. Trzeba żyć bez wysiłku. Wszyscy już jesteśmy u celu, dokądkolwiek się udasz, jesteś we właściwym miejscu.
No przecież właśnie nie o intelekt tu idzie!! Tylko nie to! Cały dowcip w uczuciach: poczuj to – a będzie twoje. Jedna drobna rzecz – rzadko działa. A jeśli rzadko – to nie jest zasadą, raczej przypadkiem.
)
A z tym byciem jak niemowlęta – dowaliłeś
To wbrew wszystkiemu, niestety…
Ech, życie, życie, żeby ty jeszcze gotować umiało…
molly, poczytaj książki Vadima Zelanda nt. transerfingu
Dziękuję, Beta. Rozejrzałam się w sieci za V. Zelandem, wiele nie znalazłam, ale skubnęłam jakieś informacje, kawałek wywiadu. Zajrzę do książek, bo zaciekawiła mnie przestrzeń wariantów – poczułam to.
Ale i tak nadal mnie frapuje spełnianie lub nie tych nieskalanych zwątpieniem pragnień. W tej konkretnej teorii rozmowy z podświadomością etc.
)
Może się uczepiłam, może…
Czucia karmią się myślami a myśli czuciami. Błędne koło o tak naprawdę pozornej trwałości. I gdzie tu miejsce na spokój?
Marek
Może spokój jest ponad czuciem i ponad myślami.
molly
Zgodzę się z Markiem odnośnie bycia jak niemowlę – to właśnie dzieci nie są skażone przejmowaniem się o swój los, o los innych, nie martwią się niczym i po prostu żyją. Zauważ, że im bardziej się zaczynają obawiać świata, tym ciężej jest im żyć…
Pozdrawiam serdecznie
No tak…. swietny artykul. Przemawia do mnie duzo bardziej niz “Potega podswiadomosci”
Moim najwiekszym problemem ostatnich lat bylo – co ja chce robic. Jak chce by wygladalo moje zycie. Niesamowite ale prawdziwe. Dlaczego mam wciaz jakas blokade kiedy slysze “sukces i bogactwo”? Czy to stare jakies przekonania? cos, co nam wlozono do glow dawno temu? Uwazam,ze powinnam byc skromna, pokorna(madrze), nie chciec za duzo itp. I wiem,ze nie ma nic zlego w checi posiadania jak najwiecej. To czemu ja tego nie chce? I chce jednoczesnie. Poczucie winy,ze ja mam a ktos nic nie ma. wiec slusznie bedzie jak bede miala troche. I najlepiej nie wzbudzac w nikim zazdrosci bo mi szkoda jak ktos sie zle czuje z mojego powodu. Czy to jest sprawiedliwosc? jak do tego podejsc?
Murphy’ego . Moje zycie pelne bylo marzen i one sie spelnialy nawet w doroslym zyciu i nie rozumialam jak to mozliwe. Wystarczylo bym tylko pomyslala i bylo!!! Nie wiem w jakim stanie wiec byl moj umysl i podswiadomosc skoro to tak szybko nastepowalo…. to bylo nie samowite. Potem problemy, rodzina i przestalam marzyc. Zorientowalam sie dopiero po paru latach,ze nie marze, ze NIE MAM marzen!!! Tak mnie przygniatalo cierpienie i beznadzieja.
Codziennie wieczorem staram sie medytowac, juz w lozku niestety bo nie da rady zanim dzieci nie pojda spac. Rzeczywiscie Morfeusz pojawia sie jakos niepostrzezenie i chce sie zadomowic ale znalazlam jakis sposob ostatnio i udaje mi sie umknac przed jego objeciami
Beta, dziękuję za “podrzucenie” Zelanda. Czekam na 5 t. Jestem Ci wdzięczna.
molly
Cieszę się, że Zeland przypadł Ci do gustu.
Muszę przyznać, że ta lektura sporo spraw mi wyjaśniła i parę jego rad zastosowałam z pozytywnym skutkiem. A piąty tom już się ukazał. Na końcu książki jest też zapowiedź szóstego…
Pozdrawiam, Beta
Beta,
wiem, nawet doczytałam, że wszystkich tomów jest 9!! Nuda nie zagraża…
Jutro idę po 5.
Ze swej strony mogę Ci polecić “Boską matrycę” Gregga Bradena – ale nie film, choć też jest ciekawy i spójny z książką, ale książkę właśnie. Jest moim zdaniem bardzo ważna. I – o dziwo – ma punkty styczne z Zelandem.
I ja pozdrawiam
m.
molly
Od razu natrafiłam na stosowny fragment. Wystarczy zadać odpowiednie pytanie, a odpowiedź się znajdzie.
Właśnie czytam sobie “Boską matrycę”, zakupioną przez Internet. Dzięki. To jest książka dla mnie
Pozdrawiam