Tagi

, , , , , , , , , , , ,

zmarwychwstanie
Błąd Romea – jak wiadomo uznał on Julię za nieżywą – nie należy wcale do rzadkości i nie jest tylko przywilejem szaleńczo zakochanych kochanków z Werony.
Popełniali go nawet najsłynniejsi specjaliści w dziedzinie anatomii. W połowie XVI wieku, będąc u szczytu swej kariery, Andreas Vesalius dokonywał właśnie sekcji zwłok hiszpańskiego szlachcica, kiedy ciało jego nagle ożyło.
Okaleczony Don powrócił całkowicie do zdrowia, ale Vesaliusa oddano pod sąd Inkwizycji, który za tę pomyłkę skazał go na karę śmierci. Po jakimś czasie mówiono, że sam Wielki Inkwizytor odzyskał przytomność na stole operacyjnym innego adepta anatomii, lecz tym razem pomyłkę odkryto za późno.
Inni mieli więcej szczęścia.
Ksiądz Schwartz, jeden z pierwszych misjonarzy na Bliskim Wschodzie, powstał z martwych w Delhi na dźwięk swego ulubionego hymnu. Parafianie oddający ostatnią posługę zmarłemu zorientowali się, że popełnili błąd, posłyszawszy głos z trumny, który przyłączył się do chóru. Nicephorus Glycas, grecko-prawosławny biskup z Lesbos, wywołał podobną konsternację wśród swoich wiernych. Po dwóch dniach leżenia na katafalku w kościele w Methymni, w pełnym episkopalnym ubiorze liturgicznym, usiadł nagle jak na metropolitalnym tronie, spojrzał na szereg zaskoczonych żałobników i domagał się wyjaśnienia powodów, dla których mu się tak przyglądają.

Podobne doniesienia znajdujemy w “Dialogach” Platona, w “Żywotach” Plutarcha oraz u Pliniusza Starszego, nie jest to zatem jedynie pomyłka historyczna. W 1964 roku została przerwana sekcja zwłok w nowojorskiej kostnicy przy pierwszym nacięciu skalpelem, po którym pacjent poderwał się nagle i złapał chirurga za gardło. Doktor przypłacił swoją pomyłkę życiem: zmarł na skutek odniesionego w tym momencie szoku.
Termin “autopsja” oznacza dosłownie “widzieć na własne oczy”, lecz w niektórych przypadkach tak trudno wydać nieomylne orzeczenie śmierci, iż w większości krajów obowiązuje zakaz pospiesznego grzebania zmarłych. Włoski poeta Francesco Petrarka leżał w Ferrarze rzekomo martwy przez 24 godziny i pochowano by go po upływie wyznaczonego przez lokalne władze czasu, czyli w zaledwie cztery godziny później, gdyby nagła zmiana temperatury nie sprawiła, że usiadł nagle na łóżku. Zwrócił wówczas uwagę służącym na panujący w pokoju przeciąg.
Żył jeszcze trzydzieści lat, w trakcie których powstała część jego najsławniejszych sonetów. W niektórych krajach kostnice wyposażone zostały nawet – na wszelki wypadek – w poczekalnie. W Monachium znajduje się olbrzymi gotycki budynek, w którym kładziono niegdyś zmarłych w długich rzędach, łącząc ich ze sobą sznurami wiodącymi do dzwonu w głównym pomieszczeniu dozorcy. Widocznie zakłócano mu sen na tyle często, że takie urządzenie warte było zachodu.

Oczywiście, ciało nie może leżeć zbyt długo bez pochówku, toteż od dawna próbowano wynaleźć różne testy w celu uniknięcia pomyłek. Jednym z najstarszych było przykładanie zapalonego stożka do różnych części ciała, zgodnie ze słusznym założeniem, iż po ustaniu cyrkulacji krwi nie powinny pojawić się na skórze pęcherze. Metoda ta okazała się niezwykle przydatna w przypadku Luigi Vittoria, karabiniera na służbie u papieża Piusa IX. W Rzymskim Szpitalu uznano by go już za zmarłego na astmę, gdyby drugi, bardziej sceptyczny lekarz nie przyłożył do jego twarzy płomienia. Luigi wzdrygnął się i odzyskał przytomność. Potem podjął ponownie swą służbę w Watykanie, lecz do końca życia nosił na twarzy “memento mori” w postaci blizny po oparzeniu trzeciego stopnia na nosie.

Doktor Icard z Marsylii zaproponował bardziej nowoczesną wersję tego testu. Wstrzykiwał mianowicie rozcieńczony roztwór fluoresceiny, która powoduje okresowe, zielone zabarwienie rogówki oka u żyjących pacjentów, lecz nie wywołuje żadnych zmian już po ich śmierci. W Stanach Zjednoczonych do rozstrzygania wątpliwości używano atropiny, powodującej u żyjących rozszerzenie źrenicy oka. W Wielkiej Brytanii lekarze eksperymentują obecnie z prostym, składanym kardiografem, który rejestruje nawet najsłabszą działalność serca. Kiedy 26 lutego 1970 roku zastosowano po raz pierwszy to nowe urządzenie w kostnicy w Sheffield, wykryto przy jego pomocy ślady życia u dwudziestotrzyletniej dziewczyny, którą uprzednio uznano za zmarłą na skutek przedawkowania narkotyków.

Istnieje dużo godnych zaufania testów, lecz problem polega na tym, że negatywny wynik nie ma właściwie żadnego znaczenia. W samej Anglii tymczasem ponad sześćset tysięcy ludzi umiera rocznie bez przeprowadzenia jakichkolwiek testów potwierdzających faktyczny zgon. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że nawet w krajach, takich jak Anglia, gdzie śmierć musi być oficjalnie poświadczona i rejestrowana, znaczna ilość ludzi może być grzebana przedwcześnie. Według jednej z hipotez liczba ta wynosi w Anglii i Walii aż 2700 osób rocznie, lecz należy tu zaznaczyć, że takiego oszacowania dokonano z końcem XIX wieku, kiedy strach przed pochowaniem żywcem sięgał szczytów.

Powieściopisarz angielski William Wilkie Collins miał zwyczaj zostawiać co wieczór przy łóżku notatkę, wymieniając w niej odpowiednie środki ostrożności, które miano by zastosować przed uznaniem go za zmarłego. Hans Christian Andersen nigdy nie wychodził z domu bez podobnej informacji w kieszeni. Pułkownik Korpusu Medycznego Armii Stanów Zjednoczonych Edward Vollum zaproponował, aby każdy, kogo chowają bez balsamowania, posiadał w zasięgu ręki butelkę chloroformu. Książę Karnice-Karnicki, szambelan na dworze cara Aleksandra III, wynalazł bardziej humanitarne urządzenie. Składało się ono z rury wiodącej z trumny do pudełka na powierzchni, którego nie można było otworzyć z zewnątrz, lecz które otwierało się natychmiast przy pierwszych oznakach życia wewnątrz, umożliwiając dopływ świeżego powietrza. Wysuwała się też z niego tyczka zakończona chorągiewką, uruchamiany był dzwonek i zapalało się światło sygnalizując potrzebę wezwania pomocy. Książę zamierzał produkować te maszyny na sprzedaż dla cmentarzy, które użyczałyby je świeżo pochowanym zmarłym na próbny okres czternastu dni.101

Powodem tej paniki była, jak się zdaje, działalność grupy zawodowych porywaczy ciał, zwanych Ludźmi Zmartwychwstania. Ci przedsiębiorczy przestępcy wykopywali w Anglii świeżo pochowane trupy i sprzedawali je towarzystwu medycznemu Barber Surgeons Company, które oficjalnie otrzymywało rocznie tylko cztery ciała, toteż płaciło najwyższe ceny za dodatkowych osobników bez żadnych kłopotliwych pytań. Handel ten wyszedł na jaw w 1824 roku, kiedy John Macintyre, uznany uprzednio za zmarłego i pochowany na cmentarzu parafialnym w miejscowości, z której pochodził, obudził się nagle na stole w prosektorium londyńskiej szkoły medycznej, gdy nóż instruktora naciął mu pierś.77 Po przeprowadzeniu śledztwa zaczęto na cmentarzach ustawiać straże dla upewnienia się, że świeżo pogrzebani pozostaną na swoim miejscu, lecz wkrótce dowiedziano się o kilku następnych przedwczesnych pogrzebach.

W 1856 roku odkryto mogiłę człowieka, z której dobywało się stukanie, jednakże uzyskanie zezwolenia od księdza i policji na otwarcie trumny trwało tak długo, że zanim ekipa ratownicza zdołała to uczynić, mieszkaniec jej był już faktycznie martwy. O tym, że pochowano go żywcem, świadczyły ślady samopogryzienia na rękach i ramionach nieszczęśnika. W 1893 roku, na wiadomość o hałasie dobiegającym z jednego z grobów, postanowiono ekshumować z niego młodą kobietę, która najwidoczniej zmarła w ostatnich miesiącach ciąży. Znaleziono ją w odzieży zakrwawionej i poszarpanej wskutek szaleńczego wysiłku uwolnienia się z trumny, podczas którego doszło również do narodzin dziecka. Niestety, walka ta zakończyła się śmiercią obojga przez uduszenie.

W czasach wojny i zarazy, kiedy tysiące ciał trzeba było jak najszybciej pochować, wiele osób zostało pogrzebanych żywcem. Kiedy wiedza medyczna była szczątkowa albo wręcz nie istniała, takie rzeczy musiały zdarzać się często. Wydawałoby się więc, iż dzisiaj – kiedy orzeczenia zgonu wydaje dyżurujący lekarz, a pogrzeby organizowane są przez profesjonalne zakłady pogrzebowe – pomyłki tego typu powinny być niemożliwe. A jednak 11 grudnia 1963 roku, kiedy Elsie Waring zasłabła w swym domu w Londynie i została odwieziona do szpitala w Willesden, trzech lekarzy orzekło jej zgon. Wszelako w dziesięć godzin później, kiedy wkładano ją do trumny w publicznej kostnicy w Kilburn, pani Waring westchnęła głęboko i ponownie zaczęła oddychać.294
Podobne pomyłki popełniane są nieustannie i zdarzać się będą nadal, ponieważ różnice pomiędzy życiem a śmiercią zaciera nasza obecna nieumiejętność precyzyjnego zdefiniowania tych stanów.
W pierwszej części mniejszej pracy postaram się zatem przeanalizować nasze poglądy na życie i śmierć, przedstawiając je z pewnej biologicznej perspektywy.

Wstęp do książki – Biologia śmierci, Watson Lyall

Powiązane

Doświadczenia z pogranicza śmierci

Czy śmierć jest największym złem?

Cykle życia i śmierci – Twoje istnienie.

Czemu boimy się śmierci?

Czy przeraża Cię Pustka?