Huna

Siedem zasad Huny

1. IKE – świat jest taki, jaki myślisz, że jest.

Pierwsza zasada mówi nam o wielkiej subiektywności świata. Wyobraź sobie, że świat dla każdego jest całkiem inny. Możemy patrzeć na to samo, a dostrzegać dwie zupełnie różne rzeczy. Możemy być w tym samym miejscu, a odczucia mogą być zupełnie inne. Żyjemy w innych światach zbudowanych na subiektywnych wyobrażeniach. Budujemy swój obraz świata na własnej iluzji (mayi).

Nasze światy mogą być podobne, a to dlatego, że nasze wyobrażenia są podobne. To podobieństwo bierze się z podobnych procesów wychowawczych. Ludzie z tej samej kultury mają podobną mentalność, ich świat wygląda podobnie. Ludzie z innej kultury mogą mieć zupełnie inne światy. Dociekliwi mogą się dopatrzyć w tym przyczyn różnic miedzy krajami.

Nic nie jest stałe. Wszystko zależy od tego, jak myślisz o danej rzeczy. Ktoś powie: No jak to, przecież matematyka jest stała. Prawda. Tylko, że matematyka jest pewnym schematem opisu rzeczywistości wymyślonym przez człowieka. Nie jest to rzeczywistość. Człowiek stworzył coś, co względnie pasuje do oglądanej rzeczywistości materialnej, ale nią nie jest. Matematyka staje się również nieużyteczna, gdzie do akcji wkracza czynnik świadomej wolnej woli.

Wszystko na świecie przypomina iluzję. Rzeczywistość przejawiona, jest jakby snem, który trwa w naszym umyśle. Śniąc bardzo realistyczny sen, wydaje się on rzeczywistością. I tak naprawdę jest. To jest rzeczywistość, tylko na subtelniejszym poziomie. Budząc się myślimy „jak to dobrze/ szkoda, że to tylko sen”. Sen, czyli iluzja. Teraz spójrzmy z inne strony-> świat materialny jest również iluzją, tylko na innym poziomie. Sen ten zależy od naszego poglądu, czyli tylko od nas.

Cały nasz świat jest zależny od naszych myśli. Na podstawie tego, można stwierdzić, że to właśnie my jesteśmy kreatorami. I to jest prawda. Tak jak i tworzymy naszą rzeczywistość w śnie, tak i tworzymy rzeczywistość w materii. Jedyna różnica to taka, że materia jest gęstsza. Zmieńmy swoje myśli, a zmieni się nasz świat. Wystarczy się przebudzić i to dostrzec.

Wychodząc ponad myśli, można przekroczyć sen o świecie.

2. KALA – nie ma żadnych ograniczeń

Wszechświat sam w sobie jest polem o nieograniczonych możliwościach. Naprawdę, żyjemy w nieograniczonym wszechświecie. Ktoś stwierdzi, że fizyka ogranicza wszechświat. Tylko prawa fizyki jakoś dziwnie się naginają, jeśli dochodzimy do rzeczy tak abstrakcyjnych jak np. czarne dziury, czy materia przy prędkości światła. Poza tym fizyka, podobnie jak matematyka, opisuje nasz system wyobrażeń o wszechświecie.

Wszechświat jest nieograniczony. Więc dlaczego My, będąc cząstką wszechświata jesteśmy ograniczeni? I czym jesteśmy ograniczeni?

Po pierwsze, aby doświadczyć czegoś w nieskończoności, trzeba to ograniczyć. Aby zaistniało doświadczenie, potrzeba granic. W tym wypadku są to granice naszej percepcji, czyli postrzegania. Dzięki nim możemy doświadczać, a co za tym idzie rozwijać się. Dzięki nim możemy właściwie istnieć. Mając ograniczone pole postrzegania, mamy również ograniczoną w pewien sposób świadomość. W miarę poszerzania świadomości, czyli rozwoju, granice się zacierają. Staje się jasne, że nie ma granic, nie ma oddzielenia, nie ma końca. Wszystko jest nieskończonym przejawem boskiego procesy, w którym my również mamy udział. Jesteśmy jego częścią.

Ograniczenia wynikają tylko z naszych ograniczonych poglądów. Jeśli nie wierzymy w cuda, one nie pojawią się w naszym życiu. To jest jasne, ponieważ sami ograniczamy naszą rzeczywistość. Sami swoimi myślami ograniczamy wszechświat. Zupełnie niepotrzebnie.

Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy w taką możliwość. Tu ocieramy się o mistykę. W niektórych kręgach cudowne uzdrawianie jest na porządku dziennym. Niektórzy są świadkami niesamowitych materializacji, czy nawet teleportacji. Z kolei inni traktują to jako wielkie bajki i oszustwa. I właśnie ci tego nigdy nie doświadczą, nigdy nie znajdą się w pobliżu takiego cudu, ponieważ ich umysł nie dopuszcza takiej możliwości. W ich rzeczywistości nie ma na to miejsca.

Teraz sobie pomyśl, co by się stało, gdybyś uwierzył w coś cudownego. Wtedy prędzej czy później pojawiłoby się to w Twoim życiu. Zaczęłyby się dziać realne cuda, ponieważ wszechświat nie ma ograniczeń, a Ty z tej cechy możesz dowoli korzystać. Nie wiem czy wiesz, ale żyjesz naprawdę w magicznej i wspaniałej rzeczywistości.

Jeśli uświadomisz sobie sen o rzeczywistości, wyjdziesz ponad jej ograniczenia.

3. MAKIA – Energia podąża za uwagą

Świat jest zbudowany z energii. Wszystko jest energią, a różni się „gęstością”, czy też jakością(wibracjami). Jednak to ta sama energia pod innymi postaciami. Bardzo ważną cechą energii jest to, że potrafi się skupiać i organizować. Człowiek jest skupiskiem najróżniejszych energii, dlatego przejawia się na bardzo szerokim paśmie rzeczywistości.

Ciało człowieka jest zbudowane z atomów, a te z kolei nie są niczym innym jak energią, tyle że niskowibracyjną. Subtelniejszym ciałem człowieka jest ciało eteryczne, przewodzące subtelniejszą energię niezbędną do życia. Jeszcze subtelniejszym ciałem energetycznym jest ciało astralne. To w nim mieści się energia uczuć. Jeszcze wyżej jest ciało mentalne, wypełnione delikatną energią myśli. Najsubtelniejszym ciałem otaczającym człowieka, jest ciało przyczynowe. Na tym poziomie wszyscy jesteśmy jednością. Na tym poziomie, wszyscy „nachodzimy” na siebie i tworzymy jedną całość.

Człowiek jest po prostu pewnym skupiskiem (zagęszczeniem energii), jednak najsubtelniejsze przenikają się wzajemnie. Dlatego nie ma oddzielenia. Nie jesteśmy oddzieleni od Boga, od wszechświata, od samych siebie. Wszyscy jesteśmy tym światem. Takie podejście potrafi wzbudzić nieograniczoną miłość do istnienia. Warto nad tym pomedytować.

Energia podąża za uwagą. Mamy wolną wolę i tą wolą potrafimy kierować energią. Możemy ja posłać gdziekolwiek chcemy i zrobić z nią cokolwiek chcemy. Jest to podobne do przemieszczania się świadomości. Ogniskując świadomość na jakiejś rzeczy powodujemy ruch energii, a ruch powoduje wzrost (doenergetyzowanie), lub utratę energii. Czyli to na czym się skupiamy, to w nas się rozwija. Z kolei to czym się nie zajmujemy, zanika.

Tworząc myślokształt, dajemy mu energię. Taka myśl trwa przy nas i oddziałuje na nasze ciała wyższe. Jest tak silna jak energia, z której powstała. Możemy tą myśl wzmacniać, posyłając jej więcej energii, czyli świadomie o niej myśleć. Wtedy uwaga skupiona jest na myśli i energia tam podąża. Można też osłabić dany myślokształt. Aby to zrobić warto sobie uświadomić jego nieprzydatność i absurdalność. Wtedy podświadomość przestaje kierować do niego energię. Można go także zastąpić jakąś inną myślą, na której trzeba się skupić, aby stała się mocniejsza od starej.

Tak właśnie działają afirmacje. Dostarczamy tyle energii nowej myśli, aby zastąpić starą. Im więcej energii ma stara myśl, tym więcej należy dostarczyć nowej myśli, aby nastąpiło całkowite wyparcie. Dlatego niektóre tematy tak trudno się afirmuje i jest to czasochłonne. Ponieważ stare myślokształty są ugruntowane i posiadają spory potencjał energetyczny.

To czym się zajmujemy rozwija się w poszczególnych ciałach energetycznych. Dlatego warto dbać o czystość własnych energii. Nie tylko czystość ciała, ale także czystość pożywienia, czystość uczuć i myśli.

Własną świadomością możemy kierować energią. To zjawisko wykorzystuje się w rozwoju duchowym. To na czym się skupia umysł staje się rzeczywistością. Nie ma od tej zasady wyjątków. Nie bez powodu człowiek jest nazwany wielkim kreatorem. Nie bez powodu jesteśmy boskimi dziećmi. Mamy wolną wolę i moc kreacji, dlatego możemy bawić się w nieograniczonym wszechświecie.

W miarę rozwoju, dochodzi się do punktu, kiedy kreacja staje się niepotrzebna. Wyraźnie widać, że wszystkie rzeczy zależą od umysłu i od poglądu na rzeczywistość. Wtedy przychodzi czas wyjścia ponad tą zabawę z materią, do świadomości boskiej.

4. MANAWA – moment mocy jest teraz

Wielkie zdziwienie wywołuje czasem stwierdzenie typu: „Czas nie istnieje”. Dla nas, jako ludzi nauki, czas jest podstawowym kryterium działania. Wszystko opiera się na czasie. Cały świat jest zsynchronizowany godzinami. Wszystko odbywa się w jakimś czasie. Dlatego taki popłoch sieje stwierdzenie o braku czasu. Ludzie nie chcą nawet słyszeć, że tak naprawdę czas nie istnieje.

Tu trzeba zauważyć, że czas jest tylko miarą ruchu. To co nazywamy dniem, jest spowodowane ruchem naszej planety względem słońca. Można nad tym pomedytować i zauważyć iż faktycznie czas nie istnieje. Czas jest tylko mentalnym tworem, który nas ogranicza (umiejscawia w punkcie).

Łącząc to z pierwszą zasadą traktującą o względności postrzegania, można stwierdzić, że czas płynie inaczej dla każdej istoty. Jeśli ktoś się śpieszy, ma mało czasu. Jeśli ktoś jest spokojny i wie, że zdąży, ma faktycznie wystarczająco dużo czasu. Kto chce „mieć czas” ten go ma. Ta różnica wynika tylko z wyobrażenia o czasie.

Czasem zdarzają się chwile, gdy się wydaje, że czas zatrzymał się w miejscu. Np. w medytacji lub w śnie można takiego uczucia doznać. Właściwie wtedy czas faktycznie zatrzymuje się w miejscu, dla doświadczającego. Dla obserwatorów z zewnątrz, mogło minąć 15 minut. Tym samym dla medytującego (czy śniącego) mogło minąć w jego ocenie pół dnia. Lub odwrotnie. Wszystko jest względne.

Kojeną rzeczą, która wynika z fenomenu braku czasu, jest brak przeszłości i przyszłości. Przeszłość nie istnieje. Jedyne co istnieje, to nasze wyobrażenie o niej. To co pamiętamy, to poprzednie stany świadomości, które wpływają na nasze aktualne życie, czyli na teraźniejszość. Wszystkie poprzednie doświadczenia zbudowały to, co zwiemy teraźniejszością. Dokładniej zbudowały pogląd na rzeczywistość.

Wszystkie karmiczne obciążenia czy zasługi, przejawiają się w teraźniejszości dzięki aktualnym stanom energii człowieka. Jeśli przez cały czas gromadziliśmy negatywną karmę, czyli rozwijaliśmy negatywne tendencje i cechy, to nasze pole jest pełne niekorzystnych energii. Otacza nas niekorzystna rzeczywistość. Jeśli natomiast rozwijaliśmy pozytywne cechy, zbieraliśmy zasługę karmiczną, wtedy nasz umysł pełen pozytywów, kreuje cudowną rzeczywistość. Jesteśmy otoczeni wysokowibracyjną energią.

Na uwagę zasługuje fakt, że karma się ciągle zmienia. Ponieważ jesteśmy w stanie zmieniać swoje myśli, przyzwyczajenia, dlatego potrafimy zmieniać naszą teraźniejszość. To naprawdę jest bardzo proste. Poprzez rozwijanie pozytywnych cech, szczęścia, miłości i harmonii, zmieniamy negatywną karmę na pozytywną. Zmieniamy nasze życie.

Uwalniając się całkowicie od programów i wyobrażeń, ogniskujemy świadomość na chwili teraźniejszej. Tylko w teraźniejszości jest istnienie. Nic nie istnieje poza teraźniejszością. Dlatego moment mocy jest teraz. Błądząc myślami poza teraźniejszość jesteśmy rozproszeni i słabi energetycznie. Każda praktyka duchowa koncentruje się na teraźniejszości. Tak samo dla kahuny ważny jest tylko teraźniejszy moment, w którym może działać.

5. ALOHA – miłość jest po to, by przynosiła szczęście

Aloha znaczy po hawajsku miłość. Ale nie miłość w sensie seksu, nie miłość w sensie pożądania, nie miłość do czynności… W naszej społeczności wiele mówi się o miłości w takim czy innym znaczeniu, często zatracając w tym samo to uczucie.

W hawajskim tłumaczeniu Aloha oznacza: „Być z kimś tu i teraz i być szczęśliwym”. To bardzo proste, a zarazem piękne. Być tu i teraz i być szczęśliwym. To jest esencja miłości. Czuć po prostu szczęście z możliwości bycia tu i teraz z kimś lub czymś. Nie ma tu żadnego bólu, strachu, niespełnienia, żalu… jest po prostu miłość.

Wszystkie negatywne wyobrażenia ograniczają miłość. Wszystkie awersje sprawiają, że nie czujemy szczęścia z przebywania z jakąś osobą, bądź rzeczą. W naszych umysłach kryją się różnego rodzaju fałszywe i nieczyste poglądy dotyczące ludzi. Oceny umysłu i iluzje ograniczają czysty pogląd rzeczywistości. Umysł ocenia ludzi jako złych, brzydkich itp.. taki pogląd może nas tylko odciąć od szczęścia, czyli miłości.

Wyobraź sobie, że nie oceniasz i niczego nie oczekujesz od drugiego człowieka. Siedzicie naprzeciwko siebie i niczego od siebie nie oczekujecie. Akceptujesz w pełni jego wolność, a on akceptuje Twoją. Nic was nie łączy oprócz siedzenia razem. Nie ma żadnego lęku, czy pożądania. Jest całkowita czystość i przyjemność. Co się wtedy stanie? Ogarnie Was całkowite uczucie szczęścia i radości. W waszych sercach będzie wibrowała delikatnie miłość. Będziecie otoczeni błogością i pięknem. Łagodny uśmiech zagości na waszych twarzach. Będzie miłość do drugiego człowieka i do siebie. Będziecie z tą osobą przeżywali „Tu i teraz”, tak po prostu. To wzbudza prawdziwą miłość istnienia. Miłość tylko dlatego, że jesteście.

Idąc dalej, miłość może płynąć nawet kiedy siedzi się w samotności. Miłość istnienia. Jest to naturalny stan istoty ludzkiej.

To wszystko jest dla ciebie możliwe. Wystarczy pozbyć się awersji i lęku. Zauważyć, że ponad umysłem wszyscy stanowimy jedność. Wtedy lęk i nienawiść same opadają, ponieważ nie ma nikogo, kto by zagrażał. Kiedy nic nie przeszkadza miłości, zaczyna ona płynąć sama. Natura człowieka jest pierwotnie dobra. Człowiek jest istotą miłości, z miłości i dla miłości. Człowiek jest boskim stworzeniem.

6. MANA – cała moc pochodzi z naszego wnętrza

Jedynym źródłem mocy dla nas samych, jesteśmy my sami. Czasem zdarza się, że ludzie szukają mocy poza sobą. Właściwie taka jest najczęstsza koncepcja Najwyższej mocy – czyli Boga. Większość ludzi szuka Boga na zewnątrz. Szukają miłości poza sobą. Szukają mocy, pomocy, pocieszenia, siły, wsparcia… poza sobą. Czasem nawet znajdują i to działa. Jest to tylko iluzja, ponieważ wszystko czego się doświadcza, doświadcza się w swoim polu. Swoje pole można zmienić tylko samemu. Każda zmiana pochodzi z wnętrza.

Największa moc jaką możemy użyć, jest w nas samych. Jest to jedyna moc, jedyna energia nad jaką mamy świadomą kontrolę. Źródło jest w naszym wnętrzu. Można to przyrównać do generatora mocy. Takim generatorem mocy jest ludzka istota. Czy prądnica szuka prądu w drzewach czy w ziemi? Nie szuka. Człowiek szuka mocy w talizmanach i w innych ludziach. Jakby zupełnie nie wiedział, że sam jest źródłem największej dla siebie energii.

Warto zauważyć, że energia powstaje w nas sama. Jest to boski proces, który utrzymuje nas przy życiu. Jest to moc „podarowana” nam przez rzeczywistość. Możemy z nią robić co chcemy i wykorzystywać do każdego celu, jaki zdołamy wymyślić. Można też po prostu nieskończenie radować się z samego faktu istnienia, „darmowego życia”. Taki pogląd może całkowicie zmienić stosunek do życia w tej rzeczywistości.

Najważniejszym przejawem mocy człowieka, jest jego wola. Czasem mówi się, że ktoś ma silną wolę, tym samym posiada wielką moc. To jest prawda. Człowiek mający skoncentrowany umysł na teraźniejszości potrafi kierować własną energią. Potrafi nawet dzięki swojej woli wpływać na inne osoby (tylko na podatnych ludzi, czyli chcących podlegać „silniejszemu”). Często podziwiamy takich ludzi, zapominając, że jesteśmy tak samo boskimi istotami. Także mamy dostęp do źródła mocy, które jest w nas.

Właściwie wszystko we wszechświecie ma moc. Wszystko jest pewnym rodzajem energii. Człowiek potrafi się dostrajać do różnych poziomów energetycznych i tym samym generować odpowiednią energię. Jeśli wdychamy czyste powietrze stajemy się generatorami czystej energii. Tak samo ma się sprawa, kiedy wizualizujemy czystość i świetlistość energetyczną.

Z kolei oglądając dramat, ludzie utożsamiają się z aktorami i przeżywają silne emocje. To nic innego jak dostrajanie się do pewnych wibracji. W tym wypadku do wibracji niekorzystnych. Tworzymy z boskiej energii życia energie dramatu i cierpienia. Często to, czym karmią nas media ma niekorzystny wpływ na człowieka. Warto być świadomym, do czego się dostrajamy i jakie energie nosimy w sobie.

Jak wiadomo, nikt inny nie tworzy naszego świata. Dzięki wewnętrznej mocy pole ciała zmienia się, rzeczywistość się zmienia. Dysponujemy naprawdę wielką mocą kreacji. Nasze myśli i słowa mają moc. Jeśli wypowiadamy coś świadomie, korzystamy z naturalnego prawa kreacji. Świadome i pełne przekonania słowa wpływają na rzeczywistość organizując nasze pole. Skupiony umysł i silna wola potrafią doskonale kierować energią. Ta moc nie pochodzi z zewnątrz, pochodzi z naszego wnętrza.

7. PONO – Skuteczność jest miarą prawdy

Dla kahunów ważne było to, co działało. Jeśli coś działa, to znaczy, że skuteczne i warto to robić. Jeśli dana czynność nie działa (nie przynosi zamierzonych efektów), to nie ma sensu się tym bawić. To jest bardzo zdrowe i praktyczne podejście.

Jeśli chcemy osiągnąć jakiś cel trzeba używać środków prowadzących do tego celu. Jeśli chcemy coś narysować, nie będziemy walić głową w kartkę. Przez takie działanie nic nie narysujemy, a jeszcze rozboli głowa.:) Wydaje się logiczne. Więc dlaczego wielu ludzi cierpi w teraźniejszości mając nadzieję na raj po śmierci? Przykładów „skutecznych” działań jest wiele.

Skuteczność jest miarą prawdy. Patrząc na to z innej strony, wszystko jest skuteczne. Tylko kwestia, do czego się dąży. Jeśli dążymy do upadku, praktykujmy rzeczy negatywne. Jeśli dążymy do szczęścia, róbmy rzeczy pozytywne. Każde działanie przyniesie skutek, warto być świadomym skutków swoich działań. Kahuni doskonale wiedzieli, czego chcą i doskonale wiedzieli jak to osiągnąć. Byli, więc bardzo praktyczni.

Jeśli coś nie wychodzi tak jak powinno, znaczy to, że użyliśmy niewłaściwych środków. Lub nie korzystaliśmy z tych środków właściwie. Ponieważ rzeczywistość jest prosta, „co posiejesz to i zbierać będziesz”. Tu nie ma niedomówień. To nie cel uświęca środki, tylko środki prowadzą (albo nie prowadzą) do celu. Tak działa rzeczywistość.

Korzystne działania prowadzą do korzystnych skutków i odwrotnie. To z jakimi wibracjami działasz określa jakie wibracje będzie miał skutek. Jakie nasiona, takie owoce.

**** Podsumowanie siedmiu zasad huny:

1. IKE – świat jest taki, jaki myślisz, że jest.

2. KALA – nie ma żadnych ograniczeń

3. MAKIA – Energia podąża za uwagą

4. MANAWA – moment mocy jest teraz

5. ALOHA – miłość jest po to, by przynosiła szczęście

6. MANA – cała moc pochodzi z naszego wnętrza

7. PONO – Skuteczność jest miarą prawdy.

Tekst autorstwa AnandaNa pochodzi ze strony : http://www.rozwojduchowy.net/artykuly/48_huna_10_siedem_zasad_huny.html

Reklamy

115 thoughts on “Huna”

  1. marek said:

    „Albo sam sobie tworzysz strukturę, albo zostaje Ci ona wtłoczona wraz z upływem czasu.

    Ja osobiście wolę sam sobie wtłaczać”

    Moim zdaniem ostateczna skuteczność związana jest z prawdą. Wszystko co nieprawdziwe może działać ale w ograniczonym stopniu. Tak też jest z huną, czy zasadą przyciągania. Dlatego wolę jednak szukać prawdy obiektywnej.

  2. marek:
    „Wszystkie idee jakie spotkałem do tej pory są relatywne. Nie ma ani jednej, czy to wymyślonej czy też uważającej się za prawdziwą, która by tłumaczyła coś obiektywnie.”

    Wierzysz że znajdziesz coś prawdziwego i obiektywnego?

  3. marek said:

    „Wierzysz że znajdziesz coś prawdziwego i obiektywnego?”
    Nie wiem, ale nie mogę zaakceptować półprawd. Generalnie zawsze wierzyłem, że coś takiego istnieje.
    Ludzie natomiast biorą tylko kilka klocków i z tego próbują ułożyć całość.
    Coś tam sobie ułożą i złoszczą się jak im się pokazuje, że są jeszcze klocki których nie widzą.
    Moim zdaniem takie coś działa tylko do czasu. Logika to taka zapadka, przed którą się nie ucieknie.

  4. „Generalnie zawsze wierzyłem, że coś takiego istnieje.”

    Ja, jako dziecko, wierzyłam w Mikołaja 🙂
    Może to trochę złośliwe, ale …zauważ jak wiele „wiar” weryfikuje życie…

  5. marek said:

    Mhh teoretycznie mamy podobne wierzenia. Ty wierzysz, że była sobie jakaś świadomość która stworzyła wszechświat i ja wierzę w to samo. Mogę nawet uwierzyć, że stworzyła nas podobnych do siebie.
    Ale dla mnie nie do zaakceptowania jest naturalność cierpienia. Jeżeli cierpię, aby się czegoś nauczyć, to znaczy, że jestem ślepcem, który porusza się po omacku we wszechświecie. Drogę można przebyć po omacku, a można też kierując się logiką znaleźć odpowiedni punkt.
    Logika pozwala na szybsze dojście do celu bez przykrych niespodzianek. Nie dotykamy gorącego żelazka bo logika podpowiada, że się oparzymy.
    Chyba kierując się logiką raczej unikasz wkładania nóg pod pociąg, aby przeżyć coś naprawdę fascynującego ? CZyli jednak masz pewną logiczną hierarchię wartości którą się kierujesz. Możesz mówić o tym, że życie beznogiego jest równie fascynujące, co Twoje ale nie chcesz go spróbować.
    Natomiast, zgodzę zawsze przy szukaniu można odnaleźć to co dobre na danym etapie i to co dobre naprawdę.
    Być może zasada o niedotykaniu gorących żelazek nie jest prawdziwa naprawdę, a jedynie w jakichś ograniczonych warunkach.
    Dlatego uważam, że na razie takiej prawdy nikt nie znalazł i może jeszcze długo nie znajdzie. Natomiast dla mnie osobiście ważne jest, żeby nie odrzucać istnienia takiej prawdy.
    Bo jak widzisz na przykładzie pociągu zawsze przy pomocy eksperymentu można pokazać, że prawda „moja” tak bardzo nie różni się od prawdy „twojej”.

  6. „Ale dla mnie nie do zaakceptowania jest naturalność cierpienia.”

    Ależ cierpienie nie jest naturalne…. Im bliżej Wewnętrznego Ja – tym mniej cierpienia, ciemności i pomieszania, a więcej radości, harmonii i subtelnej miłości… Im bardziej identyfikujemy się z myślami, przekonaniami, wyobraźeniami, pragnieniami, emocjami tym więcej cierpienia. Ciało ma swoją świadomość – uczy się unikania cierpienia (odruchy bezwarunkowe i warunkowe) i zdobywania przyjemności. Umysł też ma takie mechanizmy, ale w daleko mniejszym stopniu, oprócz mechanizmu traumy – wypierania negatywnego doświadczenia, pojawiają się skłonności do uzależnień od rzeczy sprawiających przyjemność czy dających zapomnienie o cierpieniu. Na poziomie świadomym – to jest to co robimy – uczymy się, jak przeżyć szczęśliwe życie i zrealizować się a nie jęczeć w niewoli swoich przekonań i uzależnień. Z nogami czy bez – wolność wewnętrzna jest najwyższą nagrodą.

  7. marek: „Mhh teoretycznie mamy podobne wierzenia. Ty wierzysz, że była sobie jakaś świadomość która stworzyła wszechświat i ja wierzę w to samo. ”

    Skąd to założenie :)?
    Ja nie wierzę w ogóle w początek wszechświata, sądzę, że istnieje on bezczasowo, „samo-podtrzymująco-się”, a czas jest specyficzną własnością tylko pęcherza przestrzeni w której istnieje konkretny wszechświat.
    Preferuję teorię chaotycznej inflacji.
    Cytat:
    „Kilka lat temu prof. Andriej Linde, fizyk i kosmolog z Uniwersytetu Stanforda, zaproponował teorię tzw. chaotycznej inflacji, według której nasz wszechświat jest tylko jednym z wielu podobnych tworów.
    Zdaniem prof. Lindego pęcherzyki przestrzeni i materii (w jednym z nich rozpoczął się świat, w którym żyjemy) tworzą się nieustannie. I z wielu powstają oddzielne wszechświaty.”
    Wszechświaty ciągle rodzą się i umierają, w polu nieustającej, płodnej, fraktalnej kreacji. Niektóre mają inne prawa fizyki, etc.

    „Mogę nawet uwierzyć, że stworzyła nas podobnych do siebie.”

    Ja osobiście wątpię czy to się odbywało poprzez konkretny akt stwórczy, sądzę że to była ewolucja form, wpisana w naturę wszechświata.

    „Ale dla mnie nie do zaakceptowania jest naturalność cierpienia.”

    Rozumiem, że nieprzyjemnie jest cierpieć. Ja tego nie zaprzeczam, może masochiści to lubią.
    Ale jeśli się pojawia, to…skorzystajmy na tym tyle ile się da…i przejdźmy dalej.

    „Drogę można przebyć po omacku, a można też kierując się logiką znaleźć odpowiedni punkt.
    Logika pozwala na szybsze dojście do celu bez przykrych niespodzianek. ”

    A, to ciekawe, tutaj o mały włos – zrozumiałbyś się z kolega Archetypem, który twierdzi, że drogą medytacji i wglądów „poza” racjonalny umysł można uniknąć wchodzenia w niemiłe sytuacje.

    „Nie dotykamy gorącego żelazka bo logika podpowiada, że się oparzymy.”

    Wskaż mi proszę moment w którym zachęcałam do celowego zadawania sobie cierpienia. :/
    Ja odnoszę się do stanu _już_ istniejącego.
    I tego jak sobie z nim radzić.

    (Ewentualnie poszerzam to o kwestie tego by nie panikować nadmiernie gdy wiemy na pewno, że coś przykrego ma się wydarzyć. To też osłabia i spowalnia tempo uzdrowienia.)

  8. Conchita:
    „Ależ cierpienie nie jest naturalne…. Im bliżej Wewnętrznego Ja – tym mniej cierpienia, ciemności i pomieszania, a więcej radości, harmonii i subtelnej miłości…”

    A czemu sądzisz, że jest NIEnaturalne?
    Czy coś w ogóle istniejące we wszechświecie jest „nienaturalne” skoro…istnieje :)?

    Takie słowa są o tyle niebezpieczne, że sprawiają iż ludzie zaczynają czuć obawę, strach, opór, zaczynają od tego _uciekać_ rodzą się napięcia, wypieranie, etc.
    Niektórzy uważają jedzenie pędraków za naturalne 😉 To takie względne słowo i z pewną ostrożnością się nim posługuję.

    Czy śmierć zatem jest naturalna/czy nie jest?
    W idealnym świecie nie zachodziłby rozwój – bo nie istniałby jego motor – potrzeba zmiany.
    Sądzę, że cierpienie jest „naturalne”, na tyle na ile to zdefiniujemy. Taki naturalny czynnik, który wspomaga rozwój i doskonalenie się.

    Nie twierdzę oczywiście, że to jest coś pożądanego i w ogóle..cool. 🙂
    Że trzeba w to brnąć.
    Operacja też boli.
    Ale i leczy … zwykle znacznie szerszy problem.
    Kluczem wydaje mi się :
    – konstruktywne wykorzystanie tego „noża chirurgicznego”, gdy już go dostajemy w ręce 🙂

    „Im bardziej identyfikujemy się z myślami, przekonaniami, wyobraźeniami, pragnieniami, emocjami tym więcej cierpienia.”

    Tu jak najbardziej, 100% zgody.

    „Ciało ma swoją świadomość – uczy się unikania cierpienia (odruchy bezwarunkowe i warunkowe) ”

    To szersza sprawa. Gdy zwichniesz rękę, i ktoś ci ją dotnie, cofasz ją. Ale tylko mocne szarpnięcie ją nastawi. To samo z zębem. Ciało chce uniknąć bólu borowania i wyrywania. Ale samo sobie szkodzi, bo stan zapalny psującego zęba może wpłynąć na cały organizm. I inne przykłady z operacjami.
    Ciało ma swoją mądrość, ale…świadomość też ma swoją rolę, której nie można zaniedbać.

    „Z nogami czy bez – wolność wewnętrzna jest najwyższą nagrodą.”

    Jak najbardziej 😉
    Zenforest

  9. marek said:

    „Ja nie wierzę w ogóle w początek wszechświata, sądzę, że istnieje on bezczasowo, “samo-podtrzymująco-się”, a czas jest specyficzną własnością tylko pęcherza przestrzeni w której istnieje konkretny wszechświat.
    Preferuję teorię chaotycznej inflacji.”
    A jak się to ma do artykułu „Jesteśmy Bogiem” ?
    W tym co mówisz tutaj jednak zasadniczo różnimy się od Boga. Np właśnie „strzałką czasu” czyli wzrostem entropii. Bóg musi stwarzać światy z niską entropią, czyli można powiedzieć, że tworzy ex nihilo, my natomiast tego za Chiny nie potrafimy.
    Teoretycznie jest to poważna przesłanka, że istnieje jakiś Bóg „biblijny”. Natomiast kontr przesłanką jest to, że się z nami nie komunikuje (np mógłby zademonstrować przed każdym z nas swoje zdolności tworzenia ex-nihilo).

  10. Wiele razy tłumaczyłam że nie każdy artykuł = 100% moje poglądy. 🙂

    Jeśli konkretnie już pytasz, to sądzę że we wszechświat wpisana jest pewna zasada, która odpowiada za rozwój, ewolucję, entropię – w tym samym stopniu. Takie Tao.
    Wątpię jednak by miała taką „osobowość” jak przedstawiany biblijny Jehowa.
    Wątpię by miała jakąkolwiek „osobowość”.
    My jesteśmy przejawem tej zasady + esencjonalnie – jesteśmy nią. Częścią w całości, całością w części.

  11. „A czemu sądzisz że jest NIEnaturalne?
    Czy coś w ogóle istniejące we wszechświecie jest “nienaturalne” skoro…istnieje :)?”

    W sferze dualizmu tego nie rozstrzygnę :). Cierpienie (oprócz fizycznego bólu) jest i go nie ma jednocześnie. Jest – widać go wokoło u ludzi dotkniętym nieszczęściem. W tym aspekcie całkowitą prawdą jest to co napisałaś. Cierpienie stymuluje rozwój wewnętrzny, uzmysławia, gdzie jest problem, jakie myśli/przekonania go powodują. W tym sensie nie ma sensu odrzucać go czy wmawiać sobie, że nie istnieje – tylko trzeba przyjrzeć się temu i zrozumieć, co się za tym kryje. Im więcej doświadczenia i prawd z różnych perspektyw złapiemy przy tej okazji tym lepiej.

    Jednak równie dobrze widać, jak cierpienie znika, gdy pozbywamy się przyczyn cierpienia (przywiązania i ignorancji), zmieniamy perspektywę, zaczynamy rozumieć siebie i innych – więc wydaje się być ono iluzoryczne – jest iluzją, więc go nie ma. Opierało się na czymś, co nie istnieje – próbie kontroli świata, zatrzymania czegoś, albo ucieczki przed czymś, czy tam innych gierkach umysłu. Gra umysłu nie istnieje – jest tylko próbą manipulacji rzeczywistości (czyli tego co istnieje). To też jest prawda.

    Podaj mi przykład cierpienia, które istnieje realnie, to rozważę to w sobie. Na obecny stan tak to widzę.

  12. Jak najbardziej się z tobą zgodzę 🙂
    Uważam tak samo, że cierpienie psychiczne – jako doznanie – jest w pewien sposób iluzją.

    Wynika ono zwykle z przywiązania do czegoś, uzależnienia się, lęku przed utratą tego czegoś lub poczuciem zagrożenia dla ego i jego interesów.
    To bez dwóch zdań – wyimaginowane cierpienie które znika wraz ze wzrostem świadomości i dojrzałości.
    Przestajemy brać sobie do serca każdą drobnostkę, przestajemy zamartwiać się nie-naszymi problemami, problemami świata, etc
    Pojawia się dużo przestrzeni, wewnętrznego odpuszczenia i akceptacji. Taka lekkość, ciepło i życzliwość dla wszystkich, jednak… życzliwość bezinwazyjna, nie połączona z narzucaniem się innym.

    Co do cierpienia fizycznego parę słów.
    Niektórzy mówią że to sposób interpretacji bodźców fizycznych pojawiających się w chwili uszkodzenia ciała/choroby ciała.
    Ale na poziomie energetycznym miejsca „chore” to są pęknięcia w aurze, zabrudzenia i blokady w aurze, które są formą albo „braku” energii albo są procesem jej utraty. A więc samo źródło cierpienia – jakaś utrata (energii) lub oddzielenie od niej (blokada) – wydaje się być podobne.

    Nie wiem jak bardzo realne może być cierpienie fizyczne, kiedyś sądziłam, że trudno jest je zasymulować ale po poczytaniu literatury, o ludziach którym wmawiano, że dostali lekarstwo przeciwbólowe, lub ludziach na których przeprowadzono operacje w hipnozie czy po akupunkturze…trochę pojawiło mi się różnych pytań i wątpliwości.

    Pamiętam z jednej strony swoje cierpienie, jak krzyczałam z bólu, nie będąc w stanie ani go zrozumieć na ten moment, ani go powstrzymać…
    Wtedy to wydawało mi się bardzo realne, oj aż za bardzo 🙂
    …ale… cóż…hmm. Dopiero po jego ustaniu, mogłam na tyle się zdystansować by spróbować uzdrowić mój problem mentalnie.
    Sadzę że cierpienie fizyczne jest realne – w sferze osobistej prawdy.

    Na pewno jednak uważam, że jest ono _jednym_ z elementów wspomagających rozwój , zwłaszcza na wcześniejszych etapach rozwoju i dlatego akceptuję fakt, że się czasem pojawia, bez jakiegoś specjalnego zaskoczenia.

    Niemniej to jest tylko narzędzie, i faktycznie, kiedyś może być zastąpione przez narzędzia doskonalsze.

  13. marek said:

    „Podaj mi przykład cierpienia, które istnieje realnie, to rozważę to w sobie. Na obecny stan tak to widzę.”
    Mhh, no np ja, byłem sobie szczęśliwym człowiekiem, nagle zachorowałem na schozifrenie i już nie jest tak fajnie. W sumie nie mam żadnych ataków, ale jednak źle się czuje. Trudno go opisać, ale jednak tak jest. Mogę sobie wmawiać, że jest dobrze ale wiem, że w porównaniu ze stanem poprzednim dobrze nie jest.

  14. marek said:

    „My jesteśmy przejawem tej zasady + esencjonalnie – jesteśmy nią. Częścią w całości, całością w części.”

    No właśnie a jednak jak to jest z tą entropią okazuje się, że nie potrafimy tak jak ta „całość” tworzyć coś naprawdę. Tylko przekształcamy i bezpowrotnie niszczymy przy okazji. Taka jest smutna prawda.

  15. „No właśnie a jednak jak to jest z tą entropią okazuje się, że nie potrafimy tak jak ta “całość” tworzyć coś naprawdę. Tylko przekształcamy i bezpowrotnie niszczymy przy okazji. Taka jest smutna prawda.”

    Nie zgodzę się, myślę że tak można powiedzieć patrząc na fragment, nie ogarniając całości, ale połowę problemu.

  16. marek said:

    „Nie zgodzę się, myślę że tak można powiedzieć patrząc na fragment, nie ogarniając całości, ale połowę problemu.”
    Mhh, no cóż słońce jeszcze trochę poświeci, ale w końcu się wypali. To jest właśnie strzałka czasu, której nikt z nas nie umie odwrócić. MY nie umiemy tworzyć z niczego, a jednak nawet jeżeli przyjąć, że wszechświat przechodzi cykl narodzin i śmierci to i ktoś musi potrafić to robić, bo bez tego wszechświat na nowo się nie narodzi – będzie można tak powiedzieć zużyty.

  17. „Mhh, no np ja, byłem sobie szczęśliwym człowiekiem, nagle zachorowałem na schozifrenie i już nie jest tak fajnie. W sumie nie mam żadnych ataków, ale jednak źle się czuje. ”

    Po pierwsze zawsze możemy się porównać z kimś lepszym od nas, a Toim przypadku z Twoim samopoczuciem przed chorobą. Takie porównywanie zawsze jest źródłem cierpienia. Gdyby każdy starszy człowiek porównywałby swój obecny stan ze swoją młodością i upatrywał w tym przyczynę cierpienia to nie byłoby szczęśliwych staruszków, (ofiar różnego rodzaju wypadków czy chorób itp.). Dlatego punktem pierwszym do stanu szczęścia wewnętrznego jest przebywanie w słynnym „tu i teraz”. Porównywanie i wynikające z tego zaniżanie lub zawyżanie (samo)oceny jest iluzją – procesem mentalnym, więc nie istnieje samoistnie. Wystarczy na chwilę zmienić punkt odniesienia (np. porównać się do osoby dotkniętej poważniejszą chorobą), czy po prostu przestać myśleć (w tych kategoriach) a to zniknie bez śladu.

    Teraz sprawa kolejna: stoisz tu i teraz i patrzysz na siebie. Czujesz się jakoś „nie tego”, ale już bez odniesień. Pytasz siebie: co stoi za tym? Co rzeczywiście czuję? Czy to jest potrzeba pełnej kontroli nad swoim życiem, czy rozmaite pragnienia, które nie są zaspokojone a winę przypisujesz chorobie, czy to dolegliwości fizyczne (na ile możesz im ulżyć, a na ile potrzeba je zaakceptować i żyć dalej)… Tu się zaczyna bajka zwana rozwojem osobistym i zbliżaniem się do Wewnętrznego Ja. Patrząc na siebie – pod pewnymi pragnieniami czaiły się inne pragnienia, aż dochodzi się do pragnienia bazowego, które można zaspokoić zupełnie po prostu omijając tą całą wiecznie głodną kolejkę.

  18. Conchita, lepiej bym tego nie ujęła 😉

    marek:
    Dlatego właśnie wspomniałam wcześniej o moim przekonaniu, że żyjemy w pączkującym, fraktalnym wszechświecie , owszem, ten powoli umiera, ale rodzą się inne, balans dla całości zostaje zachowany.
    Dlatego właśnie mówię o patrzeniu całościowym a nie fragmentarycznym, bo fragmenty układanki mogą być (dla niektórych) przykre.

    Tak samo z życiem – patrząc na jedno – może wydawać się dramatem. Patrząc na cały szereg wcieleń – zaczyna się widzieć sens…(Niemniej są sposoby by podnieść się z naprawdę wielkich cierpień i dramatów, ZAWSZE dostajemy szansę od Wszechświata, zawsze za rogiem czeka odpowiedź, trzeba tylko mieć oczy. Przekonałam się nieraz że życie chciało mi dać dosłownie WSZYSTKO czego chciałam, jedyną osobą która podjęła decyzje : nie biorę tego – byłam ja)

  19. Ładny blog, miło tak trafiać na hunowe treści:)
    Zapraszam równierz na hunową stronkę: http://www.huna.net.pl

  20. Miło tak trafiać na hunowe treści, zapraszam równierz na hunową stronkę:)

  21. Zagościłam na troszkę tutaj. Będę częściej wpadać…

  22. Magda, Witam na moim blogu i oczywiście zapraszam do czytania i komentowania 🙂

  23. Proletarius said:

    A to jednak ciekawe:

    zenforest dowodzi że to subiektywność jest prawdziwa a obiektywność jako taka nie istnieje:

    „Porównywanie i wynikające z tego zaniżanie lub zawyżanie (samo)oceny jest iluzją – procesem mentalnym, więc nie istnieje samoistnie”

    Po czym oczywiście procesom mentalnym, które są jak najbardziej subiektywne, również zarzuca fałsz.

    Rzeczywistość snem Boga?

    Podążam za dyskusją, jednak tu się pogubiłem…:-p

  24. Chciałam tylko zwrócić uwagę że cytowany przez Ciebie fragment napisała Conchita. 🙂

    „Po czym oczywiście procesom mentalnym, które są jak najbardziej subiektywne, również zarzuca fałsz.”

    Cóż. Są prawdziwe dla tego u którego zachodzą. W jego subiektywnej rzeczywistości jawią się całkiem realnie.
    Inna sprawa czy na podstawie subiektywnego doświadczenia warto wysnuwać wnioski, które odnoszą się do ogółu. (ludzi a nawet całości życia jednostki)

  25. Proletarius said:

    Ok, sorki – zwracam honor:-). Tak sie zagubiłem w istocie dyskusji że autor gdzieś mi umknął.

    Zenforest:

    „(…)czy na podstawie subiektywnego doświadczenia warto wysnuwać wnioski, które odnoszą się do ogółu. (ludzi a nawet całości życia jednostki)”

    Jeśli się znowu gdzieś nie witnąłem, wydawało mi się, że raczej odrzucałaś istnienie obiektywizmu, tu swoją odpowiedzią sugerujesz jednak, że nie do końca:-).

    Co do logiki, tak twardo bronionej przez boyzelenski, chyba zgodzisz się, że prawo skutkowo-przyczynowe jest nie do obalenia?

    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s


Reklamy
%d blogerów lubi to: