styczeń 23, 2008...1:33 przed południem
Czy istnieje dobra samotność?

Znajomość dobrej samotności jest konieczna do stworzenia bliskiego związku.
Dobra samotność oznacza, że lubisz samego siebie, że przebywanie ze sobą sam na sam sprawia Ci przyjemność.
Jeśli lubisz samego siebie, z pewnością znajdzie się ktoś, kto będzie chciał uczestniczyć w Twojej dobrej samotności.
Ludzie zadowoleni ze swego życia przyciągają innych, jak kwiaty przyciągają pszczoły.
Nie lubimy ludzi rozczarowanych sobą.
Jeśli umiesz cieszyć się samym sobą, dla innych ludzi jest to sygnał, że masz wiele do zaoferowania - że przebywając blisko Ciebie nie tylko nie będą czuli się wykorzystywani, ale wręcz zostaną w jakiś sposób zainspirowani, wzbogaceni lub ogrzani Twym wewnętrznym ogniem.
Rozwijanie i doświadczanie dobrej samotności jest, razem z rozwijaniem prawdziwej bliskości, niezwykle skuteczną receptą na ostateczne zniszczenie wirusa samotności i skutków jego działania. Dobra samotność jest prawdziwą bliskością z samym sobą, ze swoim Ja. Całą tę część poświęcę więc na przybliżenie Ci doświadczenia dobrej samotności, chociaż podobnie jak w wypadku prawdziwej bliskości, decyzję co do jej posmakowania pozostawiam Tobie.
Jak się zabrać do szukania dobrej samotności?
Na początek nie mam dla Ciebie zbyt przyjemnej wiadomości: pierwsze zetknięcie z nią może obudzić lęk.
Chronimy się przed dobrą samotnością, by nie doświadczać wielu problemów, które przy pierwszym zetknięciu wydają się nam nierozwiązywalne.
Nasza faktyczna wartość, cel naszego istnienia, nieuchronna starość i śmierć.
Chronimy się przed myślami na te tematy z pomocą telewizji, upojnej zabawy, gier komputerowych, fanatyzmu religijnego lub politycznego…
Te zasadnicze pytania wciąż jednak w nas są.
Gdy wieczorem elektrownia wyłączy prąd i nie możemy się odwołać do żadnej elektronicznej zabawki, gdy wyjedziemy na urlop, gdzie nie ma kogoś, kto zaplanowałby nam zajęcia od rana do wieczora, czyli mówiąc ogólnie, gdy jesteśmy pozostawieni samym sobie, w niezakłóconej przez nic ciszy wtedy te pytania zaczynają się domagać odpowiedzi.
Pierwszym sygnałem, że nasz umysł ruszył na poszukiwanie dobrej samotności, jest nuda.
Nuda jest ostatnim ostrzeżeniem od tej części naszego Ja, która pragnie przede wszystkim przyjemności, a o przykrościach nie chce nic wiedzieć.
Nuda mówi Ci: Zabierz się za coś przyjemnego jak najprędzej, bo za chwilę możesz pomyśleć coś, co Ci się kompletnie nie spodoba.
Odczuwasz wtedy nagłą, nieodpartą chęć przejrzenia starych gazet, włączenia telewizora, zrobienia zakupów w supermarkecie…
Nie chcesz się zajmować przykrymi sprawami.
Nikt nie chce.
Ale one istnieją i prędzej czy później do Ciebie wrócą.
Jeśli nie zaprzyjaźnisz się z dobrą samotnością odpowiednio wcześnie, owe pytania, które wciąż pozostają bez odpowiedzi, rzucą się na Ciebie tłumnie, gdy przejdziesz na emeryturę, bez żadnego pomysłu na wykorzystanie pozostałego czasu. Wtedy umysł nie jest już tak lotny, nie ma w nas tyle energii, ile dawniej. To nagłe zetknięcie z zasadniczymi, ale nierozwiązanymi problemami naszego życia może więc mieć katastrofalne skutki.
Wiele osób, pozbawionych codziennych zajęć, szybko się starzeje. Niektóre poświęcają ten okres na przygotowanie sobie miejsca w życiu pozagrobowym, odwiedzając na cmentarzu własną, gotową mogiłę i nieustannie się spowiadając.
Inne jeszcze odgradzają się od życia i zanurzają we wspomnieniach, całymi dniami tkwiąc nieruchomo w fotelu.
Lęk jest zbyt silny, by stanąć z nim twarzą w twarz.
A przecież pozostała im jedna czwarta życia, mogąca przynieść niejedną radość i niejedno odkrycie, które od nowa pozwoli się zachwycić własnym istnieniem.
Każdy wiek ma swoje ograniczenia i swoje uroki. Starość nie jest łaskawa dla naszych ciał, ale może być hojna dla naszych umysłów. Możemy bez przeszkód się zająć pracą naukową, twórczością, służyć pamięcią i radą ludziom młodym, ale bardziej lekkomyślnym. Aby wykorzystać te możliwości, niezbędne jest podsumowanie swojej przeszłości, poznanie siebie i oswojenie dobrej samotności.
Jak to zrobić?
Zanim spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, muszę zaznaczyć, że kobietom z reguły będzie trochę trudniej. Wynika to z realiów naszej patriarchalnej kultury, gdzie kobieta bywa wciąż dodatkiem do mężczyzny - źródłem uzyskiwania przyjemności, jego obsługą lub świadectwem jego zamożności. Swoją rolę na tym świecie kobieta określa więc często poprzez zadania, jakie wykonuje dla mężczyzny: matka, żona, kochanka… Jak w jednym z najsławniejszych i jednocześnie najkrótszych dialogów w polskim filmie:
On: - Inżynier Mamon jestem. Ona: - Mamoniowa.
[...]
Szukanie dobrej samotności to ciągła próba odpowiedzi na pytania: Kim jestem?
Co mnie określa, co sprawia, że moje życie ma sens?
Kim jestem bez swego zawodu?
Kim jestem bez swych politycznych poglądów?
Kim jestem bez swojej ulubionej drużyny piłkarskiej?
Bez swego domu, majątku, samochodu?
Kim jestem bez męża?
Kim jestem bez dzieci?
Bez tytułu naukowego?
Kim byłabym, gdyby w tej chwili odebrano mi wszystko, łącznie z imieniem i nazwiskiem?
Na to ostatnie pytanie musieli odpowiadać sobie więźniowie obozów koncentracyjnych, pozbawieni wszelkich osobistych rzeczy.
Kim byłbyś Ty w takiej sytuacji?
Czy pozostałoby cokolwiek, co odróżniałoby Cię od innych, bezimiennych ludzkich cieni?
Niezwykle łatwo w takich warunkach zapomnieć o swym człowieczeństwie.
Wielu zapominało, bo po odebraniu majątków i dokumentów nie pozostawało im już nic.
Wielu jednak zachowało swą tożsamość. [...] Wiedzieli, kim są. Sami określali swoją tożsamość, bez ułatwień z zewnątrz. Dzięki nim inni zachowywali życie, nadzieję lub chociażby poczucie bezpieczeństwa.
Na szczęście, nie potrzeba tak ekstremalnych warunków, by określić, co składa się na naszą tożsamość. Jednak przykład nie jest aż tak odległy od życia, jak się wydaje. Wiedzą o tym kobiety, które zmieniają nazwisko, wychodząc za mąż. Przedtem określało je nazwisko ojca, teraz męża. To niekiedy jeszcze bardziej pogłębia ich niepewność co do własnego Ja. Niektóre z nich radzą sobie, przyjmując nazwisko podwójne, jedyne w swoim rodzaju, właściwe tylko im. To także próba szukania dobrej samotności.[...]
Pytania o własną tożsamość mogą wywołać w nas dużo chaosu i niepewności. Po co zaprzątać sobie tym głowę? - możesz spytać.
Już odpowiadam: gdy zyskujesz pewność co do swego Ja, gdy mimo zmieniających się warunków potrafisz zachować swą tożsamość, wtedy przestajesz odczuwać pustkę samotności.
Nawet wtedy, gdy nikogo nie ma w pobliżu, gdy brak wsparcia, gdy bliska osoba właśnie odeszła - nawet wtedy nie odczuwasz całkowitej samotności.
Ale przecież dla wypełnienia samotności potrzebny jest jakiś człowiek - już słyszę Twoje zastrzeżenie.
Tak, zgoda - tym człowiekiem jesteś właśnie Ty.
Ty sam wypełniasz swą samotność, przez świadomość, że nie jesteś niczym, ubranym w maskę czegoś. Istniejesz, czujesz, masz swoje zdanie, swoje preferencje, swoje marzenia. Możesz o nich nawet dyskutować sam ze sobą. Nikt Ci nie zdoła tego odebrać. Możesz rozwijać swoje zdolności, możesz zajmować się rzeczami, które sprawiają Ci przyjemność, możesz nawet relaksować się, nie myśląc o niczym - nawet wtedy wiesz, że istniejesz i że jest Ci z tym dobrze.
Wojciech Kruczyński - Wirus samotności
Inne posty z tej kategorii tematycznej :
• Czy wrażliwość ma zawsze złe skutki?
• Zasady udanego związku miłości
• Inni ludzie są Twoim zwierciadłem
• Kogo wybierasz na partnera w
związku? Lęk przed autentyczną bliskością
• Toksyczny związek, jak go uniknąć?
13 Comments
styczeń 25, 2008 at 5:56 pm
Rewelacyjny artykuł… dzięki!
styczeń 29, 2008 at 9:34 przed południem
Rewelacja. Ten artykuł pozwolił mi zastanowić się trochę nad sobą i moją samotnością. Dziękuję. Bardzo mi pomógł.
Pozdrawiam,
b.YISK
luty 13, 2008 at 2:38 pm
[...] Już kiedyś polecałam stronę ZenForest, ale ostatnio kilka tekstów (fragmentów książek) przykuło moją uwagę, spieszę więc się tym z Wami podzielić: o zależności od innych, cytaty Eckharta Tolle, o wewnętrznym dziecku, o byciu ofiarą i o samotności. [...]
luty 22, 2008 at 12:00 przed południem
Dość ciekawy tekst nakłaniający do przemyśleń. Zabawne były moje odpowiedzi na pytania.
luty 22, 2008 at 4:11 przed południem
Zauważyłam że posty poświęcone samotności są jednymi ze statystycznie najchętniej czytanych na moim blogu. Widać że z tym problemem mierzy się wielu ludzi.
luty 22, 2008 at 9:36 pm
A ja, jak ten… nieważne
— znowu o Castanedzie. 
I jak brzmi ta odpowiedź?
Ale tym razem nic nie powiem, tylko zadam zagadkę: w której książce Carlosa Castanedy Don Juan daje Carlosowi odpowiedź na pytanie dotyczące samotności
Pozdrawiam!
Wojtek
luty 24, 2008 at 6:49 przed południem
Zacytuj jakiś fragment, chętnie się dowiem co Carlos pisze o samotności
luty 24, 2008 at 8:53 przed południem
Cóż, trochę to wyjęte z kontekstu i pozbawione szerszego tła. Jeden z fragmentów dotyczących m.in. samotności z książki “Opowieści o mocy”:
“– Życie wojownika nie może być przygnębiające, samotne i pozbawione uczuć — powiedział [don Juan] — ponieważ opiera się na jego miłości, oddaniu i poświęceniu dla swojej ukochanej. A kimże, możesz spytać, jest ta ukochana? Zaraz ci to pokażę.
Don Genaro wstał i powoli podszedł do idealnie płaskiego miejsca, jakieś trzy czy cztery metry bezpośrednio przed nami. Wykonał tam dziwny gest. Poruszył rękoma, jakby strzepywał kurz z piersi i brzucha. Wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Przeszedł przez niego prawie niedostrzegalny błysk światła. Wydobył się z ziemi i zdawał się rozpalać całe jego ciało. Don Genaro wykonał coś w rodzaju skoku z piruetem w tył i wylądował na klatce piersiowej i ramionach. Ruch ten wykonał z taką precyzją i zręcznością, jakby był istotą pozbawioną ciężaru. Kiedy opadł na ziemię, wykonał serię dziwacznych ruchów. Ślizgał się kilkanaście centymetrów nad jej powierzchnią, toczył się, jakby leżał na łożyskach kulkowych albo pływał po ziemi, zataczał koła, obracając się z prędkością i zręcznością węgorza pływającego w oceanie.
W pewnej chwili zacząłem zezować i wtedy, bez żadnego przejścia, zobaczyłem świetlistą kulę ślizgającą się tam i z powrotem po czymś, co wyglądało jak tafla lodowiska z tysiącami oświetlających ją świateł.
Widok był wspaniały. Potem kula ognia zatrzymała się i zastygła w bezruchu. Jakiś głos wstrząsnął mną i rozproszył moją uwagę. Był to głos Don Juana. W pierwszej chwili nie mogłem zrozumieć, co mówi. Jeszcze raz spojrzałem na kulę ognia, ale zobaczyłem jedynie don Genaro leżącego na ziemi z rozpostartymi rękami i nogami.
Głos don Juana był bardzo wyraźny. Poruszył coś we mnie i zacząłem pisać.
— Miłością Genaro jest świat — powiedział. — Teraz właśnie obejmuje tę wielką ziemię, ale ponieważ jest taki mały, może w niej tylko popływać. Jednak ziemia wie, że Genaro ją kocha i otacza go swą opieką. Życie Genaro jest wypełnione po brzegi i niezależnie od tego, gdzie don Genaro przebywa, obdarza go obfitością. Genaro wędruje ścieżkami swojej miłości i gdziekolwiek by był, nigdy niczego mu nie brakuje.
Don Juan przykucnął naprzeciw nas. Delikatnie pieścił ziemię.
— Takie właśnie umiłowanie ma dwóch wojowników — powiedział. Tę ziemię, ten świat. Dla wojownika nie może być większej miłości.
Don Genaro wstał i kucnął przy don Juanie. Przez chwilę obaj wpatrywali się w nas nieruchomo, a potem jednocześnie usiedli, krzyżując nogi.
— Tylko kiedy z niezłomną namiętnością kocha się tę ziemię, można się pozbyć smutku — powiedział don Juan. — Wojownik jest zawsze radosny, ponieważ jego miłość pozostaje niezmienna, a jego ukochana, ziemia, obejmuje go i obdarza niewiarygodnymi darami. Smutek odczuwają tylko ci, którzy nienawidzą jej, tej, co właśnie daje im schronienie.
Don Juan znowu czule pogłaskał ziemię.
— Ta kochana istota, której nawet najdalsze zakątki pełne są życia i która rozumie każde uczucie, ukoiła mnie, uleczyła mój ból, a w końcu, kiedy w pełni zrozumiałem moją miłość do niej, nauczyła mnie wolności.
Przerwał. Otaczająca nas cisza była przerażająca. Wiatr zaświstał łagodnie, a potem usłyszałem odległe szczekanie samotnego psa.
— Posłuchajcie tego szczekania — kontynuował don Juan. — W taki właśnie sposób moja ukochana ziemia pomaga mi przedstawić wam ostatnią kwestię. To szczekanie jest najsmutniejszą rzeczą, jaką można usłyszeć.
Przez chwilę trwało milczenie. Szczekanie tego samotnego psa było tak smutne, a cisza wokół nas tak intensywna, że odczułem paraliżujący ból. Przypomniało mi się moje własne życie, mój smutek, fakt, że nie wiedziałem, dokąd pójść i co robić.
— Szczekanie tego psa to nocny głos człowieka — powiedział don Juan. — Dochodzi z domu w tej dolinie na południu. Człowiek krzyczy głosem swojego psa, ponieważ razem są niewolnikami życia. Wyraża swój smutek i znudzenie. Błaga śmierć, żeby przyszła i uwolniła go od nudnych i ponurych okowów istnienia.
Słowa don Juana trafiły w mój najczulszy punkt. Mówił bezpośrednio do mnie.
— To szczekanie i samotność, jaką stwarza, mówią o uczuciach człowieka — kontynuował. — O ludziach, których całe życie przeszło jak jedno niedzielne popołudnie, popołudnie, które wcale nie było żałosne, ale raczej gorące, nudne i nieprzyjemne. Sporo się napocili i nakrzątali. Nie wiedzieli, dokąd iść ani co robić. Po tym popołudniu zostało im jedynie wspomnienie małostkowej irytacji i nudy. I nagle było już po wszystkim — nadeszła noc.
Don Juan przytoczył historię siedemdziesięciodwuletniego człowieka, którą mu kiedyś opowiedziałem. Jego życie było tak krótkie, skarżył mi się, że wydawało mu się, iż zaledwie dzień wcześniej był chłopcem. Mężczyzna powiedział mi, że pamięta piżamę, którą nosił, kiedy miał dziesięć lat. Wydawało mu się, że minął tylko jeden dzień. Nie wiedział, gdzie się podział cały ten czas.
— Antidotum, które zwalcza tę truciznę, znajduje się tutaj — powiedział don Juan, głaszcząc ziemię. — Wyjaśnienie czarowników wcale nie uwalnia ducha. Popatrzcie tylko na was dwóch. Dotarliście do niego, ale fakt, że je znacie, niczego nie zmienił. Jesteście bardziej samotni niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ bez niezłomnej miłości do istoty, która daje wam schronienie, bycie samemu jest samotnością.
luty 24, 2008 at 12:43 pm
Nie tylko Ty. Ja także chciałbym się tego dowiedzieć.
luty 24, 2008 at 8:10 pm
“rozumie każde uczucie, ukoiła mnie, uleczyła mój ból, a w końcu, kiedy w pełni zrozumiałem moją miłość do niej, nauczyła mnie wolności.”
To zdanie jest po prostu piękne. Sama odczuwam podobną bliskość z Ziemią jak i całym Wszechświatem i rozumiem bardzo głęboko te słowa!
luty 24, 2008 at 9:45 pm
Książki Castanedy są przesycone taką magią, jakiej nigdzie indziej nie znalazłem. Są niesamowite i niezwykłe do granic możliwości (przynajmniej wg mnie…
Cieszę się, że mogłem Cię nimi zachwycić
Ściskam!
Wojtek
kwiecień 16, 2008 at 3:45 pm
Ciekawy artykuł i bardzo ciekawy blog
Powodzenia w redagowaniu i pewnie będę zaglądał częściej
Pozdrawiam,
Elijah
kwiecień 16, 2008 at 5:27 pm
Zapraszam serdecznie
Leave a Reply