Yanomami_Woman_&_Child
Dziś o czymś, co rzadko gościło na tym blogu.
O interesującej koncepcji kontinuum …w wychowaniu dzieci.

W telegraficznym skrócie:
Człowiek wg antropologów jest tzw. biernym noszeniakiem. Nasi przodkowie nosili swoje dzieci w bezustannym kontakcie fizycznym – skóra do skóry. Ich dzieci rozładowywały swoje napięcie i emocje – w kontakcie z dorosłym, który przyjmował je na siebie, pracując fizycznie i ruszając się przez cały dzień. Skutkiem czego, dzieci były rozluźnione, spokojniejsze, sprawiały mniej problemów. Jean Liedloff spędziła sporo czasu badajac zwyczaje Indian w Ameryce Południowej i zaobserwowała w jaki sposób wychowują swoje dzieci.
Opisała to w kontrowersyjnej książce poświęconej kontinuum energetycznego kontaktu pomiędzy dziećmi a dorośłymi.
Czy kontinuum jest wciąż możliwe we współczesnym świecie?
Czy „chustowanie” jest próbą jego dopasowania do nowoczesnej rzeczywistości?

Zapraszam do zapoznania się ze wstępem do tej nietypowej książki.

Koncepcja kontinuum

W 1975 roku, na trzy miesiące przed opublikowaniem tej książki, któryś z przyjaciół poprosił mnie, żebym pożyczyła jej korektorską kopię małżeństwu, które spodziewało się pierwszego dziecka.
Oboje wnikliwie ją przeczytali. Poznałam Milicent, kiedy przyszła na lunch z trzymiesięcznym wówczas Sethem. Powiedziała mi, że ona, jaki jej mąż Mark, lekarz z zawodu, czują słuszność postulatów zawartych w mojej książce.
Bardzo jej zależało, żeby także inni rodzice przeczytali ją.
Jednocześnie niepokoiła się, że pomysł noszenia dziecka przez całe miesiące przy sobie, może wydawać się zbyt trudny do zaakceptowania.
– „Zorientowałam się, na czym to polega – powiedziała – ale byłam pewna, że nie dam rady wlec wszędzie ze sobą, w dzień i w nocy, takiego ciężaru. Toż to bite 6 kilo! Obawiam się, że rodzice odrzucą twoją propozycję. Może poprzestań na zaleceniu, które słyszałam kiedyś z twoich ust w radiowym wywiadzie: „Gdy zrobisz zakupy, włóż je do dziecięcego wózka, a dziecko weź na ręce…Większość ludzi pewnie zrobi to z ochotą, a jak już dojdą do domu, będą chcieli dalej trzymać dziecko na rękach. Ja nigdy nie kładłam Setha, po prostu nie chciałam wypuszczać go z rąk”.
– O to właśnie chodzi – odparłam – to bowiem działa tylko wtedy, kiedy dziecko już jest, a ty żywisz do niego prawdziwe uczucie. Nie działa, gdy ktoś ci powie, że powinnaś tak postępować. Nie będziesz przecież miała ochoty poświęcać się aż do tego stopnia i służyć jakiemuś abstrakcyjnemu dziecku, zanim nie pokochasz swojego.
– Problem kąpieli rozwiązałam w sposób następujący:
Biorę Setha ze sobą do wanny. Jeśli Mark wraca o tej porze do domu, nie może się oprzeć i też do nas wskakuje. Tak samo jak ja, uwielbia spać z Sethem. Ponieważ razem z kole-żanką prowadzimy małą prywatną drukarnię, nie musiałam porzucić pracy. Pracuje na stojąco i przyzwyczaiłam się już, że trzymam dziecko w nosidełku na plecach albo na biodrze. Kiedy chce jeść, przerzucam je do przodu. Jeżeli nocą się kręci, czuję, że jest głodne. Nie budząc się wtykani mu machinalnie pierś do buzi. Znalazłam sposób, żeby wykonywać prace domowe i w ogrodzie, mając Setha cały czas przy sobie. Odkładam go tylko przy ścieleniu łóżek, turlam go wtedy po prześcieradłach i kocach. Uwielbia to. Kiedy trzeba przynieść węgiel z piwnicy, czekam na Marka. Rozstajemy się z Sethem jedynie wtedy, gdy jeżdżę konno. Sprawia mi wielką trudność, aby dać go komuś z przyjaciół do potrzymania. Potem, gdy tylko skończę jeździć, bardzo pragnę wziąć go na ręce. Nigdy nie chcę się z nim rozstawać!”Podczas lunchu Setli był zrelaksowany i spokojny, jak dzieci z plemienia Yequana, o których piszę w tej książce. Nie sprawiał żadnych kłopotów. 

Łatwo można zrozumieć, dlaczego w kulturze zachodniej dzieci nie są mile widziane w biurach, sklepach, miejscach pracy czy nawet na przyjęciach. Przeważnie krzyczą i kopią, i wymachują rączkami, usztywniając ciało; potrzeba wtedy obu rąk i znacznego skupienia uwagi, żeby utrzymać je w ryzach. Można odnieść ważenie, że przepełnia je nierozładowana energia. Rzecz jednak w tym, iż pozbawione są kontaktu z polem energetycznym drugiej osoby, które w sposób naturalny tę energię rozładowuje.
Kiedy sie je podnosi, są nadal sztywne i spięte,próbują ulżyć sobie, wyginając kończyny albo domagając się huśtania na kolanach lub podrzucania w powietrze.

Milicent była zdziwiona różnicą między ciałem Setha, a napięciem mięśni ciała innych dzieci. Jej dziecko było miękkie, inne zaś sztywne, jakby połknęły kij.Musimy zdać sobie sprawę, że jeśli będziemy postępować z dziećmi tak, jak to się działo przez setki tysięcy lat, znajdą się wokół nas stworzenia spokojne, miękkie, nienarzucające się.

Dopiero wtedy pracujące matki, które nie chcą przez cały dzień nudzić się i izolować od towarzystwa dorosłych, zostaną uwolnione z więzów okrutnego rozdarcia. Dzieci zabierane do pracy znajdą się tam, gdzie być powinny – przy swoich matkach, one zaś w miejscu dla nich najwłaściwszym, w otoczeniu rówieśników, zajmując się nie tylko doglądaniem dzieci, lecz także innymi czynnościami stosownymi dla inteligentnych, dorosłych osób.

Pracodawcy nie kupią jednak tego pomysłu, zanim nie poprawi się reputacja dzieci.Magazyn „Ms.” podjął kiedyś heroiczne starania na rzecz przynoszenia dzie-ci do biura. Nie wymagałoby to aż takiego heroizmu, gdyby dzieci pozostawały w fizycznym kontakcie z dorosłymi, nie zaś izolowane w wózkach koło biurek.Nie każdy potrafi wprowadzić w życie koncepcję kontinuum tak wcześnie i z tak dobrym rezultatem, jak Milicent i Mark, którzy już więcej dzieci wychowali identycznie jak Setha.

Przypadek czteroletniego Trevora
Jedna z matek, Anthea, po przeczytaniu książki napisała do mnie, że dopiero teraz zdała sobie sprawę, iż powinna była słuchać własnego instynktu, zamiast zdawać się na specjalistów od wychowywania dzieci. Ma czteroletniego synka Trevora, z którym robiła „wszystko nie tak, jak trzeba”. Następne dziecko jest w drodze. Będzie wychowywane zgodnie z zasadą kontinuum, ale co zrobić z Trevorem?Trudno przez cały czas nosić na rękach czterolatka, żeby nadrobić stracony okres przebywania w ramionach matki. Równie ważne jest przecież, żeby stosownie do swego wieku mógł się bawić, poznawać świat i uczyć się.
Poradziłam więc Anthei i jej mężowi Brianowi, żeby Trevor spał z nimi w jednym łóżku. W dzień niech zostawią sprawy ich własnemu biegowi, niech tylko zachęcają małego do siadania im na kolanach i niech utrzymują z nim fizyczny kontakt przy każdej nadarzającej się sposobności.
Poprosiłam ich także o prowadzenie dziennika. Było to wkrótce po ukazaniu się książki, pomyślałam więc, że ich doświadczenie może się okazać przydatne dla innych.Anthea prowadziła szczegółowe zapiski.

Przez kilka pierwszych nocy żadne z nich nie wyspało się jak należy. Trevor kręcił się i pojękiwał. Palce trafiały do nosów, łokcie do uszu. O niesamowitych porach potrafił prosić o szklankę wody. Kiedyś ułożył się w poprzek i zepchnął Antlieę i Briana na skraj łóżka. Przez wiele poranków Brian zjawiał się w biurze poirytowany, z czerwonymi oczami. Ale An-thea i Brian wytrwali, w przeciwieństwie do innych rodziców, którzy po trzech – czterech próbnych nocach mówiąc mi: „to nie ma sensu, nie mogliśmy spać” – poddawali się.

Po trzech miesiącach Anthea odnotowała, że kłopoty się skończyły. Wszyscy troje smacznie spali przez całą noc. Poprawił się w sposób zauważalny nie tylko związek rodziców z Trevorem, ale i więź łącząca ich oboje. A pod koniec raportu Anthea napisała (wspominając zresztą po raz pierwszy, że w ogóle istniały tego rodzaju problemy): „Trevor przestał być agresywny w przedszkolu”.Kilka miesięcy później Trevor z własnej woli wrócił do swojego łóżeczka. Poznał w pełni doświadczenie spania z rodzicami. Nowonarodzona siostrzyczka też spała z tatą i mamą, a Trevor wiedział, że zostanie mile powitany w ich łóżku zawsze, kiedy tego zapragnie.

Fragment: Jean Liedloff  „W głębi kontinuum”

Reklamy