Diagnostyka karmy cz II
Część druga
W 1988 roku zwróciła się do mnie matka dziewczynki, u której zaczaj gwałtownie pogarszać wzrok.
Dziewczynką zaczęło leczyć w Pierwszym Instytucie Medycyny, ale, bez wzglądu na wszystkie starania lekarzy, nie można było ustalić przyczyny choroby, a wzrok pogarszał się. Nie mogli wykryć infekcji, leczenie antybiotykami nie dawało żadnych skutków. Widzenie lewego oka wynosiło 6 a prawego 50 procent i stale pogarszało się. Zacząłem pracować z dziewczynką na odległość. Po pierwszym zabiegu zauważyłem polepszenie i zaproponowałem wykonanie jeszcze dwóch – trzech zabiegów. Po dwóch tygodniach dziewczynce poprawiło się i wypisano ją ze szpitala ze stuprocentowym wzrokiem. Nie znalazłem przyczyn jej zachorowania, ale proces zatrzymałem i mogłem przywrócić wzrok.
Mijał czas. Dziewczynka miała normalny wzrok, ale po kilku miesiącach nagle zaczęły ją bolec nerki. Z ostrym atakiem kolki nerkowej zawieziono ją do szpitala, zaczęto wprowadzać antybiotyki – i znowu żadnego polepszenia. Po jakimś czasie wypisano ją ze złymi wynikami, z bólem nerek. Zrobiłem jej cztery zabiegi i znowu nastąpiło pełne wyleczenie. Bytem szczęśliwy: medycyna jest bezsilna, żadne lekarstwa nie pomagają, antybiotyki nie dają efektów, a ja – pomogłem.
Wtedy jeszcze nie rozumiałem jak są wzajemnie powiązane wszystkie organy, nie wiedziałem, ze choroba może przemieścić się z jednego organu na drugi, i tym bardziej nie wiedziałem, ze w tym łańcuchu znajduje się też charakter, los, duchowość i inne parametry człowieka.
A zatem, dziewczynka była zdrowa.
Minęły jeszcze dwa lata. A kiedy mój poziom wzrósł, zobaczyłem, że organizm ludzki – to jednolity System, w którym zdrowie, los, charakter, psychika – są nierozłączne.
Spotkawszy matkę dziewczynki, dowiedziałem się ze smutkiem że mając świetne zdrowie i samopoczucie, ma ona niepomyślny los. Przy testowaniu znaczenia parametru losu okazało się, że jest bardzo ujemny. W zasadzie może to doprowadzić do dużych nieprzyjemności.
Wtedy zrozumiałem, że myśląc tylko o zdrowiu, będąc ukierunkowanym tylko na ciało, wyciągnąłem jeden z węzłów systemu „człowiek” i pogorszyłem pozostałe.
Wyleczyłem człowieka, ale nie usunąłem przyczyny jego choroby i ona przemieściła się na parametry losu.
Zrozumiałem, że należy zajmować się leczeniem organizmu jako jednorodnego systemu. To pozwoliło zobaczyć te „zawiązki”, prawdziwe przyczyny, które rzeczywiście wpływają na wszystko.
Jak pokazał test, przyczyny wszystkich nieprzyjemności mojej pacjentki był głęboki żal jej matki do jej ojca w czasie ciąży, to spowodowało deformacje struktur pola, odpowiadających za zdrowie i los córki.
W ciągu kilku lat zajmowałem się leczeniem na odległość, pracowałem dłońmi. Po raz pierwszy zrozumiałem niedoskonałość tej metody około pięć lat temu. Leczyłem w jednej rodzinie dzieci i, zwróciwszy uwagę na zły stan ich babci, zaproponowałem pomoc. Babcia odmówiła. Powiedziała, ze z powodu dusznicy bolesnej wzywają do niej karetkę pogotowia po pięć – sześć razy w tygodniu, ale ona pogodziła się z tym i nie wierzy, ze może być lepiej. W jej polu zobaczyłem, ze ma zdrowe serce. Zrobiłem kilka zabiegów energetycznych, stan kobiety poprawiał się za każdym razem. Przy trzecim zabiegu poczułem ręką deformacją w polu, w okolicy serca były wyraźne zakłócenia pola. Wodziłem kilka razy ręką, deformacje ginęły, pole wyrównywało się. Ale po kilku dniach atak powtarzał się.
Wtedy przypuszczałem, że działał tu jakiś nie znany mi mechanizm. To należało zrozumieć. Analizując stan chorej poczułem, że zależy on od jakiegoś wydarzenia z jej życia.
- Co się Pani przydarzyło dwa lata temu? – zapytałem.
- Zmarła moja siostra.
- Co Pani wtedy poczuła?
- Ona była taka zdrowa, silna – i umarła, a ja chora i żyję.
Zrozumiałem, co było przyczyny choroby: w podświadomości został kolosalny stres, który prowokował ataki dusznicy bolesnej. Ażeby go zdjąć należało zmienić światopogląd kobiety, jej odniesienie do życia i śmierci.
Wyjaśniłem jej, że śmierć to przejście w inny stan i nie należy odnosić się do niej tak tragicznie.
Nie można żałować przeszłości, gdyż ubolewając nad nią człowiek podświadomie stara się ją zmienić, przesunąć z miejsca to, czego w żaden sposób nie wolno przesunąć.
Powoduje to ogromny niekontrolowany rozchód energii.
Aby ukrócić utratę energii, która może doprowadzić do poważnych następstw, organizm blokuje to chorobą na planie fizycznym.
Przeprowadziłem z kobiety kilka seansów techniki autosugestii i ataki więcej nie powtarzały się.
Silny stres, nie zgadzanie się z czymś lub ubolewanie nad przeszłością wzmocnione emocjonalnie, pozostają w podświadomości i prowokują, poważne choroby, ponieważ tworzą deformacje struktur pola. Podczas energetycznej korekty może następować wyrównywanie tych struktur, ale nie zawsze, a najważniejsze – sama przyczyna choroby nie jest usuwana i w dowolnej chwili może przejawić się w innym miejscu. Opisane wydarzenie potwierdziło, ze bez dokładnej metody diagnozowania, zrozumienia przyczyn choroby, leczenie na oślep nie jest perspektywiczne.
Jeśli ja nie mogę powiedzieć jak leczę, czym leczę, – jest to błądzenie w ciemnościach.
Dalszy rozwój metody odbywał się w Pierwszym Instytucie Medycyny, gdzie leczyłem i równolegle starałem się znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące ochrony lekarza (uzdrawiacza) przed wpływem negatywnych pól.
Pracowałem miesiąc za miesiącem, ale postępy były nieznaczne. Pewnego razu leczyłem kobietę, na którą
rzucono urok, zobaczyłem strukturę tego uroku w jej polu i zrozumiałem, że usunąwszy ją można usunąć urok. Wtedy nie podejrzewałem, że są to karmiczne struktury, uważałem, że są one wynikiem negatywnego wpływu drugiego człowieka, wniesionego w biopole.
Wszystkich, u których widziałem podobne struktury, leczyłem usuwając je mechanicznie (manualnie) i stan zdrowia poprawiał się. Lecz później pojawili się, pacjenci, u których deformacje pól nie mogły być spowodowane rzuceniem uroku.
Przychodzi, na przykład, kobieta z małym dzieckiem. Widzę, że w jej polu i w polu dziecka są jednakowe deformacje struktur, i spowodowane są jakimś konkretnym wydarzeniem z jej życia, przy czym deformacje pola matki pojawiły się kilka lat wcześniej.
Wiedziałem już, że takie deformacje związane są z naruszeniami etyki,
powstają one wtedy, gdy człowiek nienawidzi lub obraża się na kogoś.
Mogłem usunąć te deformacje ale nie usuwałem źródła problemu. Zrozumienie tego, że widziałem nie pole ciała fizycznego, a pole informacyjne, przyszło później, dlatego metoda leczenia pozostała tradycyjna dla bioenergetyki: skoncentrowałem się, przesuwałem dłońmi – i deformacje zostawały usunięte. :
Wtedy zdecydowałem się zbadać swoje możliwości, określić dla siebie maksymalne obciążenie i zacząłem przyjmować dziennie po 30-40 osób. Ciekawiło mnie, ile ja mogę wytrzymać. Wrażenia były niezwykłe. Po tygodniu takiej pracy zaczynałem się męczyć, przychodziłem do domu ledwie żywy, twarz stawała się koloru zielonego.
Później zauważyłem, że z moją energetyką coś się dzieje, pojawiło się wrażenie, że mój mózg „kipi”. Potraktowałem siebie jak badacz i, pracując z maksymalnym przesileniem, nie przerywałem eksperymentu: interesowało mnie jak” organizm wykręci się z tej sytuacji. A organizm postąpił w nie najlepszy sposób…
Zrozumiałem to nie od razu.
Przyjmowałem młodą kobietę. Po dwóch zabiegach uwolniłem ją od choroby i powiedziałem, żeby przyszła jeszcze raz, po prostu do kontroli. Gdy przyszła następnym razem, zauważyłem u niej dziwne zmiany: zbladła, pojawiły się reakcje alergiczne i odchylenia w psychice. Niczego nie mogłem zrozumieć, wziąłem jej numer telefonu domowego i starałem się leczyć na odległość, przez telefon; poprosiłem matkę, by napisała, co dzieje się z córką.
Był to całkiem nie standardowy przypadek – najpierw po moim oddziaływaniu stan osoby pogarszał się i to znacznie. U dziewczyny, w tych miejscach, gdzie wodziłem ręką w odległości 20-30 centymetrów od ciała, pojawiały się wypryski, swędzenie. Kiedy przeczytałem notatkę jej matki, to z przerażeniem uświadomiłem sobie, co się dzieje. Zrozumiałem, że to co ja robię – jest to wampiryzm energetyczny. Ja zabierałem jej energię.
Dając organizmowi obciążenia ponad miarę, sprowokowałem się do podświadomego wampiryzmu i zacząłem zabierać energię swoim pacjentom.
Konieczne było przerwanie leczenia dlatego, że od teraz mój organizm, w jakiejkolwiek krytycznej sytuacji, będzie wykręcać się właśnie tak – zabierając innym energię. Ponieważ ja działam na odległość, to mogę zabierać innym energie. To była sytuacja bez wyjścia.
Zdecydowałem się skończyć raz na zawsze z bioenergetyką, zobaczyłem nieperspektywiczność dalszej pracy. Nie odchodziłem od klasycznych zasad działania współczesnych ekstrasensorów (bioenergoterapeutów), ale dopuszczając do przeciążenia, po kilku dniach odkryłem, że metody napompowania energia, i bezkontaktowego masażu nie są perspektywiczne, nie dają tego leczenia, do którego dążyłem całe życie. Mogę leczyć siłą woli na odległość, władam wszystkimi rodzajami masażu punktowego, dobrze znam metody leczenia technikami oddychania i dietą. Ale zrozumiałem, że wszystkie te metody mogą przynieść tylko ulgę, lecz nie wyleczenie osoby.
Podtrzymać mnie na duchu starała się lekarka, z którą ja wtedy pracowałem; prosiła, bym nie stawiał pospiesznie wniosków, bym odpoczął i pomyślał właśnie w tym czasie otrzymaliśmy zaproszenie od lekarza ze szpitala we wsi Wozniesienie (tłum. Wniebowstąpienie), by przyjechać tam odpocząć na Wielkanoc. Pasowało mi to i pomyślałem, że odpocznę i przemyślę sytuacje, będę mógł coś postanowić; podświadomie miałem nadzieję, że otrzymam jakiś znak, czy powinienem pracować dalej i czy znajdę jakieś wyjście.
Wyjechaliśmy na jezioro Onega, obejrzeliśmy zachowaną jeszcze drewnianą cerkiew z szesnastego wieku. Wykąpałem się w jeziorze i poczułem się jak odnowiony, pojawiła się wiara w to, że należy kontynuować pracę, ale znaleźć taką metodę, która pozwoli leczyć ludzi nie oddziaływująca na nich energetycznie. I zacząłem jej szukać.
Spróbowałem wpływać na karmiczne struktury, które widziałem poprzez samą osobę. Znalazłszy przyczyny powodujące deformacje struktur karmicznych, objaśniałem je pacjentowi. Całkowicie odmówiłem oddziaływania rękami. To był męczący okres dlatego, że na początku słabo władałem metodą i rezultaty oddziaływania były o wiele słabsze, niż przy pracy rękami.
Zrozumiałem wtedy, że przyszłość jest w tej metodzie, że w pierwszej kolejności należy znajdować przyczyny naruszeń karmicznych, badać je, studiować informacje i przekazać ją ludziom, gdyż wyleczyć mogę setki, a pomóc zrozumieć przyczyny chorób i pokazać drogi wyjścia z nich milionom. Od tego momentu zostałem badaczem, i tylko badaczem.
Przejaw wampiryzmu w procesie leczenia doprowadził mnie do zrozumienia, że powstanie choroby związane jest z naruszeniem praw etyki, dlatego też i leczenie powinno być ukierunkowane na uświadomienie tych naruszeń, zmianę światopoglądu człowieka.
Choroba jest jednym z mechanizmów rozwoju ducha. Informację o tym znamy od dawna, tylko na jakiś czas zapomnieliśmy o niej, i wyłożona jest od wielu wieków w Świętych Księgach. Najważniejsze to zrozumieć swoje błędy, uświadomić sobie je i poprzez skruchę dojść do harmonii ze Wszechświatem, z Boskością.
Widząc karmiczne struktury człowieka, mogę ocenić jakiekolwiek oddziaływanie lecznicze. Widzę jak zmienia się fizyczna i polowa struktura człowieka przy uświadomieniu sobie swoich uczynków, ponieważ ciało zależy od ducha i jednocześnie wpływa na ducha. Dlatego też leczenie powinno oddziaływać na ciało i na ducha. W pierwszej kolejności – na duszę i ducha, jako pierwotne (w stosunku do ciała).
Zlikwidowanie deformacji Struktur pola poprzez uświadomienie, skruchę daje wspaniałe wyniki w powrocie do zdrowia ludzi na poziomie fizycznym. O ile między pojawieniem się deformacji w polu a chorobą na planie fizycznym istnieje określony odstęp czasu, metoda jest niezastąpiona dla wczesnej diagnostyki.
/Fragment z książki: Siergiej Nikołajewicz Łazariew – Diagnostyka karmy/
Powiązane posty

Podaję Filipowi i Zenforest i wszystkim, których to zainteresuje właściwą interpretację cytatów:
“czy sumienie pozwoli ci biernie patrzeć, gdy ktoś krzywdzi innego człowieka?“ znaczy: “spójrz oczyma duszy, poznaj los tego człowieka”
Pan Kriszna mówi do Arjuny: “Rzuć się w wir bitwy, ale serce twe niech trwa wśród kwiecia lotosu, u stop Pana”.
znaczy: “Poznaj siebie, a Twoja dusza stanie przed Tobą otworem” Zenforest nie zrobilaś postepów bo nie przestałaś czytać -przeintelektualizowałaś temat. Bogdan życzę Ci powodzenia – “doświadczaj”! Pozdrawiam – Archetyp.
Po przeczytaniu tego artykułu nie wiem co mam myśleć spotkałem się już z takim czymś w jednej książce ale wtedy myślałem ze to raczej fikcja literacka ale teraz widzę ze jest w tym ziarnko prawdy w karma wcześniej kojarzyła mi się z reinkarnacja
Archetyp888,
mnie to interesuje, ale mam coś do dodania. Jest to właściwa interpretacja dla Ciebie. Pozwól innym myśleć samodzielnie.
Co do oceniania innych, cóż, masz prawo. Mam nadzieję, że równie gorliwie patrzysz na siebie, w końcu to chyba droga do zrozumienia?
Uf ale się rozpisaliście. A jakiś tam nawet Zbyszek oberwał od Bumela za tuzinkowe wzrastanie.
Świetna stronka, polecam ja wszędzie.
Sporo bystrych spostrzeżeń skrywa się w artykule. Szczególnie opisy pracy z energią są bardzo trafne, potwierdzone przez mnóstwo innych ludzi. Twórca pola ułatwił sobie trochę, wprowadzając uogólniana, jednolite pole, wieli osób tak robi, zwłaszcza praktycy.
Na pryzmat energetyczny trafiłem parę lat temu. Jak rozdzielana jest przez niego energia taki jest człowiek. Przeładowane uwagą i energią, jakieś ciało subtelne daje się we znaki JAŹNI, koncentrując ja na jego właściwościach. To jest przyczyna różności naszych postaw, gdyż każde z ciał odpowiedzialne jest za wąski wycinek naszej osoby.
Wiele jest miejsc z których możemy postrzegać nasza osobowa strukturę, co stało się przyczyna wielu wręcz odmiennych opisów tego samego.
Surfując świadomością po odmiennych stanach, dostrzega się coraz więcej punktów z których możemy siebie postrzegać.
Nie ma sprzeczności w ludzkich opisach a tylko sa opisy fragmentu tego samego.
Karma tez jest wielkim uogólnieniem. Skrywa się za tym pojęciem masa zależności, zjawisk. Gdy przyjrzymy się jej z bliska to zamienimy je na całkiem inne słowa.
Eh, po tym artykule zajmę się bardziej energetyka i tralala
Idzie nowe, ludziska.
Zenforest napisała:
“Kiedyś byłam bezkrytyczną zwolenniczką reinkarnacji, teraz moje poglądy wyewoluowały w stronę czegoś bliższego poglądom Sheldrake czy Hellingera.”
Droga Przyjaciółko – jest bardzo prosty sposób, żeby się przekonać o reinkarnacji – znajdź go a Twoje poglądy przestaną ewoluować w tej kwestii. Jeszcze raz Ci powtórzę – nie czas na czytanie – cała wiedza jest w Tobie.
@Archetyp, czy wy się z Zenforest znacie jakoś prywatnie?
Pytam, bo stale umieszczasz pompatyczny zwrot “droga przyjaciółko”, a jeśli nie jesteście sobie bliscy, to zakrawa to na protekcjonalny albo fałszywie grzeczny ton
Wiesz o co chodzi? Taki typ patronizowania:”Drogie dzieci, dziś jako wasz mentor, udzielę wam następującej lekcji…”
@Zbyszek, Każdy chyba rozumie karmę trochę inaczej.
Sam termin ewoluował z oryginalnego, buddyjskiego znaczenia aż po bardziej zagmatwane, ezoteryczne, zachodnie. W okresie największej mody na New Age słowem karma wycierali sobie usta wszyscy *mistrzowie* tamtych czasów.
Kojarzycie serial My name is Earl? Tam jest sporo o karmie
@Trueneutral: *Co do oceniania innych, cóż, masz prawo. Mam nadzieję, że równie gorliwie patrzysz na siebie, w końcu to chyba droga do zrozumienia?*
True, nie liczyłbym na to
Zbyszek ma rację. Natomiast zind pisząc, że każdy chyba rozumie karmę trochę inaczej nie ma racji gdyż należy rozumieć ją jednoznacznie. Karma(dziedzictwo psychomentalne)to karma. Koniec,kropka.
Zind
Nie, nie znam Archetypa888. W każdym razie nic o tym nie wiem
Nie znam powodów, dla których zwraca się do mnie w taki sposób, ale pewnie jakieś tam musi mieć
@Zen, tak właśnie sądziłem, że go nie znasz
@Archetyp, wiele słów zmienia swoje znaczenie, wielu ludzi zmienia swoje poglądy i dobrze, rzeczywistość jest dynamiczna
Jeśli zostajemy stale przy jednym to równie dobrze możemy się nazwać fanatykami
Drogi przyjacielu Zind:) z mojego tekstu wybrałeś najmniej znaczący fragment. Kilkanaście lat się namęczyłem z oobe, by zrozumieć zależność Jaźni od ciał subtelnych, ich przemiany i zależności a ty o karmie, co ja każdy inaczej rozumie. bebebe
Mimo, że wiele słów zmienia swoje znaczenie, chyba nie sposób zdefiniować karmy inaczej niż właśnie, że jest to dziedzictwo psychomentalne i kropka.
kropka albo trzy kropki
a może jakąś małą wojenkę stoczymy o ilość kropek i o miejsce ich postawienia? kto jest aż tak przywiązany do pojęć by drugiemu skakać do gardła za definicję odmienną od jego własnej?
Coby rozmawiać o czymś, trzeba mieć określoną definicję pojęć, których się używa.
Tak/nie?
Dlatego słowa to syf.